Finał Copa Libertadores na Stadionie Monumental w Limie miał nietypowego reportera – młody mężczyzna, który przybył do stolicy Peru po osiemnastu godzinach podróży, całą drugą połowę relacjonował z pobliskiej góry. Mimo braku możliwości wejścia na obiekt, z pasją komentował zwycięstwo Flamengo, które pokonało rywala 1:0.

Osiemnaście godzin w drodze, by obejrzeć mecz poza stadionem
Zdeterminowany kibic przybył do Limy z Andahuaylas po wyczerpującej, osiemnastogodzinnej podróży. Jego jedynym celem było „być blisko” finału Copa Libertadores. Choć nie udało mu się zdobyć biletu na Stadion Monumental, by zająć miejsce na trybunach, postanowił przeżyć to wydarzenie w niezwykły sposób.
Młody mężczyzna dotarł na wzgórze położone tuż obok areny i stamtąd, z mikrofonem w dłoni, transmitował w mediach społecznościowych całą drugą połowę spotkania. Jak sam relacjonował:
„Przyjechaliśmy 18 godzin, aby tu być, aby móc być na finale Copa Libertadores, nie weszliśmy na stadion, ale relacjonujemy ten wielki mecz!”
Mecz rozstrzygnął się w drugiej połowie. Zwycięstwo dla drużyny Flamengo przypieczętował Danilo, który zdobył jedyną bramkę spotkania w 67. minucie, ustalając wynik na 1:0. Reporter z wzgórza podkreślił wagę tego triumfu, przypominając, że Flamengo zdobyło Puchar Wyzwolicieli ostatni raz w 2019 roku na tym samym obiekcie, pokonując wtedy River Plate.
Ambitny reporter jednak doprowadzić niecodzienną transmisję do końca, chociaż w ostatnich minutach spotkania miał już ewidentnie problem z pracą gardła.
„Zostałem pozbawiony głosu, ale przynajmniej skończyłem dla was tę relację!” – powiedział na koniec młody pasjonat sportowego dziennikarstwa.

