Ładowanie...

The World Games - sportowy Eden dla zapomnianych. O sportach w cieniu i ich bohaterach

Jarosław ZającJarosław Zając
10 sierpnia 2025 05:45
The World Games - sportowy Eden dla zapomnianych. O sportach w cieniu i ich bohaterach

W czwartek, 7 sierpnia 2025 roku, w chińskim Chengdu rozblysły sztuczne ognie ceremonii otwarcia 12. The World Games. Na trybunach Tianfu International Conference Center zasiedli przedstawiciele 116 krajów, a na arenach sportowych zgromadzili się zawodnicy, którzy przez cały rok czekali na swoje pięć minut sławy. To nie są igrzyska olimpijskie - to coś więcej. To sportowy Eden dla zapomnianych, druga szansa dla dyscyplin, które pozostają w cieniu wielkich aren i wielkich pieniędzy.

The World Games to igrzyska dla wszystkich tych, którzy nigdy nie będą gwiazdami pierwszych stron gazet. To miejsce, gdzie gracze w korfball są tak samo ważni jak sprinterzy, gdzie zawodnicy freedivingu mają takie same marzenia jak pływacy, a mistrz w przeciąganiu liny jest równie dumny ze swojego złota jak zwycięzca biegu na 100 metrów. W Chengdu, przez dziesięć dni, świat odwróci się do góry nogami - sporty nieolimpijskie staną się centrum uwagi, a ich bohaterowie będą mogli poczuć smak prawdziwej chwały.

W programie 253 konkurencje medalowe w 34 sportach. To brzmi jak katalog sportowych egzotów: wushu, sambo, korfball, finswimming, disc golf, muaythai, powerboating. Nazwy, które dla większości brzmi jak język obcy, ale za każdą kryje się cały świat pasji, poświęcenia i marzeń.

Polskie nadzieje w cieniu gigantów

Gdy chorążowie Martyna Kierczyńska (muaythai) i Patryk Łojek (wakeboard) prowadzili 65-osobową polską reprezentację podczas parady otwarcia, nieśli ze sobą więcej niż tylko flagę. Nieśli nadzieje wszystkich tych, którzy wybrali sporty, o których nie pisze się w głównych mediach, które nie mają wielkich sponsorów, które nie gwarantują bogactwa czy sławy.

Polska ma w The World Games piękną historię - 68 medali w dotychczasowych startach to dowód, że w naszym kraju kwitną też dyscypliny nieolimpijskie. W poprzedniej edycji w Birmingham (2022) nasze 15 krążków pokazało, że polscy sportowcy potrafią walczyć na najwyższym poziomie niezależnie od dyscypliny. Czy to Szymon Kropidłowski w finswimmingu, Agata Sitko w trójboju siłowym, czy sztafeta kobiet w ratownictwie wodnym - wszyscy udowodnili, że wielki sport to nie tylko te dyscypliny, które widzimy co cztery lata na igrzyskach olimpijskich.

Tegoroczny skład to 64 zawodników w 16 dyscyplinach. Od wyścigów dronów, przez kajak polo, po breakdancing. To mozaika polskiego sportu, jego różnorodność i bogactwo. Daniel Macioł w bilardzie, Julia Kozerska w freedivingu, zespół w korfballu plażowym - każdy z nich reprezentuje inny świat, inne tradycje, inne podejście do sportu.

Druga szansa dla sportowych piękności

The World Games to nie tylko konkurencja dla igrzysk olimpijskich - to ich komplement. Historia pokazuje, że wiele dyscyplin, które dziś są olimpijskie, kiedyś gościło właśnie na The World Games. Triathlon, wspinaczka sportowa, siatkówka plażowa, taekwondo, badminton - wszystkie przeszły drogę od "sportów egzotycznych" do olimpijskiego mainstream'u.

To jest piękno The World Games - są mostem między marginesem a centrum. Dają szansę sportom, które może kiedyś znajdą się w programie olimpijskim. A może nigdy tego nie osiągną, ale to nic nie szkodzi. W Chengdu, przez dziesięć dni, są równie ważne jak atletyka czy pływanie.

Weźmy disc golf - sport, w którym gracze rzucają specjalnymi dyskami do koszy rozmieszczonych na parkurze. To połączenie precyzji golfa z dynamiką frisbee. W Polsce ma swoich pasjonatów, którzy trenują na polach i w parkach, często budując tory własnymi rękami. Dla większości to zabawa, ale dla tych, którzy jadą do Chengdu, to sprawa życia.

Albo korfball - holenderski sport zespołowy, w którym drużyny mieszane (kobiety i mężczyźni) rzucają piłkę do kosza bez deski. W Polsce uprawia go kilkaset osób, ale ci, którzy go pokochali, mówią, że to najprawdziwszy sport zespołowy na świecie - bez podziałów na płci, bez agresji, oparty na technice i współpracy.

