Po trudnym weekendzie w Zandvoort, Charles Leclerc z niecierpliwością czeka na domowy wyścig Ferrari na torze Monza. Monakijski kierowca ma nadzieję, że SF-25 zapewni mu niezbędną konkurencyjność po rozczarowującym występie w Holandii. Czy Ferrari zdoła się odbudować przed swoimi kibicami?

W skrócie:
- Ferrari doświadczyło jednego z najgorszych weekendów w sezonie podczas GP Holandii, gdzie Leclerc został wyeliminowany po kolizji z Antonellim
- Monza to tor, na którym Leclerc już dwa razy triumfował (2019 i 2024) i liczy na powtórkę sukcesu
- Kierowca Ferrari uważa, że choć McLaren będzie faworytem, charakterystyka toru Monza powinna lepiej pasować do SF-25 niż Zandvoort
Holenderski koszmar Ferrari
Ferrari przeżyło jeden z najtrudniejszych weekendów w tym sezonie podczas Grand Prix Holandii. SF-25 nie był wystarczająco konkurencyjny w porównaniu z bolidami McLarena i Red Bulla, by walczyć o podium. Sytuację dramatycznie pogorszył fakt, że obaj kierowcy powiązani z włoskim zespołem nie ukończyli wyścigu – Lewis Hamilton (przyszły kierowca Ferrari) rozbił się na trzecim zakręcie, a Charles Leclerc został uderzony przez Kimiego Antonellego w tym samym miejscu, co poskutkowało podwójnym zerem punktowym dla ekipy z Maranello.
Charles Leclerc już teraz kieruje swoje myśli w stronę domowego wyścigu Ferrari – Grand Prix Włoch na torze Monza. To miejsce ma dla Monakijczyka szczególne znaczenie, gdyż zdołał tam odnieść dwa zwycięstwa – w 2019 i 2024 roku. Pierwszy triumf przyszedł po wcześniejszym zwycięstwie w Belgii i po zaciętej walce z Lewisem Hamiltonem przez cały wyścig. Drugie zwycięstwo było efektem mistrzowskiego zarządzania oponami, co pozwoliło Leclercowi na jeden pit-stop mniej niż kierowcy McLarena.
„Naprawdę nie mogę się doczekać tego wyścigu. To będzie bardzo pracowity tydzień, ale czekam na niego z niecierpliwością, ponieważ przynosi dużo pozytywnej energii, począwszy od wtorku w Mediolanie, z kilkoma wydarzeniami, potem środa, a następnie czwartek na torze. Zawsze mamy tam ogromne wsparcie, więc nie mogę się doczekać” – wyznał Leclerc.
Realistyczne oczekiwania przed Monzą
Monakijski kierowca, rozmawiając z mediami w Zandvoort, przyznał jednak, że w Monzy wszystko może się zdarzyć, choć zachowuje ostrożny optymizm:
„Myślę, że ten tor [Zandvoort] ma wszystko, czego nasz samochód nienawidzi. Sądzę, że Monza będzie bardziej pozytywna. Czy to tor, na którym możemy celować w zwycięstwo? Nie sądzę, ponieważ wciąż uważam, że McLaren będzie tam niesamowity, ale nigdy nie mów nigdy. W zeszłym roku nigdy bym nie pomyślał, że moglibyśmy walczyć o zwycięstwo. Zobaczymy.”
Choć Ferrari nie jest faworytem przed domowym wyścigiem, historia pokazuje, że na torze Monza magia czerwonych bolidów i wsparcie tifosi potrafią czynić cuda. Kibice Scuderii z pewnością liczą, że Leclerc po raz trzeci stanie na najwyższym stopniu podium w „Świątyni Prędkości”.

