Dzisiejsze ogłoszenie PZPN w postaci nowego selekcjonera reprezentacji Polski do lat 21, którym został były selekcjoner dorosłej reprezentacji Polski w latach 2018-2021 – Jerzy Brzęczek, jest kolejnym przypadkiem, gdzie władze PZPN postanawiają dokonać zmiany na ławce trenerskiej.

Jak już pewnie wszyscy wiemy, odkąd Cezary Kulesza został prezesem PZPN w sierpniu 2021 roku i już wiadomo, że będzie na tym stanowisku przynajmniej do 2029 roku, to zmiany w postaci nowego selekcjonera reprezentacji Polski są tradycyjne. Najpierw dostał po byłym prezesie PZPN – Zbigniewie Bońku Portugalczyka – Paulo Sousa, następnie po ucieczce do Brazylii konkretnie do Flamengo po Sousie posadę przyjął – Czesław Michniewicz, który pomimo wyjścia z fazy grupowej na MŚ w Katarze, rozkręcił tzw.: aferę premiową, która w sumie do dziś nie została do końca wyjaśniona. Kolejnym był Portugalczyk – Fernando Santos, który był chyba najgorszym selekcjonerem reprezentacji Polski w XXI wieku. Potem do tej kolejki dołączył Michał Probierz, którego posada zakończyła się po kompromitującej porażce w Helsinkach z Finlandią 1:2 i konflikcie z Robertem Lewandowskim, któremu odebrał opaskę kapitańską. Teraz to rolę po Probierzu przyjął były trener Górnika Zabrze – Jan Urban, który ma za zadanie awansować z reprezentacją na MŚ w 2026 roku, choć samo zadanie będzie arcytrudne, patrząc na ostatnie poczynania naszej reprezentacji.
Jak już było wiele to prezes PZPN postanowił tym razem wziąć na radar młodzieżową reprezentację Polski do lat 21, która po słabym występie na ME U-21 w Słowacji i wysokich porażkach z Portugalią i Francją, mogli jako jedni z pierwszych jechać z powrotem do domu. Winowajcą tego stanu rzeczy został Adam Majewski, który co ciekawe przed samym turniejem dokładnie 11 czerwca od władz PZPN otrzymał nowy kontrakt, który obowiązywał do zakończenia eliminacji młodzieżowych ME w 2027 roku, które odbędą się w Albanii i Serbii. A danie szansy Jerzemu Brzęczkowi, który ostatnio może zapisać sobie spadek z Wisłą Kraków do 1 Ligi i przez prawie trzy lata był bez pracy, można uznać za decyzję bardzo odważną, która może być udana, albo niekoniecznie. Do tego grona można zaliczyć jeszcze obecnego trenera Górnika Łęczna – Macieja Stolarczyka, który zaczął prowadzić to młodzieżową reprezentację jeszcze za czasów prezydentury Bońka w PZPN.
Efekt mamy następujący: 8 trenerów w ciągu 4 lat, to daje wynik 1 szkoleniowca na pół roku. Jeżeli mamy myśleć o jakieś stabilizacji, to takie zmiany nic nam nie dają, a tylko szkodzą polskiemu futbolowi. I potem się dziwimy, że nie potrafimy wygrywać z takimi reprezentacjami jak: Mołdawia czy Finlandia. Na razie wniosku są jednoznaczne: więcej jest afer, niż dobrych wyników.
