W przestrzeni medialnej pojawiły się niepokojące informacje sugerujące, że piłkarz Lecha Poznań, Timothy Ouma, zaginął bez śladu po przerwie reprezentacyjnej i nie ma z nim kontaktu. Jaka jest prawda w całej tej sytuacji?

Problemy rodzinne piłkarza Lecha i niespodziewana absencja?
Atmosfera wokół absencji kenijskiego pomocnika zgęstniała po niedzielnym zwycięstwie Lecha nad Radomiakiem Radom (4:1). Wówczas to portal KKSLech.com zasugerował, że 21-latek, który z powodu urazu nie zagrał w meczach reprezentacji, po prostu nie wrócił do Polski, a klub nie ma pojęcia o miejscu jego pobytu. Informacja ta błyskawicznie wywołała lawinę komentarzy, sugerujących powtórkę z niesubordynacji, jakiej piłkarz dopuścił się w przeszłości w barwach Slavii Praga.
Weryfikacja przeprowadzona przez Szymona Janczyka oraz redakcję TVP Sport wykazała jednak, że alarm był fałszywy. Sztab szkoleniowy „Kolejorza” był w stałym kontakcie z zawodnikiem i już w zeszłym tygodniu zaakceptował jego prośbę o dodatkowe dni wolne na uregulowanie „poważnych spraw rodzinnych”. Nie ma mowy o zaginięciu czy braku dyscypliny – Ouma ląduje w Poznaniu w poniedziałek, jest zdrowy i gotowy do pracy.
Wcześniejsze doniesienia mówiły o konieczności rozmowy wychowawczej z trenerem Nielsem Frederiksenem oraz niepewności co do daty powrotu piłkarza na Bułgarską. W świetle nowych faktów te obawy stają się nieaktualne.
Skoro Ouma wznawia treningi już we wtorek. Tym samym staje się realną opcją dla duńskiego szkoleniowca w kontekście nadchodzących wyzwań. Wobec absencji innych graczy, takich jak Radosław Murawski czy Antonio Milić, szybki powrót Kenijczyka jest kluczowy dla rotacji w składzie. Wszystko wskazuje na to, że wypożyczony ze Slavii pomocnik będzie brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na czwartkowe starcie z Lausanne-Sport, a „afera” z jego zniknięciem okaże się jedynie medialnym nieporozumieniem.

