Real Sociedad jest daleko od tego, do czego przyzwyczaił kibiców w ostatnich latach. Po serii przeciętnych wyników zespół kręci się w okolicach 14. miejsca w La Liga i ma zaledwie 13 punktów – jak na klub regularnie grający w Europie to brzmi jak alarm przeciwpożarowy, a nie „chwilowy kryzys”.

W skrócie:
- Real Sociedad szykuje zimową przebudowę składu i rozważa rozstanie z aż sześcioma piłkarzami pierwszej drużyny.
- Najważniejszym nazwiskiem jest Umar Sadiq – jego odejście ma odblokować budżet płacowy i całą układankę transferową.
- Pod lupą są też Odriozola, Luka Sučić, Jon Karrikaburu, Mikel Goti i Arsen Zakharyan – w grę wchodzą zarówno sprzedaże, jak i wypożyczenia.
Rewolucja w San Sebastián: dlaczego właśnie teraz?
Odpowiedź władz jest jasna: zimą ma dojść do mocnego odchudzenia kadry. Według doniesień, Real Sociedad jest gotów rozstać się aż z sześcioma zawodnikami – Sadiqiem, Odriozolą, Sučiciem, Karrikaburu, Gotim i Zakharyanem. To nie jest kosmetyka. To jest reset projektu, który po odejściu kluczowych postaci i spadku formy drużyny zaczyna bardzo niebezpiecznie osuwać się w ligową przeciętność.
Dla kontekstu: Real Sociedad jeszcze niedawno był modelowym projektem w Hiszpanii – regularne puchary, świetne wyniki, awans do Ligi Mistrzów, zdobyty Puchar Króla. To był „klub-aktówka” La Liga: poukładany, przemyślany, stabilny.
Ostatnie miesiące to jednak zjazd z tej autostrady sukcesu. Drużyna zakończyła poprzedni sezon poza strefą europejskich pucharów, zmienił się trener, odeszły filary (m.in. Zubimendi), a nowy projekt wyraźnie się zacina.
Teraz, w sezonie 2025/26, Real Sociedad ma 13 punktów i plasuje się na 14. miejscu, co jak na ambicje w San Sebastián jest wynikiem po prostu słabym. Nic dziwnego, że w klubie zapadła decyzja: zimą trzeba zareagować ostro, a nie półśrodkami.
Plan jest prosty w założeniu, brutalny w wykonaniu:
- zmniejszyć szerokość i koszt kadry,
- pozbyć się piłkarzy, którzy nie dają oczekiwanej jakości,
- zrobić miejsce finansowe i sportowe dla nowych profili oraz młodszych zawodników, którzy faktycznie mogą pociągnąć projekt do przodu.
I właśnie dlatego na liście „do odstrzału” znalazło się sześciu konkretnych graczy.
Umar Sadiq – twarz zimowego cięcia
W całej tej historii jedno nazwisko świeci najjaśniej (albo raczej – najgłośniej): Umar Sadiq.
Nigeryjczyk jest traktowany jako kluczowy element zimowej układanki. Jego sytuacja jest dla klubu niewygodna z kilku powodów: zarabia swoje, na boisku gra mało, a na dodatek ciągnie się za nim saga transferowa z Valencią.
Latem temat jego przejścia na Mestalla był bardzo zaawansowany, ale transfer finalnie upadł z powodów finansowych. Teraz, gdy zbliża się zimowe okno, w Realu coraz bardziej dominuje przekonanie, że odejście Sadiqa jest wręcz konieczne:
- uwolni miejsce w ataku,
- odciąży budżet płacowy,
- pozwoli wprowadzić inny profil napastnika lub bardziej zaufać młodszym.
Dla samego piłkarza też jest to moment prawdy – odkąd opuścił Almeríę, gdzie był gwiazdą i maszynką do goli, nie potrafi w Realu Sociedad na dłużej wskoczyć na tamten poziom. Klub jest w kryzysie, on sam stoi w miejscu. To układ, który wyczerpał się z obu stron.
Co ważne – właśnie przyszłość Sadiqa ma zdeterminować kolejne ruchy. Jeśli odejdzie, inaczej rozwiąże się sytuacja Jona Karrikaburu, inaczej klub będzie patrzył na kształt ofensywy na drugą część sezonu. Jeśli zostanie – Real będzie miał związane ręce na rynku.
Pięciu kolejnych na wylocie. Co dalej z kadrą Realu?
Sadiq to twarz operacji, ale nie jedyny kandydat do pożegnania z Anoetą. Lista jest szersza i pokazuje różne problemy tego projektu.
Álvaro Odriozola – symbol nieudanego powrotu
Odriozola wrócił do Realu Sociedad jako wychowanek mający się odbudować po latach tułaczki. W teorii – piękna historia. W praktyce – marginalna rola, niewielka liczba minut i brak przekonania sztabu, że jest piłkarzem pod aktualny pomysł na grę.