Bohaterowie bez fleszy

Najpiękniejsze w The World Games są historie ludzi. Martyna Kierczyńska, nasze nadzieja w muaythai, to zawodowa pięściarka, która trenuje w Tajlandii. Jej sport w Polsce to wciąż niszą, ale ona udowadnia, że można osiągnąć światowy poziom nawet w dyscyplinie, którą uprawia niewiele osób.

Patryk Łojek, drugi z polskich chorążych, reprezentuje wakeboard - sport, który w Polsce ma może kilkaset osób, ale poziom niektórych z nich pozwala walczyć z najlepszymi na świecie. To sport wymagający doskonałej koordynacji, odwagi i dostępu do odpowiedniej infrastruktury - a w Polsce jezior z wyciągami do wakeboardu nie ma zbyt wiele.

Daniel Macioł w bilardzie reprezentuje sport, który w Polsce kojarzy się często z pubami i salonami gier, ale na najwyższym poziomie to sztuka wymagająca precyzji chirurga i koncentracji szachisty. Dla większości to rozrywka, dla niego - życiowa pasja i sposób na sukces.

To są bohaterowie bez fleszy. Trenują w małych klubach, często na własny koszt, bez szerokiego medialnego wsparcia. Ich federacje mają budżety, które stanowią ułamek tego, co wydają wielkie sporty. Ale ich pasja, determinacja i poziom sportowy często nie ustępują olimpijczykom.

Wyzwania sportów nieolimpijskich

Największym problemem sportów nieolimpijskich jest finansowanie. Bez perspektywy olimpijskiej trudno o sponsorów, dotacje, medialną uwagę. To błędne koło - im mniej pieniędzy, tym trudniej o rozwój, a im mniej rozwoju, tym mniej pieniędzy.

Młody zawodnik w freedivingu może być utalentowany jak Federica Pellegrini, ale nie ma takiego systemu wsparcia jak pływacy. Mistrz w trójboju siłowym może bić rekordy świata, ale jego sport nie ma takiej infrastruktury jak lekkoatletyka. Zespół w korfballu może grać na najwyższym poziomie, ale ich mecze nie będą transmitowane w telewizji jak spotkania piłkarskie.

The World Games częściowo rozwiązują ten problem. Przez dziesięć dni w roku uwaga świata skupia się na tych zapomnianych dyscyplinach. Są transmisje, są media, są kibice. To często jedyna szansa w roku na prawdziwą ekspozycję.

Przyszłość sportów w cieniu

Pytanie brzmi: co dalej? Czy The World Games to wystarczy, żeby sporty nieolimpijskie mogły się rozwijać? Czy może potrzebujemy nowego modelu uprawiania i finansowania sportu?

Niektóre kraje idą w kierunku równego traktowania wszystkich dyscyplin. W Holandii korfball ma takie samo wsparcie jak piłka nożna. W Niemczech triathlon był rozwijany długo przed tym, zanim stał się olimpijski. W USA wiele sportów nieolimpijskich ma silne struktury uniwersyteckie.

Polska mogłaby pójść podobną drogą. Nasze sukcesy w The World Games pokazują, że mamy potencjał. W 2017 roku, gdy Wrocław gościł te zawody, Polacy zdobyli 30 medali - najlepszy wynik w historii. To był pokaz siły polskiego sportu nieolimpijskiego, ale też pokazał, jak ważne jest wsparcie organizacyjne i infrastrukturalne.

Eden, który trwa tylko dziesięć dni

The World Games trwają tylko dziesięć dni co cztery lata. To za mało, żeby zmienić świat sportów nieolimpijskich, ale wystarczająco dużo, żeby pokazać ich piękno. W Chengdu, przez kolejny tydzień, będziemy mogli zobaczyć sport w jego najczystszej formie - bez wielkich pieniędzy, bez przepychu, ale za to z całą pasją i poświęceniem.

To jest prawdziwy Eden sportu. Miejsce, gdzie liczy się tylko jedno - czy jesteś najlepszy w swojej dyscyplinie. Nieważne, czy uprawiasz ją milion ludzi na świecie, czy tylko tysiąc. Nieważne, czy jest w telewizji, czy nie. Ważne, że masz swoje pięć minut chwały, swój moment triumfu, swoją szansę na sportową nieśmiertelność.

W Chengdu, przez dziesięć dni, sporty nieolimpijskie nie są zapomnianych. Są głównym bohaterem. I może to właśnie jest najpiękniejsze w The World Games - pokazują, że sport to coś więcej niż tylko te dyscypliny, które znamy z telewizji. Sport to każda forma rywalizacji, gdzie ludzie przekraczają swoje granice w pogoni za marzeniem.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarzZaloguj się
Ładowanie komentarzy...