Liam Lawson, który na początku 2025 roku otrzymał szansę startów w głównym zespole Red Bull Racing, przerwał milczenie na temat swojego błyskawicznego powrotu do zespołu Racing Bulls. Nowozelandczyk dostał zaledwie dwa wyścigi u boku Maxa Verstappena, zanim został zdegradowany. Teraz w szczerym wywiadzie dla RacingNews365 opowiada o kulisach tej decyzji.

W skrócie:
- Lawson dostał tylko dwa wyścigi w głównym zespole Red Bull Racing, zanim został zdegradowany
- Kierowca twierdzi, że nie miał wystarczająco dużo czasu na przygotowanie się, w przeciwieństwie do innych młodych zawodników
- Nowozelandczyk uważa, że problemy techniczne i zmiany ustawień zostały wykorzystane jako pretekst do jego degradacji
Dwa wyścigi i koniec marzeń
Po udanym sezonie 2024 w Racing Bulls, Liam Lawson otrzymał awans do głównego zespołu Red Bull Racing, zastępując Sergio Pereza. Jednak jego przygoda z topowym zespołem trwała zaledwie dwa weekendy wyścigowe. Po nieudanym debiucie w Australii, gdzie zaliczył awarię, oraz 12. miejscu w Chinach, 23-latek został odesłany z powrotem do juniorskiego zespołu.
„Jeśli spojrzeć na to, jak inne zespoły postępują z młodymi kierowcami, na przykład ile czasu na testy dostał Kimi Antonelli – my nie zrobiliśmy nic z tych rzeczy,” wyznał Lawson w rozmowie z RacingNews365. „Dostałem tylko dwa weekendy na dwóch torach, na których nigdy wcześniej nie jeździłem.”
Co więcej, jeden z tych weekendów był formatem sprinterskim, co jeszcze bardziej ograniczyło czas Lawsona na zapoznanie się z bolidem.
„Te weekendy nie przebiegały gładko. Mieliśmy problemy z niezawodnością podczas testów w Bahrajnie. Mieliśmy problemy z niezawodnością w Melbourne,” wyjaśnił kierowca.
„Wykorzystali to, by mnie zdegradować”
Szczególnie bolesny dla Lawsona był weekend w Szanghaju, gdzie po słabych kwalifikacjach zespół zdecydował się złamać zasady parku zamkniętego i wprowadzić zmiany w ustawieniach bolidu. Nowozelandczyk myślał, że te zmiany pomogą w rozwoju samochodu i zbieraniu danych.
„Eksperymentowaliśmy, żeby się czegoś nauczyć. Byłem zadowolony z ustawień. Ale potem wykorzystano wyniki, żeby mnie zdegradować,” przyznał rozgoryczony Lawson.
Kierowca jest samokrytyczny, ale jednocześnie wskazuje na brak odpowiedniego wsparcia ze strony zespołu.
„Starałem się jak najszybciej znaleźć odpowiednie tempo. Ale nie było dobrze. Z jednej strony zastanawiam się: 'Co więcej mogłem zrobić?’, ale są też rzeczy, gdzie myślę: 'Szkoda, że nie zrobiłem tego inaczej’. Gdybym wiedział, że dostanę tylko dwa wyścigi, postąpiłbym inaczej. Może byłem trochę naiwny,” wyznał Nowozelandczyk.
Problematyczny RB21 nie dla każdego
Sytuacja Lawsona pokazuje szerszy problem Red Bulla w tym sezonie. Model RB21 jest wyjątkowo trudny w prowadzeniu, a jedynym kierowcą, który radzi sobie z nim naprawdę dobrze, jest czterokrotny mistrz świata Max Verstappen – choć nawet on nie dominuje już tak jak w poprzednich latach.
O tym, jak wymagający jest ten bolid, świadczą również wyniki następcy Lawsona. Yuki Tsunoda, który zajął miejsce Nowozelandczyka w głównym zespole, zdobył do tej pory tylko siedem punktów.
Tymczasem Lawson wrócił do Racing Bulls i odbudował swoją formę, punktując w trzech z czterech ostatnich wyścigów. Czy dostanie jeszcze kiedyś szansę w głównym zespole? To pokaże przyszłość, ale jedno jest pewne – następnym razem będzie lepiej przygotowany na wyzwania, które przed nim staną.

