Śląsk Wrocław notuje fatalny start w pierwszoligowych rozgrywkach po spadku z Ekstraklasy. Drużyna prowadzona przez Ante Simundzę przegrała w piątek 1:2 ze Stalą Rzeszów, grając od 23. minuty w osłabieniu po czerwonej kartce dla Marko Dijakovicia. Tydzień wcześniej WKS stracił dwa punkty w starciu z Wieczystą Kraków po golu w doliczonym czasie gry. Trener Śląska nie ukrywa rozczarowania i przeprasza kibiców za wyniki.

W skrócie:
- Śląsk Wrocław przegrał 1:2 ze Stalą Rzeszów, grając większość meczu w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Dijakovicia
- Trener Ante Simundza przeprosił kibiców za wynik, podkreślając że „drużyna robiła wszystko, aby go poprawić”
- To drugi nieudany mecz WKS-u w 1. lidze, po remisie z Wieczystą Kraków (1:1), co komplikuje plany szybkiego powrotu do Ekstraklasy
Simundza rozczarowany, ale wciąż wierzy w swój zespół
„To był bardzo dziwny mecz. Do momentu otrzymania czerwonej kartki byliśmy znacznie lepszą drużyną, ale takie rzeczy po prostu się zdarzają” – powiedział po spotkaniu trener Ante Simundza.
Słoweński szkoleniowiec otwarcie przyznał, że jeśli Śląsk chce wrócić do Ekstraklasy w przyszłym sezonie, musi poprawić się przede wszystkim od strony mentalnej.
Czerwona kartka dla Dijakovicia w 23. minucie znacząco wpłynęła na przebieg spotkania, ale nawet grając w osłabieniu, Śląsk – według trenera – był co najmniej równorzędnym rywalem dla Stali.
„W drugiej połowie, już po stracie drugiego gola, Stal nie stworzyła sobie poważnych sytuacji na strzelenie gola, a my mieliśmy takich kilka” – podkreślił Simundza, który jednocześnie przeprosił kibiców za wynik.
Problemy kadrowe również nie pomagają drużynie.
„Mamy kilka urazów i nie jest to usprawiedliwienie, ale fakt. Myślę, że one zmniejszyły nasze możliwości reakcji podczas spotkania” – dodał trener Śląska. Szczególnie niepokojące według Simundzy jest to, że „jedno długie zagranie sprawiało nam tyle kłopotów”.
Swoją perspektywę przedstawił również Mariusz Malec, który zadebiutował w barwach Śląska w trudnych okolicznościach.
„Szkoda, że przegraliśmy ten mecz, bo byliśmy w stanie go wygrać, nawet grając w dziesiątkę. Czuliśmy, że jesteśmy lepszą drużyną” – stwierdził obrońca.
Malec wskazał na brak cierpliwości i dokładności jako główne problemy zespołu w piątkowym spotkaniu.
„Liga już od samego początku pokazuje, że nikt za darmo nie da nam punktów. Będziemy musieli je wyszarpywać. Do tego potrzeba jeszcze więcej woli walki. W tym jest klucz, a nie w samym pięknym graniu” – podsumował Malec, zapowiadając walkę o zwycięstwo w następnym meczu.
Start sezonu pokazuje, że powrót do Ekstraklasy może być trudniejszy niż zakładano. Śląsk musi szybko poprawić swoje wyniki, jeśli nie chce tracić dystansu do czołówki tabeli już na początku rozgrywek. Najbliższy mecz u siebie będzie doskonałą okazją, by przełamać złą passę i rozpocząć marsz po punkty, które przybliżą wrocławian do wymarzonego awansu.

