Yuki Tsunoda znalazł się na cenzurowanym w Red Bullu. Od tygodni nie potrafi zdobyć punktów, a jego przyszłość w zespole staje się coraz mniej pewna. Jacques Villeneuve nie owija w bawełnę – według mistrza świata z 1997 roku Japończyk osiągnął już maksimum swoich możliwości, a dalsze stawianie na niego może być dla Red Bulla ślepą uliczką.

Passa bez punktów i zmarnowana okazja
Letnia przerwa miała dać Tsunodzie nową energię i szansę na odwrócenie losów sezonu. Jednak Grand Prix Holandii w Zandvoort pokazało, że jego problemy są wciąż aktualne. Już wcześniej na Węgrzech kierowca zbliżył się do tempa Maxa Verstappena, ale odpadł w Q1 i nie liczył się w walce o punkty.
Tym samym wydłużył się okres niepowodzeń – Tsunoda od siedmiu kolejnych weekendów nie dopisał ani jednego punktu do klasyfikacji. Dla zespołu Laurenta Mekiesa to wynik trudny do zaakceptowania.
Niepewne jutro Japończyka
Jeszcze przed wyścigiem w Holandii Mekies nie chciał zagwarantować Tsunodzie miejsca w przyszłorocznym składzie. Cele, jakie musi spełnić, by pozostać w Red Bullu, określono bardzo ogólnie, co tylko wzmogło spekulacje o możliwej zmianie.
Sytuację Japończyka analizowali eksperci Sky Sports F1 – Bernie Collins i Jacques Villeneuve. Podczas gdy Collins podkreślała, że kluczowe będą regularne postępy i pokazywanie poprawy z wyścigu na wyścig, Kanadyjczyk uderzył w znacznie mocniejsze tony.
– Red Bull wie, z kim ma do czynienia. Tsunoda jest w ich strukturach od pięciu lat i widać, że doszedł do swojego maksimum. Dalej już nie pójdzie – ocenił Villeneuve.
– Gdy jesteś zespołem klasy Red Bulla czy McLarena, potrzebujesz dwóch kierowców zdolnych do walki i rozwijania samochodu. Tsunoda tego nie gwarantuje. Zespół stoi więc przed dylematem: zostawić kierowcę, który od czasu do czasu zdobędzie punkty, ale nie popchnie ekipy naprzód, czy zaryzykować i postawić na kogoś nowego – dodał mistrz świata z 1997 roku.
Kto może wejść na jego miejsce?
Kontrakt Tsunody wygasa wraz z końcem sezonu, co oznacza, że ma przed sobą dziesięć weekendów, by odmienić los i przekonać szefów Red Bulla do dalszej współpracy. Problem w tym, że konkurencja już puka do drzwi.
Na czoło kandydatów wysuwa się Isack Hadjar. Francuski debiutant ma za sobą zaledwie kilka startów w Formule 1, ale już zdążył zwrócić uwagę. W Zandvoort wywalczył czwarte pole startowe – wynik, którego Tsunoda potrzebuje jak powietrza, by udowodnić, że potrafi wznieść się ponad przeciętność.
Dla Red Bulla pewnym uspokojeniem jest fakt, że Max Verstappen zadeklarował pozostanie w ekipie do sezonu 2026. Dzięki temu władze zespołu nie muszą w krótkim czasie szukać aż dwóch nowych kierowców.


