Lewis Hamilton przeżywa trudne chwile w Ferrari. Weekendowy Grand Prix Węgier był kolejnym rozczarowaniem dla siedmiokrotnego mistrza świata, który zakwalifikował się dopiero na 12. pozycji i ukończył wyścig bez punktów. Tymczasem jego kolega z zespołu Charles Leclerc zdobył pole position, co tylko podsyciło krytykę pod adresem Brytyjczyka. Szef zespołu Frederic Vasseur stanął jednak w obronie swojego kierowcy i ostro zareagował na pytania dziennikarzy.

W skrócie:
- Lewis Hamilton zakwalifikował się na 12. miejscu i ukończył Grand Prix Węgier na tej samej pozycji, co wywołało falę krytyki
- Szef Ferrari Frederic Vasseur stanowczo zareagował na pytanie o opłacalność kontraktu Hamiltona, wartego około 50 milionów funtów rocznie
- Hamilton nazwał siebie „bezużytecznym” i zasugerował, że w zespole „dzieje się wiele rzeczy, które nie są dobre”
Ferrari broni swojej gwiazdy, ale wyniki nie kłamią
Sytuacja w Ferrari staje się coraz bardziej napięta. Po wyścigu na Hungaroringu Frederic Vasseur nie ukrywał irytacji, gdy jeden z dziennikarzy zapytał, czy rekordowa pensja Lewisa Hamiltona, szacowana na około 50 milionów funtów rocznie, stanowi dobrą inwestycję dla zespołu wobec jego słabych wyników.
„Nie jestem pewien, czy rozumiem twoje pytanie, a jeśli rozumiem, to nie jest ono dobre” – odparł wyraźnie poirytowany Vasseur. „Zatrudniamy kierowców, ponieważ chcemy rywalizować w mistrzostwach, zdobywać punkty i wygrywać wyścigi”.
Problem polega jednak na tym, że Hamilton nie tylko nie walczy o zwycięstwa, ale nawet nie stanął jeszcze na podium w barwach Ferrari. Jego jedynym triumfem w czerwonym kombinezonie było zwycięstwo w wyścigu sprinterskim w Chinach. Ostatnie zwycięstwo Brytyjczyka w pełnym Grand Prix miało miejsce ponad rok temu podczas GP Belgii 2024, kiedy to jeszcze reprezentował Mercedesa.
Frustracja Hamiltona jest coraz bardziej widoczna. Po kwalifikacjach na Węgrzech nazwał siebie „bezużytecznym” i zasugerował, że zespołowi mogłoby pomóc zamienienie kierowców. Co więcej, dodał tajemniczo: „Na zapleczu dzieje się wiele rzeczy, które nie są dobre”. Choć zapewnił, że jego miłość do wyścigów nie zmalała i że po letniej przerwie wróci, by naprawić swój sezon.
Tymczasem różnica między kierowcami Ferrari staje się coraz bardziej widoczna. Hamilton zajmuje obecnie szóste miejsce w klasyfikacji kierowców, tracąc 42 punkty do Leclerca. Ferrari plasuje się na drugim miejscu w klasyfikacji konstruktorów, ale ze stratą aż 299 punktów do dominującego McLarena.
Transfer Hamiltona do Ferrari miał być spełnieniem marzeń zarówno dla kierowcy, jak i dla włoskiej stajni. Brytyjczyk opuścił Mercedesa po trzech trudnych sezonach, licząc na lepszą szansę zdobycia ósmego tytułu mistrza świata przed zakończeniem kariery. Na razie jednak ten ruch wygląda bardziej jak koszmar niż marzenie.
Vasseur konsekwentnie broni swojego kierowcy, apelując, by krytycy „przestali” tak surowo oceniać jego występy, biorąc pod uwagę, że Hamilton wciąż adaptuje się do nowego bolidu. Pytanie tylko, jak długo szef Ferrari będzie w stanie bronić swojej gwiazdy, jeśli wyniki nie zaczną się poprawiać.