W klubie panuje przekonanie, że obie strony potrzebują nowego startu – Real bardziej dynamicznego, tańszego bocznego obrońcy, a sam zawodnik ligi, w której dostanie regularne minuty. Zimą będą słuchać praktycznie każdej sensownej oferty.
Luka Sučić – inwestycja, która nie wypaliła (na razie)
Luka Sučić przychodził jako jeden z filarów odmłodzonego projektu: młody, kreatywny środkowy pomocnik, kupiony za poważne pieniądze, z perspektywą rozwoju i późniejszej sprzedaży z zyskiem. Problem w tym, że rzeczywistość szybko go zweryfikowała – brak ciągłości gry, wypadanie z rytmu, utrata znaczenia w hierarchii.
Zimą Real Sociedad nie musi go sprzedawać za wszelką cenę, ale poważnie rozważa wypożyczenie z opcją wykupu. To klasyczna próba ratowania inwestycji: dać zawodnikowi minuty gdzie indziej i liczyć, że albo wróci mocniejszy, albo ktoś zdecyduje się go odkupić.
Jon Karrikaburu – wieczny „prawie napastnik pierwszego składu”
Karrikaburu to typowa historia wychowanka, który rządzi w niższych ligach, a potem odbija się od sufitu pierwszej drużyny. Real już kilka razy wysyłał go na wypożyczenia, licząc, że w końcu eksploduje na poziomie La Liga lub mocnej Segunda.
Teraz jego los jest w dużej mierze uzależniony od Sadiqa:
- jeśli Nigeryjczyk odejdzie – Karrikaburu może zostać jako tańsza, młodsza „dziewiątka” do rotacji,
- jeśli Sadiq zostanie – kolejne wypożyczenie wydaje się właściwie nieuniknione.
Mikel Goti – za dobry na rezerwy, za surowy na jedenastkę
Mikel Goti to przykład problemu, z którym zmagają się wszystkie kluby stawiające na młodzież: co zrobić z piłkarzem, który w rezerwach wygląda bardzo obiecująco, ale w pierwszej drużynie nie ma dla niego miejsca ani cierpliwości?
23-letni pomocnik ma papiery na nowoczesnego ofensywnego gracza, ale przy obecnej presji wyników trudno oczekiwać, że trener będzie budował zespół wokół niego. Najbardziej logiczny scenariusz to strategiczne wypożyczenie – najlepiej do drużyny, w której będzie grał co tydzień.
Arsen Zakharyan – wielki talent na rozdrożu
Najciekawszy przypadek to Arsen Zakharyan. Jednocześnie jeden z największych talentów w kadrze i jedno z najbardziej problematycznych nazwisk w kontekście planów na zimę.
Rosjanin ma ogromny potencjał, momentami widać u niego jakość na poziomie dużo wyższym niż obecna pozycja Realu w tabeli. Z drugiej strony – nie jest niepodważalnym liderem, a klub ma świadomość, że przy dużej ofercie jego sprzedaż mogłaby sfinansować większą część przebudowy składu.
Dlatego jego nazwisko na liście sześciu „do rozważenia” nie oznacza, że Real za wszelką cenę chce się go pozbyć. To raczej otwarte okno: jeśli na biurko wylądują naprawdę grube miliony – klub może podjąć niepopularną, ale ekonomicznie racjonalną decyzję.
Styczeń jako miesiąc prawdy dla Realu Sociedad
Wszystko zmierza do jednego: styczniowe okno transferowe będzie dla Realu Sociedad miesiącem prawdy.
Klub nie planuje szalonych, rekordowych transferów. Chce natomiast mądrze posprzątać po błędach ostatnich miesięcy:
- wypchnąć zawodników, którzy nie pasują już do projektu,
- ściągnąć tańsze, bardziej „funkcyjne” profile,
- mocniej postawić na tych, którzy wciąż mogą być twarzą nowej drużyny.
Ryzyko jest ogromne. Jeśli Real dobrze trafi z zimowymi decyzjami, może jeszcze powalczyć o górną połowę tabeli i załapać się na europejskie puchary w kolejnym sezonie. Jeśli jednak pomyli się przy sprzedażach i zakupach – może na dłużej utknąć w szarej strefie La Liga, a to w dłuższej perspektywie oznacza mniej pieniędzy, mniejszy prestiż i jeszcze trudniejsze przekonywanie piłkarzy do projektu.
Jedno jest pewne: lista sześciu piłkarzy na wylocie to jasny sygnał, że w San Sebastián kończy się czas miękkich, zachowawczych decyzji. Teraz klub albo przeprowadzi odważną, ale mądrą rewolucję – albo obudzi się jako kolejny „zwykły” średniak La Liga.

