Finał Wimbledonu 2004 roku przeszedł do historii. Nastoletnia Maria Szarapowa pokonała wówczas Serenę Williams, broniącą tytułu i uchodzącą za niemal niepokonaną. Jak się jednak okazuje, niewiele brakowało, by Rosjanka w ogóle nie wyszła wtedy na kort.

Choroba i zwątpienie
21 lat po tamtym meczu Szarapowa ujawniła, że dzień finału zaczął się od… kryzysu. Obudziła się osłabiona, przeziębiona i przekonana, że w takim stanie nie będzie w stanie rywalizować na najwyższym poziomie.
– Już wtedy dopuszczałam do siebie myśl, że może nie dam rady – przyznała.
Decydujący okazał się moment rozmowy z najbliższymi. Jej ojciec miał powiedzieć, że skoro doszła aż do finału, musi zostawić wszystkie problemy za sobą i potraktować mecz jako największe wyzwanie życia. Trener natomiast poradził, by „założyła klapki na oczy” i odcięła się od presji. To właśnie wtedy Maria postanowiła, że wejdzie na kort bez względu na samopoczucie.
Historyczny triumf
Reszta jest historią. Szarapowa zagrała mecz życia, nie tylko wytrzymując fizycznie, ale i dominując Serenę Williams. Zaledwie 17-letnia zawodniczka sięgnęła po swoje pierwsze wielkoszlemowe trofeum, otwierając drzwi do kariery pełnej sukcesów i stając się globalną gwiazdą sportu.
Dziś, już jako członkini Galerii Sław, Szarapowa przyznaje, że to doświadczenie ukształtowało ją jako zawodniczkę.
– Najważniejsze było to, że potrafiłam nie poddać się jeszcze przed pierwszą piłką – podkreśla.

