Sevilla FC na wybiegu startowym do sprzedaży – oferty sięgają już 300 milionów euro, a zagraniczne fundusze inwestycyjne krążą jak sępy nad klubem z Nervión. Czy sevillistas sprzedadzą duszę za pieniądze, czy może pojawi się lokalny wybawca? Walka o kontrolę nad jednym z najbardziej utytułowanych klubów Hiszpanii wchodzi w decydującą fazę.

W skrócie:
- Oferty za akcje Sevilli przekroczyły już 3000 euro za sztukę, co wycenia klub na ponad 300 milionów euro
- Zagraniczne fundusze inwestycyjne wykazują silne zainteresowanie przejęciem klubu, choć pojawiła się również lokalna „Trzecia Droga”
- Nowy właściciel będzie musiał zmierzyć się z zadłużeniem klubu szacowanym na 100-200 milionów euro
Gorączka złota nad Ramón Sánchez-Pizjuán
Sevilla przeżywa prawdziwą gorączkę spekulacji na temat przyszłości klubu. Według źródeł zbliżonych do kierownictwa, cena za akcje poszybowała powyżej magicznej bariery 3000 euro za sztukę. Dla tych, którzy nie mają kalkulatora pod ręką – mówimy o wycenie całego klubu na ponad 300 milionów euro. Niemała suma, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że dług netto klubu waha się od prawie 100 milionów (według oficjalnych danych klubu) do ponad 200 milionów euro, jeśli wliczyć bezpośrednią pożyczkę od CVC przez LaLigę.
Sytuacja nabiera tempa i wszystko wskazuje na to, że finał tej transakcji może nastąpić na początku 2026 roku. To byłby koniec wieloletniej batalii o władzę między największymi akcjonariuszami, która targa klubem od lat. Rodziny Guijarro, Carrión, Alés i Castro obecnie sprawują rządy, z José Marią del Nido Carrasco jako aktualnym prezesem. Ale to nie wszystko – ojciec obecnego szefa, José María del Nido Benavente, kontroluje ponad 30 procent akcji i od pięciu lat desperacko stara się odzyskać władzę.
Zagraniczne fundusze czy lokalni patrioci?
Kilka zagranicznych funduszy inwestycyjnych przygląda się Sevilli z wielkim zainteresowaniem. I tu pojawia się kluczowe pytanie – czy kibice wolą pieniądze od anonimowych inwestorów z Wall Street, czy może bezpieczeństwo lokalnej własności? Historia hiszpańskiego futbolu nie napawa optymizmem, jeśli chodzi o zagranicznych właścicieli. Wystarczy spojrzeć na Malagę czy Racing Santander – kluby, które po przejęciu przez obcokrajowców przeżyły prawdziwe kataklizmy.
Właśnie dlatego pojawiła się tak zwana „Tercera Vía” (Trzecia Droga), prowadzona przez biznesmenów Antonio Lappí i Federico Quintero. Ich propozycja jest wprawdzie niższa niż te 3000 euro za akcję, ale kusi czymś bezcennym – klub pozostałby w rękach sevillistas, prawdziwych fanów i lokalnych przedsiębiorców. Pytanie brzmi: czy sentyment wystarczy, gdy na stole leżą dziesiątki milionów euro różnicy?
„La Tercera Vía”, jak określa się inicjatywę Lappí i Quintero, oferuje coś więcej niż pieniądze – oferuje tożsamość i lokalną dumę.
Długi, które duszą giganta
Niezależnie od tego, kto wygra tę licytację, czeka go nie lada wyzwanie. Dług Sevilli to nie są śmieszne kwoty – mówimy o sumach, które mogłyby wystarczyć na zakup kilku przyzwoitych klubów z niższych lig. Oficjalnie klub twierdzi, że to „mniej niż 100 milionów”, ale realiści wskazują na cyfry przekraczające 200 milionów euro, zwłaszcza jeśli uwzględnimy wszystkie zobowiązania, w tym pożyczkę CVC.
Dla potencjalnego nabywcy oznacza to, że rzeczywista cena przejęcia to nie tylko te 300 milionów za akcje, ale cały pakiet zobowiązań finansowych. To jak kupowanie luksusowego jachtu, który ma dziurę w kadłubie – pięknie wygląda, ale zanim odpłyniesz, musisz załatać sporą wyrwę.
Aby transakcja doszła do skutku przed 2027 rokiem, wszyscy główni akcjonariusze musieliby dojść do porozumienia. I jak donoszą źródła – to nie jest już taki odległy scenariusz, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Perspektywa zarobku potrafi zdziałać cuda w ludzkich relacjach, nawet tych najbardziej skomplikowanych.
Kluczowe pytania pozostają otwarte:
- Czy sevillistas wybiorą bezpieczeństwo lokalne nad międzynarodowy kapitał?
- Jak nowy właściciel poradzi sobie z gigantycznym zadłużeniem?
- Czy rodzina del Nido zakończy wreszcie swoją wewnętrzną wojnę?
Jedno jest pewne – rok 2026 może przynieść największą zmianę w historii Sevilli FC od dziesięcioleci. Kibice będą obserwować każdy ruch z zapartym tchem, wiedząc, że stawką jest przyszłość klubu, który siedmiokrotnie wygrał Ligę Europy. Pozostaje tylko pytanie: kto będzie świętował ten sukces w przyszłości?
