Brak odwagi do odbycia trudnej rozmowy oraz niedojrzałość psychiczna to zarzuty, jakie Martin Lewandowski stawia zawodnikom opuszczającym szeregi KSW. W rozmowie z Łukaszem Kadziewiczem współwłaściciel federacji nie szczędził mocnych słów pod adresem dawnych współpracowników, wprost nazywając nielojalne osoby „rurami”, dla których powrót do organizacji jest definitywnie zamknięty.

Deficyt odwagi i „rury” w świecie MMA
W rozmowie w programie „W cieniu sportu” Martin Lewandowski porównał relacje na linii pracodawca–zawodnik do związku, w którym kluczową rolę odgrywa odpowiedzialność za słowo. Szef KSW wskazuje na poważny problem z komunikacją w środowisku sportów walki, diagnozując u wielu zawodników „niedojrzałość psychiczną”. Według jego relacji, najwięcej zastrzeżeń pojawia się w momentach rozstania, gdy sportowcy unikają bezpośredniej konfrontacji.
„Są po prostu tacy socjalni tchórze, którzy nie mają odwagi żeby sprostać trudnym rozmowom” – ocenił Lewandowski.
Dodał również, że osoby, które zawiodły jego zaufanie lub zachowały się nieetycznie, zostają trwale skreślone z listy potencjalnych współpracowników.
„Jeżeli ktoś się okazał rurą, jak to co niektórzy koledzy mówią, no to już tą rurą zostanie” – uciął współwłaściciel federacji, podkreślając, że dla takich postaci „nie będzie miał wejścia do KSW”.
Pomiędzy profesjonalizmem a patologią
Choć Lewandowski sam uważa się za „spoko szefa”, który przez dekady rozumiał potrzeby zawodników, coraz wyraźniej dostrzega negatywne zmiany w branży. Szczególnym niebezpieczeństwem jest dla niego – co nikogo nie powinno dziwić – trend freak fightów, który sprawia, że MMA zaczyna być kojarzone z „patologią”.
Według Lewandowskiego współczesny rynek wymusza na sportowcach bycie „popularnym, a nie dobrym”, co prowadzi do drastycznego spłycenia dyscypliny. To zmęczenie obecnym kształtem widowisk oraz postawą niektórych zawodników sprawia, że twórca potęgi KSW dopuszcza myśl o całkowitym wycofaniu się z biznesu.
„Szykuję się mentalnie na to, że będzie taki moment, że w ogóle może się pozbędę w ogóle KSW i powiem sayonara” – przyznał.
4 mln za jedną walkę i dwa miejsca w biznes klasie dla potężnego zawodnika
Kulisy funkcjonowania największej polskiej federacji to jednak nie tylko starcia charakterów, ale przede wszystkim operowanie kwotami, które dla przeciętnego kibica mogą wydawać się abstrakcyjne. Lewandowski, zapytany przez Łukasza Kadziewicza o najwyższe wynagrodzenie w 21-letniej historii organizacji, rzucił konkretną kwotę: 4 miliony złotych netto! Tyle zainkasował rekordzista za wejście do ringu, stoczenie walki i – jak obrazowo opisał to prowadzący – wysłanie faktury z sześcioma zerami.
Okazuje się, że budżet gali to nie tylko wypłaty dla „gladiatorów”, ale też logistyka, która potrafi generować nieoczekiwane obciążenia. Lewandowski przywołał przykład „Butterbeana”. Potężna sylwetka (ok. 180 kg) rywala Pudzianowskiego stała się dla federacji wyzwaniem finansowym jeszcze przed jego przylotem do Polski. Standardowy bilet w klasie biznes okazał się niewystarczający – konieczne było wykupienie dodatkowego miejsca, co podniosło koszt samej podróży zawodnika do około 60 tysięcy złotych.

