W czwartek, 7 sierpnia 2025 roku, w chińskim Chengdu rozblysły sztuczne ognie ceremonii otwarcia 12. The World Games. Na trybunach Tianfu International Conference Center zasiedli przedstawiciele 116 krajów, a na arenach sportowych zgromadzili się zawodnicy, którzy przez cały rok czekali na swoje pięć minut sławy. To nie są igrzyska olimpijskie - to coś więcej. To sportowy Eden dla zapomnianych, druga szansa dla dyscyplin, które pozostają w cieniu wielkich aren i wielkich pieniędzy.
The World Games to igrzyska dla wszystkich tych, którzy nigdy nie będą gwiazdami pierwszych stron gazet. To miejsce, gdzie gracze w korfball są tak samo ważni jak sprinterzy, gdzie zawodnicy freedivingu mają takie same marzenia jak pływacy, a mistrz w przeciąganiu liny jest równie dumny ze swojego złota jak zwycięzca biegu na 100 metrów. W Chengdu, przez dziesięć dni, świat odwróci się do góry nogami - sporty nieolimpijskie staną się centrum uwagi, a ich bohaterowie będą mogli poczuć smak prawdziwej chwały.
W programie 253 konkurencje medalowe w 34 sportach. To brzmi jak katalog sportowych egzotów: wushu, sambo, korfball, finswimming, disc golf, muaythai, powerboating. Nazwy, które dla większości brzmi jak język obcy, ale za każdą kryje się cały świat pasji, poświęcenia i marzeń.
Polskie nadzieje w cieniu gigantów
Gdy chorążowie Martyna Kierczyńska (muaythai) i Patryk Łojek (wakeboard) prowadzili 65-osobową polską reprezentację podczas parady otwarcia, nieśli ze sobą więcej niż tylko flagę. Nieśli nadzieje wszystkich tych, którzy wybrali sporty, o których nie pisze się w głównych mediach, które nie mają wielkich sponsorów, które nie gwarantują bogactwa czy sławy.
Polska ma w The World Games piękną historię - 68 medali w dotychczasowych startach to dowód, że w naszym kraju kwitną też dyscypliny nieolimpijskie. W poprzedniej edycji w Birmingham (2022) nasze 15 krążków pokazało, że polscy sportowcy potrafią walczyć na najwyższym poziomie niezależnie od dyscypliny. Czy to Szymon Kropidłowski w finswimmingu, Agata Sitko w trójboju siłowym, czy sztafeta kobiet w ratownictwie wodnym - wszyscy udowodnili, że wielki sport to nie tylko te dyscypliny, które widzimy co cztery lata na igrzyskach olimpijskich.
Tegoroczny skład to 64 zawodników w 16 dyscyplinach. Od wyścigów dronów, przez kajak polo, po breakdancing. To mozaika polskiego sportu, jego różnorodność i bogactwo. Daniel Macioł w bilardzie, Julia Kozerska w freedivingu, zespół w korfballu plażowym - każdy z nich reprezentuje inny świat, inne tradycje, inne podejście do sportu.
Druga szansa dla sportowych piękności
The World Games to nie tylko konkurencja dla igrzysk olimpijskich - to ich komplement. Historia pokazuje, że wiele dyscyplin, które dziś są olimpijskie, kiedyś gościło właśnie na The World Games. Triathlon, wspinaczka sportowa, siatkówka plażowa, taekwondo, badminton - wszystkie przeszły drogę od "sportów egzotycznych" do olimpijskiego mainstream'u.
To jest piękno The World Games - są mostem między marginesem a centrum. Dają szansę sportom, które może kiedyś znajdą się w programie olimpijskim. A może nigdy tego nie osiągną, ale to nic nie szkodzi. W Chengdu, przez dziesięć dni, są równie ważne jak atletyka czy pływanie.
Weźmy disc golf - sport, w którym gracze rzucają specjalnymi dyskami do koszy rozmieszczonych na parkurze. To połączenie precyzji golfa z dynamiką frisbee. W Polsce ma swoich pasjonatów, którzy trenują na polach i w parkach, często budując tory własnymi rękami. Dla większości to zabawa, ale dla tych, którzy jadą do Chengdu, to sprawa życia.
Albo korfball - holenderski sport zespołowy, w którym drużyny mieszane (kobiety i mężczyźni) rzucają piłkę do kosza bez deski. W Polsce uprawia go kilkaset osób, ale ci, którzy go pokochali, mówią, że to najprawdziwszy sport zespołowy na świecie - bez podziałów na płci, bez agresji, oparty na technice i współpracy.
Bohaterowie bez fleszy
Najpiękniejsze w The World Games są historie ludzi. Martyna Kierczyńska, nasze nadzieja w muaythai, to zawodowa pięściarka, która trenuje w Tajlandii. Jej sport w Polsce to wciąż niszą, ale ona udowadnia, że można osiągnąć światowy poziom nawet w dyscyplinie, którą uprawia niewiele osób.
