Wypowiedź Michała Żewłakowa w sprawie Jana Ziółkowskiego wywołała ogromne zamieszanie w polskich mediach. Czy rzeczywiście trener polskiego obrońcy do Włoch stoi pod znakiem zapytania, chociaż niedawno wydawało się, że wszystko zostało już dopięte niemal na ostatni guzik? Kulisy ujawniają interesujące szczegóły.

Jedna wypowiedź, która wywołała zamieszanie
Polscy kibice niemal codziennie otrzymywali nowe informacje w sprawie Jana Ziółkowskiego. Jeszcze do czwartku wszystko wskazywało na to, że saga transferowa dobiega końca. Obrońca Legii miał rozegrać ostatni mecz w barwach stołecznego klubu (w Lidze Europy, z AEK Larnaka), a następnie przenieść się do AS Romy. Zarówno polskie, jak i włoskie media informowały, że porozumienie zostało osiągnięte, a finalizacja jest kwestią dni.
Tymczasem w niedzielę, przy okazji meczu Legii z GKS-em Katowice, dyrektor sportowy stołecznego klubu Michał Żewłakow na antenie Canal+ przedstawił zupełnie inną wersję wydarzeń. Powiedział, iż wszystko tak naprawdę dopiero się zaczyna. Dodał przy tym, że oficjalna oferta Romy została odrzucona.
Postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie bliżej. W ostatnich dniach w sieci pojawiały się głosy, że wcześniejsze doniesienia o przejściu Ziółkowskiego do Romy były całkowicie nieprawdziwe. To jednak nie oddaje całej prawdy. Faktem jest, że zarówno AS Roma, jak i Udinese interesowały się zawodnikiem Legii, a klub ze stolicy Włoch był skłonny zaoferować wyższe kwoty.
Rozmowy rzeczywiście się odbywały i obie strony są w stałym kontakcie. Legia przedstawiła swoje warunki finansowe, a sam zawodnik wyrażał dużą chęć gry w Romie. Według naszych ustaleń, problemem nie jest brak woli porozumienia, lecz szczegóły zapisów w umowie transferowej. Chodzi przede wszystkim o bonusy w przyszłości – zarówno za ewentualne dobre występy Ziółkowskiego w Serie A, jak i potencjalny udział Legii w zysku z jego kolejnej sprzedaży. Oczywiście, Michał Żewłakow nie miał obowiązku informowania o tych szczegółach w telewizji. Jednocześnie mógł zasiać ziarno niepewności w działaczach Romy i wybrał wypowiedź medialną jako element negocjacyjny.
W praktyce oznacza to, że rozmowy wciąż trwają, a różnice dotyczą mechanizmu wypłat, który w przyszłości mógłby przynieść Legii dodatkowe środki. Klub z Łazienkowskiej chce zabezpieczyć swoje interesy i nie zamierza podpisywać umowy, która ograniczałaby potencjalne zyski z transferu, jeśli Ziółkowski okaże się jednym z filarów defensywy Romy.
Choć niedzielna wypowiedź Żewłakowa ostudziła oczekiwania, nie można stwierdzić, że temat jest zamknięty. Wręcz przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że kluby nadal są w kontakcie, a ostateczne porozumienie będzie możliwe, gdy uda się dopracować szczegóły.


