Richard Masters, szef Premier League, nie owija w bawełnę i uderza w stół po zakończeniu letnich Klubowych Mistrzostw Świata. Nowy, rozbudowany format turnieju, w którym triumfowała Chelsea, stał się iskrą zapalną do dyskusji o przeciążeniu piłkarzy. Zdaniem Mastersa, kalendarz pęka w szwach, a zdrowie i forma zawodników są wystawione na próbę jak nigdy dotąd.

W skrócie:
- Alarm w Premier League: Richard Masters domaga się pilnej i „poważnej dyskusji na najwyższym szczeblu” na temat rosnącej liczby meczów w sezonie.
- Klubowe MŚ dolały oliwy do ognia: Rozegrany w USA turniej, w którym wzięły udział Manchester City i Chelsea (zwycięzca finału), uwidocznił problem nadmiernego eksploatowania zawodników.
- Piłkarze na granicy wytrzymałości: Słowa szefa ligi znajdują potwierdzenie w odczuciach samych graczy, czego przykładem jest sytuacja Ołeksandra Zinczenki, który mimo braku poważnych kontuzji mówi o „nieprzyjemnym uczuciu” po ciężkim sezonie.
Koniec eldorado? Premier League mówi „dość!”
Wydaje się, że cierpliwość wreszcie się skończyła. Podczas gdy Premier League od 1994 roku utrzymuje niezmienioną formułę, rozgrywki europejskie i światowe puchną w oczach. Nowa Liga Mistrzów, a teraz rozbudowane Klubowe Mistrzostwa Świata, dokładają kolejne cegiełki do i tak już przeładowanego terminarza. Richard Masters nie zamierza dłużej przyglądać się temu bezczynnie.
„Musimy dokładnie zbadać konsekwencje. Jeszcze nie wiemy, jakie one będą dla dwóch drużyn, które wzięły udział w Klubowych Mistrzostwach Świata” – powiedział Masters, wskazując na Chelsea i Manchester City.
Jego słowa to wyraźny sygnał dla FIFA i UEFA, że angielski gigant nie zgadza się na dalsze rozciąganie kalendarza kosztem swojej ligi i zawodników.
„Ekspansja miała miejsce w europejskiej, a teraz międzynarodowej piłce nożnej. Chcę, aby nasi gracze nigdy nie musieli wybierać między grą w Premier League w sobotę a odpoczynkiem przed innymi nadchodzącymi meczami” – dodał stanowczo.
Piłkarze to nie roboty. Gorzkie słowa Zinchenki dają do myślenia
Problem, o którym mówi Masters, to nie tylko teoria. To codzienna rzeczywistość piłkarzy, którzy odczuwają skutki maratonu meczowego na własnej skórze. Idealnym tego przykładem jest Ołeksandr Zinczenko. W sezonie 2024/25 Ukrainiec rozegrał zaledwie 15 meczów w Premier League, notując średnio 34 minuty na boisku. Mimo to jego wypowiedź jest niezwykle wymowna.
„W przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, kontuzje nie były problemem. We wrześniu wykluczył mnie drobny problem z łydką. Od czasu do czasu miałem jakieś stłuczenia, ale ogólnie byłem w formie przez większość sezonu… To nieprzyjemne uczucie” – przyznał Zinczenko.
Te słowa, wypowiedziane przez gracza, który nie był trapiony poważnymi urazami, pokazują, że problemem jest nie tylko fizyczne, ale i psychiczne wyczerpanie materiału. Kiedy nawet zawodnicy z mniejszą liczbą minut czują się wypaleni, to znak, że system osiągnął punkt krytyczny.

