Tomáš Bobček to bez wątpienia największe objawienie obecnego sezonu Ekstraklasy. 24-letni Słowak strzela gole jak na zawołanie, a jego forma nie umknęła uwadze ekspertów i czołowych klubów w Polsce. Wojciech Kowalczyk wprost nazwał brak zainteresowania ze strony najbogatszych polskich drużyn "poważnym błędem", ale czy ktokolwiek jest w stanie spełnić finansowe oczekiwania Lechii Gdańsk?
W skrócie:
- Bobček zdobył 14 goli i zanotował 4 asysty w 18 meczach Ekstraklasy tego sezonu
- Lechia Gdańsk odrzuciła ofertę Midtjylland w wysokości 6 milionów euro, żądając 10-12 milionów
- Wojciech Kowalczyk skrytykował Legię, Raków i Widzew za brak działań w sprawie transferu Słowaka
Kowalczyk nie ma wątpliwości, polskie kluby przespały okazję
Słowa Wojciecha Kowalczyka nie pozostawiają złudzeń. Były reprezentant Polski wprost wskazał, że najbogatsze polskie kluby popełniły kardynalny błąd, nie próbując pozyskać Tomáša Bobčeka z Lechii Gdańsk. Wymienił konkretnie Widzew Łódź, Legię Warszawa oraz Raków Częstochowa jako drużyny, które powinny walczyć o podpis 24-letniego napastnika.
Statystyki Słowaka mówią same za siebie. W zaledwie 18 spotkaniach ligowych tego sezonu trafił do siatki aż 14 razy, dołożył do tego 4 asysty. To liczby, które stawiają go w czołówce najskuteczniejszych zawodników całej Ekstraklasy. W sobotnim meczu przeciwko Lechowi Poznań, który Lechia wygrała 3:1 na wyjeździe, Bobček ponownie wpisał się na listę strzelców, potwierdzając swoją kapitalną dyspozycję.
Reprezentant Słowacji, który ma na koncie 2 występy i 1 bramkę w kadrze narodowej, stał się prawdziwą gwiazdą ligi. Jego obecna wycena w serwisie Transfermarkt wynosi 5 milionów euro, ale rzeczywistość rynkowa pokazuje, że Lechia oczekuje znacznie więcej.
Finansowe wymagania Lechii odstraszają potencjalnych nabywców
Choć forma Bobčeka nie budzi żadnych wątpliwości, jego transfer staje się niemal niemożliwy ze względu na astronomiczne żądania gdańskiego klubu. W styczniu 2026 roku Lechia wyceniała swojego najlepszego strzelca na 10-12 milionów euro. To kwota, która skutecznie odstrasza nie tylko polskie kluby, ale również zagranicznych zainteresowanych.
Najlepszym dowodem na to są losy oferty duńskiego Midtjylland. W lutym 2026 roku Duńczycy złożyli propozycję opiewającą na 6 milionów euro, która została stanowczo odrzucona przez władze Lechii. Klub z Gdańska nie zamierza ustępować, mimo że kontrakt Słowaka obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku, co teoretycznie daje jeszcze czas na negocjacje.
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że coraz częściej mówi się o potencjalnym transferze, który może dojść do skutku najpóźniej latem tego roku. Lechia znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z wartości swojego najcenniejszego zawodnika. To klasyczny pat, w którym obie strony czekają na ruch przeciwnika.
Czy którykolwiek polski klub zdecyduje się na taki wydatek?
Pytanie brzmi, czy Legia, Raków czy Widzew rzeczywiście popełniły błąd, nie próbując pozyskać Bobčeka. Z jednej strony, jego forma jest fenomenalna i taki napastnik mógłby zdecydowanie wzmocnić każdy z tych klubów. Z drugiej jednak, kwota 10-12 milionów euro to rekordowa suma jak na polskie warunki, która mogłaby zachwiać budżetem nawet najbogatszych drużyn w Ekstraklasie.
Bobček nie stracił nic ze swojej strzeleckiej formy nawet po zimowej przerwie. Sobotni mecz z Lechem Poznań był tego kolejnym potwierdzeniem. Słowackie źródła podkreślają, że napastnik jest "na fali" i jego wartość rynkowa może jeszcze wzrosnąć, jeśli utrzyma obecną dyspozycję.
Dla Lechii Gdańsk sprzedaż Bobčeka mogłaby być finansowym ratunkiem, ale klub nie chce go oddawać za bezcen. Odrzucenie oferty Midtjylland pokazuje, że gdańszczanie są gotowi czekać na odpowiednią propozycję, nawet jeśli miałoby to oznaczać utrzymanie zawodnika do końca sezonu. Najbliższe miesiące pokażą, czy którykolwiek z polskich gigantów zdecyduje się na tak poważną inwestycję, czy może Bobček trafi za granicę, gdzie kluby dysponują większymi budżetami transferowymi.
