Obecny sezon Ekstraklasy wymyka się wszelkim schematom, a poniedziałkowe starcie Korony Kielce z Wisłą Płock może umieścić skazywanego na spadek beniaminka na fotel lidera tuż przed przerwą zimową. Mimo to, statystyki ostatnich kolejek są bezlitosne: zespoły otwierające stawkę łapią wyraźną zadyszkę, co sprawia, że różnica punktowa między dnem a szczytem tabeli jest historycznie mała, a to otwiera drogę do prawdziwego przewrotu na wiosnę.

Zadyszka niespodziewanych liderów
Polskie rozgrywki ligowe przyzwyczaiły kibiców do nieprzewidywalności, jednak układ tabeli po niemal osiemnastu kolejkach jest zaskoczeniem nawet dla największych ekspertów. Na czele stawki znajduje się Górnik Zabrze, który po rozegraniu 18 spotkań zgromadził 30 punktów. Pozycja zabrzan jest jednak zagrożona, a ich forma w ostatnich tygodniach pozostawia wiele do życzenia – lider czeka na ligowe zwycięstwo od czterech spotkań, co stawia pod znakiem zapytania trwałość jego dominacji.
Tuż za plecami Górnika czai się największa sensacja tego sezonu – Wisła Płock. Zespół „Nafciarzy”, który przed startem rozgrywek był przez wielu typowany do spadku, zajmuje obecnie drugą lokatę z dorobkiem 29 punktów i jednym meczem do rozegrania więcej od „Trójkolorowych”. Jeśli płocczanie wygrają poniedziałkowe spotkanie z Koroną Kielce, które zamknie 18. kolejkę, obejmą samodzielne prowadzenie w lidze. Problem w tym, że i oni, podobnie jak Górnik, wpadli w dołek formy, co widać po serii ostatnich wyników, zdominowanej przez remisy.
Do grona ekip tracących impet dołączyła również Cracovia (27 punktów, 5. miejsce), która po rewelacyjnym początku sezonu, w ostatnich pięciu potyczkach zdołała wygrać tylko raz. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Jagiellonii Białystok. Zespół ten, typowany na naturalnego następcę „przypadkowych” liderów, pogrążył się w kryzysie i nie wykorzystał aktualnie panujących warunków. Jagiellonia nie tylko odpadła z Pucharu Polski, ale w ostatnich pięciu meczach ligowych zanotowała bilans trzech porażek, jednego remisu i zaledwie jednego zwycięstwa, osuwając się na 4. miejsce w tabeli.
Wobec słabości czołówki, najlepiej radzącą sobie drużyną z górnej części tabeli jest obecnie Raków Częstochowa. „Medaliki”, mimo fatalnego wejścia w sezon, ustabilizowały formę, wygrywając 4 z ostatnich 5 spotkań. Dzięki temu, mimo słabego startu, zawodnicy Rakowa zrównali się punktami z wiceliderem z Płocka (29 punktów), choć wciąż zajmują 3. miejsce ze względu na bilans.
Ścisk w tabeli. Wiosną prawdziwy przewrót?
To, co najbardziej uderza w obecnym sezonie, to niespotykane spłaszczenie tabeli. Różnica punktowa między otwierającym zestawienie Górnikiem Zabrze a zamykającym je Piastem Gliwice wynosi zaledwie 13 punktów. To pokazuje, jak niewiele dzieli strefę spadkową od walki o mistrzostwo kraju, nie mówiąc już o lokatach gwarantujących grę w europejskich pucharach.
Układ tabeli wyraźnie pokazuje, że w tym sezonie pojęcie „straconej rundy” traci rację bytu, a wielkie firmy z dużymi ambicjami absolutnie nie powinny składać broni. Aktualny mistrz kraju – Lech Poznań – zajmuje dopiero 7. miejsce, co w normalnych okolicznościach byłoby uznawane za klęskę. Jednak w obecnych realiach 26 punktów „Kolejorza” oznacza stratę zaledwie 4 oczek do lidera. Wystarczą dwa udane weekendy, by mistrz Polski wrócił na podium. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Pogoni Szczecin. „Portowcy” są na 10. miejscu, ale ich strata do pierwszego miejsca to wciąż jednocyfrowa liczba.
Widzew Łódź i Legia Warszawa to kolejne kluby, o których warto wspomnieć. Łodzianie zajmują 13. lokatę, a Legia sensacyjnie znajduje się w strefie spadkowej na 16. miejscu. Mimo tak dramatycznych pozycji w tabeli, strata punktowa wcale nie jest przepaścią. Legia traci do liderującego Górnika tylko 11 punktów, a Widzew 10. To dystans, który przy tak wyrównanej lidze można zniwelować jedną solidną serią zwycięstw na wiosnę.
Matematyka daje jasny sygnał: w tym roku droga z piłkarskiego piekła do walki o europejskie puchary jest wyjątkowo krótka. Żaden z zespołów dysponujących mocną kadrą – czy to zagrożona spadkiem Legia, czy plasująca się w środku stawki Pogoń – nie jest bez szans. Wiosenna runda zapowiada się na wielki pościg, w którym jedna udana seria meczów może błyskawicznie zmienić status drużyny z „rozczarowania sezonu” na głównego kandydata do tytułu.

