W czwartek, 21 sierpnia o godzinie 20:30, Lech Poznań zmierzy się na własnym stadionie z belgijskim KRC Genk w czwartej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Na nieco ponad dobę przed pierwszym gwizdkiem w sprzedaży pozostaje bowiem bardzo duża liczba biletów – zarówno w górnych partiach stadionu, jak i w sektorach narożnych. Co więcej, nawet w słynnym „Kotle”, czyli młynie kibiców Lecha, wciąż dostępnych jest sporo pustych krzesełek.

Porażka z Crveną ochłodziła nastroje
Powodów takiej sytuacji można szukać w niedawnej rywalizacji z Crveną zvezdą Belgrad w eliminacjach Ligi Mistrzów. Serbowie okazali się przeszkodą nie do przejścia dla Kolejorza. W pierwszym meczu w Poznaniu Lech przegrał 1:3, a w rewanżu w Belgradzie zremisował 1:1, co oznaczało porażkę w dwumeczu 2:4 i koniec marzeń o Champions League. Wynik ten wyraźnie ostudził zapał fanów, którzy nie wierzą już, że ich drużyna jest w stanie w tym sezonie sięgnąć po coś więcej niż udział w Lidze Konferencji Europy.
Lech, mimo porażki z Crveną, ma już zapewnione miejsce w fazie ligowej Ligi Konferencji. Oznacza to, że czwartkowe spotkanie z Genk nie decyduje o „być albo nie być” w Europie, lecz wyłącznie o możliwość gry w wyższym rangą turnieju. Kibice mogą więc traktować ten mecz jako mniej istotny – nie ma tu ryzyka całkowitego odpadnięcia z pucharów.
Termin i przeciwnik
Na frekwencję wpływa także koniec wakacji. Wielu kibiców wciąż przebywa poza miastem, a inni wolą poczekać na spotkania fazy ligowej, kiedy rywalem może być bardziej medialna drużyna. KRC Genk, choć to zespół dobrze znany w Belgii i regularnie występujący w Europie, nie jest marką, która rozpalałaby wyobraźnię kibiców.
Niewykluczone, że w ostatnich godzinach przed meczem sprzedaż przyspieszy, jednak wszystko wskazuje na to, że stadion nie wypełni się do ostatniego miejsca. Będzie to sytuacja rzadko spotykana w przypadku pucharowych spotkań Lecha, które zwykle przyciągały tłumy.


