UFC ogłosiło przełomową umowę wartą 7,7 miliarda dolarów z Paramount i CBS, która od 2026 roku całkowicie zmieni sposób oglądania gal. Organizacja zrezygnuje z modelu Pay-Per-View, oferując wszystkie walki w ramach miesięcznego abonamentu od 7,99 dolara. Kibice oszaleli z radości… ale Jake Paul nie podziela tego entuzjazmu.

Paul: „To czysta pycha”
Jake Paul, który sam zbudował swoją karierę na głośnych wydarzeniach transmitowanych PPV, nie gryzł się w język. W serii wpisów na platformie X skrytykował zapowiedzi UFC i prezesa TKO, Marka Shapiro.
„Pycha tych ludzi jest niewiarygodna. Najpierw mówią, że wchodzą w boks bez ryzyka i nakładają opłaty na partnerów, którzy wykładają pieniądze. Teraz twierdzą, że PPV jest martwe, a wciąż mają zaplanowane gale PPV – z Du Plessisem, Pereirą, Aspinallem…” – napisał Paul.
W kolejnym poście zwrócił się bezpośrednio do zawodników:
„Każdy fighter UFC ma teraz jasny obraz, jakie są przychody. Koniec wymówek z PPV. Walczcie o swoje pieniądze, chłopaki i dziewczyny.”
Koniec PPV czy marketingowa zagrywka?
Nowy kontrakt UFC faktycznie brzmi jak rewolucja (w Polsce było podobnie, gdy KSW ogłosiło współpracę najpierw z Viaplay, a potem Canal+) – subskrypcja w Paramount+ ma zastąpić płatne transmisje za kilkadziesiąt dolarów za każde wydarzenie. Shapiro mówi wprost:
„Model PPV to przeżytek. Jeśli kibic dowiaduje się, że za 12,99 dolara miesięcznie dostaje wszystkie gale UFC i resztę naszej oferty, to właśnie jest przekaz, który chcemy wzmocnić.”
Jake Paul jednak zwraca uwagę, że zanim streaming całkowicie przejmie rynek, fani wciąż będą musieli płacić za nadchodzące gale w systemie PPV.
Dyskusja o przyszłości transmisji sportowych trwa od dawna. Netflix pokazał, że pojedynki – jak walka Jake’a Paula z Mikiem Tysonem – mogą bić rekordy oglądalności bez PPV. Teraz UFC wchodzi w tę samą erę, ale pytanie brzmi: czy to faktyczny koniec płatnych transmisji, czy raczej stopniowe przejście, które wciąż zostawi fanów z kilkoma drogimi wydarzeniami w roku?


