Brighton & Hove Albion sprawił ogromną niespodziankę w 3. kolejce Premier League, pokonując Manchester City 2:1. Choć podopieczni Pepa Guardioli prowadzili po golu Erlinga Haalanda, to w drugiej połowie „Mewy” zdołały odwrócić losy spotkania. Gospodarze najpierw doprowadzili do wyrównania, by następnie zadać decydujący cios w końcówce meczu. To pierwsza porażka City w tym sezonie, która z pewnością będzie szeroko komentowana.

W skrócie:
- Brighton odwrócił losy meczu po stracie gola, wygrywając z City 2:1
- Erling Haaland otworzył wynik w 33. minucie, zdobywając kolejną bramkę w tym sezonie
- Podopieczni Pepa Guardioli stracili kontrolę nad meczem w drugiej połowie, co wykorzystali gospodarze
Norweska maszyna znów trafia, ale to nie wystarczyło
Falmer Stadium było świadkiem jednej z największych niespodzianek tego sezonu Premier League. Manchester City, jeden z głównych faworytów do tytułu, doznał bolesnej porażki na terenie Brighton. Początek spotkania układał się jednak po myśli gości. W 33. minucie Erling Haaland potwierdził swoją zabójczą skuteczność i wyprowadził „The Citizens” na prowadzenie. Norweg ma już na koncie kilka bramek w tym sezonie i wydawało się, że City kontroluje sytuację.
Podopieczni Guardioli starali się utrzymać piłkę w swoim posiadaniu, jednak mecz nie układał się po ich myśli. Jak zauważył komentator, „City nie jest w swojej najlepszej wersji” – zespół miał problemy z płynnością akcji, popełniał liczne straty i nie potrafił stworzyć klarownych sytuacji bramkowych. Brighton natomiast z każdą minutą nabierał pewności siebie.
Spektakularna odpowiedź Brighton w drugiej połowie
Druga część spotkania przyniosła całkowitą odmianę obrazu gry. Brighton nie tylko nie przestraszył się utytułowanego przeciwnika, ale przejął inicjatywę i zaczął stwarzać coraz groźniejsze sytuacje. Gospodarze uwierzyli, że mogą pokonać giganta z Manchesteru i konsekwentnie dążyli do wyrównania.
Ich starania zostały wynagrodzone, gdy doprowadzili do remisu 1:1. Rosnąca przewaga „Mew” wkrótce przyniosła kolejne owoce – gospodarze strzelili drugą bramkę, doprowadzając kibiców na Falmer Stadium do euforii. Zespół Guardioli wydawał się bezradny wobec determinacji i skuteczności Brighton.
W końcówce meczu City próbowało odrobić straty, ale dobrze zorganizowana defensywa gospodarzy skutecznie neutralizowała ataki gości. Nawet Haaland, który w pierwszej połowie udowodnił swoją klasę, nie potrafił już zagrozić bramce Brighton. Mecz zakończył się sensacyjnym zwycięstwem gospodarzy 2:1, co z pewnością zostanie zapamiętane jako jedno z największych zaskoczeń początku sezonu Premier League.
To porażka, która może mieć znaczący wpływ na morale zespołu Guardioli, a dla Brighton to dowód, że mogą rywalizować nawet z największymi potęgami angielskiej piłki.
