Red Bull otwiera nowy rozdział współpracy z Fordem w Detroit, jednak decyzja o radykalnym obniżeniu wymagań premiowych dla zespołu sugeruje, że istnieje duża obawa technologicznego zderzenia z nową rzeczywistością. W kuluarach mówi się o poważnych opóźnieniach, które mogą uniemożliwić czołowym stajniom wyjazd na tor podczas kluczowych testów w Barcelonie.
Czy nowa era F1 zacznie się od falstartu?
Harmonogram przygotowań do sezonu 2026 stanął pod znakiem zapytania. Świat F1 huczy od plotek o technicznej niewydolności największych graczy. Choć pierwsza sesja testowa za zamkniętymi drzwiami w Barcelonie rusza już 26 stycznia, narastają obawy, że część stawki nie zdoła złożyć bolidów w specyfikacji wyścigowej na czas.
Wśród ekip zagrożonych absencją podczas pierwszego dnia jazd wymienia się Red Bulla, Alpine oraz Ferrari. Włoska prasa donosi o skrajnie napiętej atmosferze w Maranello – szef zespołu, Fred Vasseur, miał zareagować furią na wieść o tym, że prace konstrukcyjne są daleko za założonym planem.
Problemy nie omijają także Alpine, gdzie sytuacja wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana ze względu na zależność od zewnętrznych dostawców. Zespół może zostać zmuszony do odwołania pierwszych jazd sprawdzających nową konstrukcję, ponieważ wciąż nie otrzymał od Mercedesa kluczowych parametrów technicznych dotyczących nowej jednostki napędowej.
Choć na ten moment brakuje oficjalnych komunikatów ze strony zaangażowanych zespołów, atmosfera w garażach wskazuje na najpoważniejszy od lat wyścig z czasem, którego stawką jest pięciodniowa sesja na katalońskim torze.
Red Bull obniża loty?
W Milton Keynes nastroje tonuje zmiana wewnętrznej polityki finansowej, którą firmuje Laurent Mekies. System premiowy, opierający się dotychczas na zajmowaniu lokat w ścisłej dwójce klasyfikacji, został zastąpiony nowym modelem, w którym gratyfikacje wypłacane będą już za miejsce w pierwszej piątce. Taka rewizja celów zbiega się w czasie z budową pierwszej samodzielnej jednostki napędowej Red Bulla przy wsparciu Forda.
Włodarze ekipy otwarcie przyznają, że nie spodziewają się natychmiastowego dorównania poziomem do wieloletnich producentów, takich jak Mercedes czy Ferrari, co czyni walkę o niższe lokaty ich nowym, realnym celem.
Równolegle do problemów z montażem aut, w sferze technicznej pojawiają się podejrzenia o szukanie przewagi w szarej strefie przepisów. Inżynierowie Red Bulla oraz Mercedesa mają rzekomo intensywnie pracować nad wykorzystaniem luki regulaminowej pozwalającej na zwiększenie stopnia sprężania paliwa. Takie rozwiązanie mogłoby przynieść gwałtowny wzrost mocy silnika, niwelując ewentualne braki konstrukcyjne.
Odpowiedź na pytanie, czy te zabiegi wystarczą, by nawiązać walkę z czołówką, poznamy dopiero 11 lutego podczas otwartych testów w Bahrajnie, gdzie model RB22 ma po raz pierwszy zaprezentować swój pełny potencjał na torze.
