Paulo Dybala znalazł się na poważnym zakręcie. Jego kontrakt z AS Roma wygasa w czerwcu 2026 roku, a lista chętnych, choć egzotyczna, jest długa. Argentyńczyk dał jednak jasny sygnał: priorytetem jest Rzym. Problem w tym, że klub, choć kocha swoją „Joyę”, zaczyna liczyć pieniądze i bardzo uważnie analizuje kartę medyczną zawodnika.

W skrócie:
- Dybala osobiście odrzucił telefoniczną propozycję przejścia do Boca Juniors.
- Priorytetem piłkarza jest nowa umowa z Romą, ale negocjacje utknęły.
- W styczniu aktywuje się niska klauzula wykupu w wysokości 12 milionów euro.
Riquelme usłyszał „nie”
Marzenie Juana Romána Riquelme o sprowadzeniu Paulo Dybali do Boca Juniors na razie pozostanie marzeniem. Prezydent argentyńskiego giganta, korzystając ze swoich kontaktów, miał osobiście skontaktować się z Dybalą, proponując mu powrót do ojczyzny i status absolutnej gwiazdy. Jak donoszą media z Buenos Aires, „La Joya” grzecznie, ale stanowczo podziękował.
W wieku 31 lat Dybala czuje, że to nie jest jeszcze czas na sentymentalny powrót. Jego celem pozostaje gra na najwyższym europejskim poziomie, a przenosiny do ligi argentyńskiej uznał za krok wstecz. Odrzucenie oferty od legendy pokroju Riquelme pokazuje jednak determinację piłkarza, by samemu decydować o swojej przyszłości, która w jego zamyśle wciąż związana jest ze Starym Kontynentem.
Rzymska miłość i chłodna kalkulacja
Podczas gdy drzwi do Boca zostały zamknięte, te rzymskie wcale nie otwierają się szeroko. Sytuacja Dybali w Romie jest skomplikowana i pełna sprzeczności. Z jednej strony jest Daniele De Rossi – trener, który widzi w Argentyńczyku lidera i klucz do budowania ofensywy. De Rossi publicznie lobbuje za zatrzymaniem gwiazdora, wskazując na jego niezastąpiony wpływ na grę, gdy tylko jest zdrowy.
Z drugiej strony jest nowa dyrekcja sportowa klubu, na czele z Florentem Ghisolfim. Roma, pod ścisłym nadzorem finansowym Friedkinów, wdraża nową strategię. Era wydawania gigantycznych pieniędzy na kontrakty zawodników o niepewnej przyszłości zdrowotnej, jak to miało miejsce za czasów Tiago Pinto, dobiegła końca. Dybala, mimo niezaprzeczalnej magii, jest zawodnikiem niezwykle podatnym na kontuzje, a jego obecna pensja (około 6,5 miliona euro netto rocznie) jest poważnym obciążeniem. Klub jest gotów rozmawiać, ale prawdopodobnie o kontrakcie krótszym i na gorszych warunkach finansowych, co może nie satysfakcjonować piłkarza.
Widmo klauzuli i nerwowe odliczanie
Całej sytuacji pikanterii dodaje słynna już klauzula odstępnego. Zgodnie z zapisami obecnej umowy, w styczniowym okienku transferowym każdy klub spoza Włoch będzie mógł wykupić Dybalę za symboliczną kwotę 12 milionów euro. To cena wręcz absurdalnie niska jak na zawodnika tej klasy. Dla porównania, klauzula dla klubów z Serie A wynosi 20 milionów.
Dla Romy to wyścig z czasem. Jeśli do stycznia nie dojdą do porozumienia w sprawie nowej umowy, ryzyko utraty swojej największej gwiazdy za bezcen staje się realne. Sam Dybala wydaje się spokojny, dając pierwszeństwo „Giallorossim”, ale jego cierpliwość ma granice. Jeśli rzymscy dyrektorzy będą zbyt długo zwlekać, kuszące oferty z Premier League lub Hiszpanii, gdzie 12 milionów jest uznawane za promocję, mogą szybko pojawić się na stole. W tle pozostają też zawsze obecne kierunki – Arabia Saudyjska i MLS, które choć odrzucone teraz, mogą wrócić do gry, jeśli negocjacje w Europie zakończą się fiaskiem.
