Stara Dama znów patrzy w kierunku LaLigi, ale tym razem nie na Camp Nou czy Bernabéu. Na radarze Juventusu znalazł się 20-letni Rodrigo Mendoza, urugwajski diament z Elche. W Turynie widzą w nim potencjał na miarę gwiazdy, jednak operacja transferowa jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. To nie jest desperacki ruch, a raczej zimna kalkulacja inwestycji obarczonej sporym ryzykiem.

W skrócie:
- Juventus poważnie monitoruje 20-letniego Rodrigo Mendozę z Elche.
- Hiszpański klub żąda za swojego pomocnika kwoty odstępnego w wysokości około 15 milionów euro.
- Thiago Motta widzi Urugwajczyka jako opcję „na przyszłość”, a nie natychmiastowe wzmocnienie.
Plan B czy realne wzmocnienie?
Juventus pod wodzą Luciano Spallettiego desperacko szuka świeżej krwi w środku pola. Aktualna linia pomocy, choć doświadczona, często łapie zadyszkę w defensywie, a preferowany przez włosko-brazylijskiego szkoleniowca styl oparty na wysokim pressingu wymaga zawodników o żelaznej kondycji i dynamice. Mendoza, ze swoją młodzieńczą energią, typowo urugwajską „garra charrúa” i świetnym przeglądem pola, teoretycznie pasuje do tej koncepcji.
Problem w tym, że według wiarygodnych doniesień z Turynu, Mendoza nie jest priorytetem Cristiano Giuntolego. Dyrektor sportowy Juve wolałby sprowadzić bardziej sprawdzone nazwisko, być może z samej Serie A, które da gwarancję jakości od zaraz. Rodrigo jest postrzegany jako „operacja na przyszłość” – zawodnik do oszlifowania, a nie gotowy lider. To ryzyko, które może się opłacić, ale równie dobrze może skończyć się kolejnym kosztownym wypożyczeniem, jakich w historii Juve nie brakowało.
Elche dyktuje cenę
Elche, które ambitnie walczy o pozostanie w hiszpańskiej elitcie, doskonale zdaje sobie sprawę z wartości swojego diamentu. Klub z Estadio Martínez Valero ustawił cenę zaporową, która zszokowała włoskich negocjatorów – 15 milionów euro. W realiach beniaminka LaLiga to kwota astronomiczna, jednak w pełni uzasadniona kontraktem zawodnika, który obowiązuje aż do 2028 roku. Hiszpanie nie mają noża na gardle.
Dyrekcja sportowa Elche, choć oficjalnie milczy, w kuluarach wysyła jasny sygnał: „Nie jesteśmy supermarketem. Rodrigo jest kluczowy dla naszego projektu awansu i opuści klub tylko i wyłącznie na naszych warunkach”. To twarda postawa, która może zmusić Juventus do szukania alternatyw lub, co bardziej prawdopodobne, do sięgnięcia głębiej do kieszeni. Warto zauważyć, że podobną strategię klub zastosował dwa lata temu, skutecznie blokując odejście innej młodej gwiazdy do Premier League.
Następca Bentancura czy zaginiony talent?
Porównania Mendozy do Rodrigo Bentancura nasuwają się same – obaj są Urugwajczykami, obaj trafili do Europy jako bardzo młodzi gracze, obaj operują w środku pola. Jednak analitycy wskazują, że Mendoza jest graczem znacznie bardziej ofensywnie usposobionym niż jego rodak w czasach gry dla Juve. W bieżącym sezonie, w 14 meczach LaLiga, 20-latek zanotował już 3 bramki i 5 asyst, przy imponującej skuteczności podań progresywnych.
Pytanie brzmi, czy 20-latek z hiszpańskiej ekstraklasy jest mentalnie gotowy na presję gry w Juventusie? Historia zna dziesiątki przypadków, gdy wielkie talenty z mniejszych lig gubiły się w taktycznych realiach Serie A i ciężarze herbu Starej Damy. Transfer Mendozy to dla Giuntolego nie tylko walka o podpis, ale także wielki test jego zdolności do oceny realnego potencjału w morzu medialnego szumu i oczekiwań kibiców.

