Rumuński portal Prosport ostro skrytykował sytuację Legii Warszawa, porównując pracę Ediego Iordanescu do pilota, który musi utrzymać w powietrzu samolot bez skrzydeł. Według dziennikarzy klub zamiast wzmacniać drużynę, systematycznie ją osłabia, licząc jednocześnie na mistrzostwo i sukces w Europie. Coraz częściej podobne opinie słychać również w Polsce – kibice nie ukrywają, że brak poważnych transferów i ciągła sprzedaż liderów budzą w nich frustrację.

Mocny początek, szybkie rozczarowanie
Kiedy w czerwcu Edi Iordanescu obejmował Legię, miał obiecane stabilność i kilka celnych wzmocnień. Start wyglądał obiecująco – warszawianie sięgnęli po Superpuchar Polski w Poznaniu, dobrze rozpoczęli eliminacje do pucharów i ligowe zmagania. Jednak kulisy, które ujawniło Prosport, pokazują zupełnie inny obraz. Zamiast spokojnej pracy trener został wrzucony w nieustający chaos transferowy.
Rumuński portal wylicza: sześć wzmocnień i aż trzynaście odejść, w tym w trakcie najważniejszych meczów eliminacyjnych. Z drużyny odszedł m.in. Marc Gual, a niedawno sprzedano też najlepszego zawodnika poprzedniego sezonu – Morishitę. Na wylocie jest również Jan Ziółkowski, którego transfer do Romy ma przynieść około siedmiu milionów euro.
W sumie Legia zainkasowała tego lata prawie 17 mln euro, a na transfery wydała zaledwie cztery. Efekt? Kadra jest dziś wyceniana na niespełna 32 mln euro, podczas gdy rok temu jej wartość sięgała 43 mln.
Pieniądze zamiast trofeów?
„Samolotowi wymieniają silnik i skrzydła w trakcie lotu” – tym obrazowym porównaniem Prosport podsumowuje sytuację Iordanescu. Klub deklaruje walkę o tytuł i fazę grupową europejskich rozgrywek, ale zamiast realnych wzmocnień sięga po zawodników głównie na wypożyczenia, a sprzedaże kluczowych piłkarzy budzą wątpliwości co do prawdziwych priorytetów zarządu.
Najgłośniejszym ruchem było sprowadzenie Milety Rajovicia za rekordową – jak twierdzono – kwotę trzech milionów euro. Dla części ekspertów wyglądało to jednak bardziej na próbę uspokojenia kibiców, którzy wcześniej bojkotowali klub z powodu braku inwestycji w skład.
Kibice nie kryją frustracji
Wnioski rumuńskich dziennikarzy w dużej mierze pokrywają się z tym, co od dłuższego czasu słychać przy Łazienkowskiej. Wielu fanów Legii zwraca uwagę, że klub zarabia krocie na sprzedaży zawodników, a jednocześnie nie potrafi utrzymać stabilnej kadry. Komentarze w mediach społecznościowych pełne są głosów, że Legia zamiast realnie walczyć o mistrzostwo, prowadzi politykę „sezonu na zyski”.
Kibice przypominają, że stołeczny klub czeka już długo na upragniony tytuł mistrza kraju, a zamiast budować drużynę na lata, stale jest osłabiana. Atmosfera niezadowolenia rośnie, a cierpliwość fanów może wkrótce się wyczerpać, jeśli zespół nie zacznie regularnie wygrywać w lidze i w Europie.
„Edi robi cuda”
Na razie wyniki Legii wciąż się bronią. Drużyna jest w ligowej czołówce, a w europejskich pucharach stoi u progu fazy grupowej. Prosport zaznacza, że to przede wszystkim zasługa Iordanescu, który potrafił odbudować zawodników już skreślanych, jak Jean-Pierre Nsame – dziś jeden z najlepszych strzelców zespołu.
Ale nawet w Rumunii pojawia się pytanie: jak długo trener będzie w stanie utrzymywać równowagę, skoro klub co chwila zmienia mu połowę drużyny?
Dziennikarze zza granicy nie mają wątpliwości – praca w Legii to dla Iordanescu misja niemal niemożliwa. A polscy kibice coraz głośniej pytają, czy klub naprawdę chce walczyć o trofea, czy też priorytetem są kolejne przelewy z transferów. Jedno jest pewne – najbliższe miesiące przy Łazienkowskiej zapowiadają się równie emocjonująco poza boiskiem, co na murawie.