Patryk Łojek, drugi z polskich chorążych, reprezentuje wakeboard - sport, który w Polsce ma może kilkaset osób, ale poziom niektórych z nich pozwala walczyć z najlepszymi na świecie. To sport wymagający doskonałej koordynacji, odwagi i dostępu do odpowiedniej infrastruktury - a w Polsce jezior z wyciągami do wakeboardu nie ma zbyt wiele.
Daniel Macioł w bilardzie reprezentuje sport, który w Polsce kojarzy się często z pubami i salonami gier, ale na najwyższym poziomie to sztuka wymagająca precyzji chirurga i koncentracji szachisty. Dla większości to rozrywka, dla niego - życiowa pasja i sposób na sukces.
To są bohaterowie bez fleszy. Trenują w małych klubach, często na własny koszt, bez szerokiego medialnego wsparcia. Ich federacje mają budżety, które stanowią ułamek tego, co wydają wielkie sporty. Ale ich pasja, determinacja i poziom sportowy często nie ustępują olimpijczykom.
Wyzwania sportów nieolimpijskich
Największym problemem sportów nieolimpijskich jest finansowanie. Bez perspektywy olimpijskiej trudno o sponsorów, dotacje, medialną uwagę. To błędne koło - im mniej pieniędzy, tym trudniej o rozwój, a im mniej rozwoju, tym mniej pieniędzy.
Młody zawodnik w freedivingu może być utalentowany jak Federica Pellegrini, ale nie ma takiego systemu wsparcia jak pływacy. Mistrz w trójboju siłowym może bić rekordy świata, ale jego sport nie ma takiej infrastruktury jak lekkoatletyka. Zespół w korfballu może grać na najwyższym poziomie, ale ich mecze nie będą transmitowane w telewizji jak spotkania piłkarskie.
The World Games częściowo rozwiązują ten problem. Przez dziesięć dni w roku uwaga świata skupia się na tych zapomnianych dyscyplinach. Są transmisje, są media, są kibice. To często jedyna szansa w roku na prawdziwą ekspozycję.
Przyszłość sportów w cieniu
Pytanie brzmi: co dalej? Czy The World Games to wystarczy, żeby sporty nieolimpijskie mogły się rozwijać? Czy może potrzebujemy nowego modelu uprawiania i finansowania sportu?
Niektóre kraje idą w kierunku równego traktowania wszystkich dyscyplin. W Holandii korfball ma takie samo wsparcie jak piłka nożna. W Niemczech triathlon był rozwijany długo przed tym, zanim stał się olimpijski. W USA wiele sportów nieolimpijskich ma silne struktury uniwersyteckie.
Polska mogłaby pójść podobną drogą. Nasze sukcesy w The World Games pokazują, że mamy potencjał. W 2017 roku, gdy Wrocław gościł te zawody, Polacy zdobyli 30 medali - najlepszy wynik w historii. To był pokaz siły polskiego sportu nieolimpijskiego, ale też pokazał, jak ważne jest wsparcie organizacyjne i infrastrukturalne.
We are The World Games 🥰
— The World Games (@TheWorldGames) July 22, 2024
What's your favourite sport at The World Games?
Or which sport do you think SHOULD be in the programme while it currently isn't? Let us know! ⬇️#WeareTheWorldGames #RoadtoChengdu pic.twitter.com/WM9t4vQXeJ
Eden, który trwa tylko dziesięć dni
The World Games trwają tylko dziesięć dni co cztery lata. To za mało, żeby zmienić świat sportów nieolimpijskich, ale wystarczająco dużo, żeby pokazać ich piękno. W Chengdu, przez kolejny tydzień, będziemy mogli zobaczyć sport w jego najczystszej formie - bez wielkich pieniędzy, bez przepychu, ale za to z całą pasją i poświęceniem.
To jest prawdziwy Eden sportu. Miejsce, gdzie liczy się tylko jedno - czy jesteś najlepszy w swojej dyscyplinie. Nieważne, czy uprawiasz ją milion ludzi na świecie, czy tylko tysiąc. Nieważne, czy jest w telewizji, czy nie. Ważne, że masz swoje pięć minut chwały, swój moment triumfu, swoją szansę na sportową nieśmiertelność.
W Chengdu, przez dziesięć dni, sporty nieolimpijskie nie są zapomnianych. Są głównym bohaterem. I może to właśnie jest najpiękniejsze w The World Games - pokazują, że sport to coś więcej niż tylko te dyscypliny, które znamy z telewizji. Sport to każda forma rywalizacji, gdzie ludzie przekraczają swoje granice w pogoni za marzeniem.
