
Kto kibicuje polskiej piłce, ten się w cyrku nie śmieje… Jan Urban zdradził pilnie strzeżoną przez prezesa PZPN tajemnicę odnośnie długości swojego kontraktu, dziennikarze ujawnili kulisy afery tortowej w Rakowie Częstochowa, w którą zamieszany miał być kuzyn Erlinga Haalanda, znany dziennikarz porównał grę Legii do… gotowania bobu, a polskie kluby w komplecie zameldowały się w ostatniej rundzie kwalifikacji europejskich pucharów. Nie ma jednak pewności, czy na pewno wszystkie tam zagrają, gdyż sternicy piłkarskiej centrali dość bacznie przyglądają się prowokacjom przedstawicieli jednego z naszych reprezentantów, a stawiane zarzuty są kalibru najcięższego z możliwych.
*
Selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban był gościem Piotra Salaka w porannej audycji RMF FM. Nowy szkoleniowiec kadry zdradził kilka interesujących faktów dotyczących chociażby obsady polskiej bramki (nie wykluczył, że szansę w najbliższych meczach otrzyma pomijany przez poprzednich szkoleniowców Kamil Grabara), a także powrotu do kadry Roberta Lewandowskiego, który (ponoć) wyraził chęć kontynuowania reprezentacyjnej kariery. Urban odniósł się także do kwestii długości swojego kontraktu, której tak mocno strzegł sternik polskiej piłki, Cezary Kulesza. Posłuchajcie sami.
Przyznacie, że tak skonstruowana umowa ma sens. Mając jednak w tyle głowy fakt, że Urban zadebiutuje wyjazdowym meczem z Holendrami w Rotterdamie to automatycznie rodzi się pytanie, czy były opiekun Górnika Zabrze zdąży przedstawić się polskiej publiczności i czy poprowadzi kadrę w spotkaniu przeciwko Finom na Stadionie Śląskim w Chorzowie cztery dni później…
*
Piłkarze Lecha Poznań odpadli z rywalizacji o fazę ligową Champions League. Mistrzowie Polski w sposób honorowy (czyli nasz ulubiony) pożegnali się z marzeniami o piłkarskim raju, a remis w rewanżowym starciu przeciwko Crvenej Zvezdzie uratował w ostatniej akcji meczu niezawodny Mikael Ishak.
Kibice w Poznaniu pocieszają się tym, że wstydu nie było, natomiast dość przykry jest obraz tego, jak gigantyczny dystans dzieli najlepszy polski klub od (co tu dużo ukrywać) europejskiego średniaka. Serbowie wyszli na rewanż w trybie ekonomicznym i chcieli po prostu przepchnąć awans jak najmniejszym nakładem sił, promocja Crvenej Zvezdy nie była choćby przez moment zagrożona, a najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że grając przez ponad pół godziny w przewadze jednego gracza piłkarze Lecha nawet przez moment nie odważyli się rzucić gospodarzom do gardeł i spróbować odwrócić losy tej rywalizacji.
*
Swój europejski dwumecz przegrał także nasz drugi najlepszy (przynajmniej na papierze) klub, czyli Legia Warszawa. Zdobywcy Pucharu Polski nie zdołali odrobić trzybramkowej straty z Cypru i spadli do 4. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy, a rumuński opiekun Legii na pomeczowej konferencji mówił o pechu…
Czy słusznie? Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie, a Legia miała w tym spotkaniu sporo szczęścia, gdyż trudno było sobie wymarzyć lepszy scenariusz, niż dwa szybkie gole w początkowym okresie gry. Im dalej w las, tym gorzej, z gospodarzy z każdą kolejną minutą uchodziło powietrze i tylko nieporadności przyjezdnych zawdzięczali to, że praktycznie do ostatnich minut kwestia awansu była sprawą otwartą, a smutnym podsumowaniem gry Legii było ostatnie 20 minut gry w przewadze (patrz mecz Lecha w Belgradzie), w których to Cypryjczycy mieli lepsze sytuacje pod bramką Tobiasza, a nie odwrót. Idealnie sposób piłkarzy AEK-u na Legię podsumował Wojciech Jagoda, który porównał strategię Cypryjczyków do… gotowania bobu. A zresztą, zobaczcie sami.
*
Afera tortowa w pod Jasną Górą! Nie, nie chodzi o grzech obżarstwa wśród członków Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika, lecz o zamieszanie wokół Jonatana Brauta Brunesa, napastnika Rakowa Częstochowa, a na co dzień kuzyna gwiazdora Manchesteru City, Erlinga Haalanda. Norweski snajper Rakowa nie zagrał ani minuty w dwumeczu 3. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy przeciwko Maccabi, a za absencją najlepszego napastnika Medalików stoi ponoć… niedoszłe “przyjęcie” urodzinowe.
Zdaniem Marcina Borzęckiego z Eleven Sports w dniu pierwszego meczu z Maccabi koledzy z Rakowa chcieli uczcić święto Brunesa i przygotowali dla niego urodzinowy tort – niespodziankę. Cała sytuacja miała ponoć rozwścieczyć Marka Papszuna, który błyskawicznie storpedował ten pomysł, w efekcie czego na szkoleniowca Rakowa wściekł się sam jubilat, który… zgłosił uraz, a jego dni pod Jasną Górą wydają się być policzone.

*
Ostatecznie brak norweskiego snajpera nie przeszkodził Rakowowi w awansie do kolejnej rundy, częstochowianie zdołali odrobić jednobramkową stratę z pierwszego spotkania i ograli Maccabi na wyjeździe 2:0, natomiast może się okazać, że trud podopiecznych Marka Papszuna na niewiele się zda, a Raków zostanie ukarany za permanentne prowokacje w kierunku rywali z Izraela, którzy rozważają złożenie protestu do UEFA, a konsekwencje wobec częstochowian mogą być bardzo poważne.
Całe zamieszanie zaczęło się już dzień przed meczem rewanżowym, kiedy to piłkarze Rakowa sprowokowali graczy z Izraela i i ośmielili się wyjść zgodnie z planem na oficjalny przedmeczowy trening, co nie spodobało się ekipie Maccabi, która o przeszło kwadrans przedłużyła swój pobyt na murawie stadionu w Debreczynie (Maccabi rozgrywa swoje mecze na Węgrzech). Prowokacje Rakowa nie pozostały bez echa, a na boisku wywiązała się szarpanina, natomiast był to jedynie przedsmak skandalu, który miał nas czekać nazajutrz.
Otóż w dniu meczu ekipa z Częstochowy dopuściła się kolejnych skandalicznych prowokacji wobec drużyny z Izraela i ośmieliła się strzelić Maccabi dwa gole nie tracąc przy tym żadnego. Tego już było za wiele! Kibice “miejscowej” ekipy postanowili przypomnieć Polakom, gdzie ich miejsce, na trybunach pojawił się poniższy transparent, a jeden z kibiców Maccabi “zabawiał” się z dmuchaną lalką owiniętą w polską flagę. A tak zupełnie serio, bez drwin i żartów, jak mawiał klasyk – “szkoda strzępić ryja…”.

