Koszykarze San Antonio Spurs – mimo braku kontuzjowanych Victora Wembanyamy i Stephona Castle’a – odnieśli minionej nocy drugie zwycięstwo z rzędu, pokonując we własnej hali Memphis Grizzlies 111:101. Kluczowym elementem triumfu okazała się defensywa gospodarzy, która w ostatniej kwarcie ograniczyła rywali do zaledwie 14 punktów.

Spurs wygrywają bez liderów, polski skrzydłowy kluczowy w obronie
San Antonio Spurs, mimo poważnych osłabień w składzie, zdołali pokonać Memphis Grizzlies, odnosząc cenną wygraną 111:101. Zespół z Teksasu musiał radzić sobie bez swoich kontuzjowanych liderów – Victora Wembanyamy i Stephona Castle’a. Mimo to, Ostrogi wywalczyły drugie kolejne zwycięstwo, poprawiając swój bilans w tabeli Konferencji Zachodniej na 10-4, co obecnie daje im 5. miejsce.
Mecz miał swoje zwroty akcji. Początek należał do gości, którzy szybko wypracowali przewagę. Zespołowi Spurs pomogło wejście Jeremy’ego Sochana, który najpierw asystował przy trafieniu Cartera Bryanta, a następnie dwukrotnie celnie przymierzył zza łuku, zmniejszając straty do zaledwie jednego punktu (16:17). Po zaciętej pierwszej kwarcie, która zakończyła się skromnym prowadzeniem gości (24:23), inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze. Na przerwę Spurs schodzili z niewielką zaliczką (49:47), głównie dzięki postawie 33-letniego Harrisona Barnesa, który wziął na siebie odpowiedzialność za ofensywę, oraz punktom Keldona Johnsona.
Trzecia kwarta przyniosła istny festiwal strzelecki. Obie ekipy prezentowały znakomitą skuteczność z gry i rzutów za trzy punkty (Spurs 62% z gry i 58% za trzy; Grizzlies 69% z gry i 55% za trzy). San Antonio było napędzane przez świetny fragment De’Aarona Foxa, który w nieco ponad osiem minut trafił sześć z siedmiu rzutów.
Decydujący dla losów spotkania okazał się jednak finałowy fragment. Na początku czwartej kwarty Sochan trafił, podwyższając prowadzenie Spurs na pięć oczek. Mimo to, Grizzlies wciąż utrzymywali się w grze, a po zejściu Polaka z parkietu Ostrogi przegrywały jednym punktem (100:101). W ostatnich trzech minutach meczu goście nie zdołali już jednak ani razu umieścić piłki w koszu. To właśnie ten moment, w połączeniu z serią trafień Harrisona Barnesa, przypieczętował wygraną San Antonio.
Jeremy Sochan zakończył mecz z ośmioma punktami, sześcioma zbiórkami i dwiema asystami, trafiając dwa z trzech rzutów za trzy. Kluczowa była jednak jego praca w obronie. Przez całe spotkanie polski skrzydłowy, wspólnie z Harrisonem Barnesem, odpowiadał za krycie lidera przyjezdnych, Jarena Jacksona Jr’a. Ostatecznie Jackson Jr. zakończył mecz z 18 punktami przy skuteczności 8/20 z gry.
Trener Mitch Johnson nie krył zadowolenia z postawy swojego zawodnika:
„Defensywa Jeremiego była fenomenalna. Zatrzymaliśmy ich na 14 punktach. Jeremy i Harrison Barnes wzięli na siebie odpowiedzialność za Jarena Jacksona Jr’a. i sprawili, że przy 20 rzutach zdobył tylko 18 punktów. Nie możesz oczekiwać niczego więcej.”

