Conor McGregor od ponad trzech lat nie pojawił się w oktagonie UFC. Ostatni raz walczył w lipcu 2021 roku, kiedy w pojedynku z Dustinem Poirierem doznał poważnego złamania nogi. Od tamtej pory jego powrót zapowiadano kilkakrotnie – m.in. na czerwcową galę UFC 303 z Michaelem Chandlerem – jednak Irlandczyk wycofał się z powodu złamanego palca u stopy. Teraz pojawiła się zaskakująca informacja: jego kolejny pojedynek może odbyć się poza UFC, w formule bare knuckle.

Feldman: McGregor przygotowuje się do walki
Podczas konferencji prasowej szef organizacji BKFC, David Feldman, ogłosił, że McGregor – współudziałowiec federacji – rozważa występ przeciwko zwycięzcy październikowego starcia Jeremy’ego Stephensa z Mikiem Perrym.
„Mój partner, mój przyjaciel Conor McGregor miał być dziś tutaj, ale w ostatniej chwili nie mógł się pojawić. Jest jednak bardzo skoncentrowany, to najlepsza wersja Conora, jaką widziałem. Trenuje ciężko i jest skupiony, bo jeden z was dwóch prawdopodobnie będzie jego kolejnym rywalem” – stwierdził Feldman.
Fani w osłupieniu
Deklaracja wywołała falę komentarzy, bo McGregor wciąż formalnie pozostaje pod kontraktem z UFC.
W ostatnich tygodniach McGregor i Mike Perry kilkakrotnie wymieniali zaczepki. Doszło nawet do face-offu podczas konferencji prasowej, gdzie Irlandczyk kazał Perry’emu „tańczyć” i mówił, że „przyjął go z powrotem do gry”. Sam Perry stwierdził, że starcie z McGregorem „ma sens” i że chętnie wszedłby z nim do ringu BKFC.
Choć Dana White podkreślał, że McGregor wrócił do puli testów i marzy o występie na planowanej gali w Białym Domu, to równoległe zapowiedzi BKFC wprowadzają sporo zamieszania. Jedno jest pewne – jeśli McGregor faktycznie zdecyduje się na walkę poza UFC, byłby to jeden z najbardziej zaskakujących ruchów w jego karierze. Ale czy takich już w jego przypadku nie brakowało?


