W wieku 38 lat Tim Krul, bramkarz znany z boisk Premier League i holenderskiej Eredivisie, wciąż nie ma zamiaru zawiesić butów na kołku. Podczas gdy jego rówieśnicy często pracują już jako eksperci telewizyjni, on właśnie podpisał kontrakt z nowym klubem – włoskim Vis Pesaro, grającym w Serie C.

Pieniądze nie mają znaczenia
Co go napędza? Na pewno nie pieniądze. Jak sam przyznał w rozmowie cytowanej przez ESPN, kluczowa była rozmowa z żoną.
„Moja żona zapytała mnie: 'Jesteś gotowy, żeby każdego ranka o wpół do dziewiątej wsiadać do samochodu i jechać na trening w deszczu?’. Odpowiedziałem głośne 'tak’. Dla mnie to wciąż najpiękniejsza rzecz na świecie” – przyznaje Krul.
To właśnie ta miłość do codziennej, piłkarskiej rutyny trzyma go na boisku.
Ta pasja zaprowadziła go w nieoczekiwane miejsce. Kiedy został bez klubu, nie czekał na telefon.
„Razem z moim agentem spontanicznie polecieliśmy do Włoch” – opowiada.
Ten odważny ruch zakończył się kontraktem w Serie C i dopisaniem kolejnego, zaskakującego rozdziału do jego barwnego CV, na którym widnieje już rekordowa liczba dziewięciu klubów Eredivisie i lata spędzone w Anglii.
Mimo upływu lat, jego sportowy charakter nie osłabł. Najlepiej opisał to sam, wspominając niedawny incydent z połamanymi krzesłami. Podczas Pucharu Holandii, w którym jego Cambuur straciło bramkę na remis w doliczonym czasie gry z NEC, niesiony wściekłością zniszczył dwa krzesełka.
„Byłem tak wściekły. […] Zapłaciłem za szkody i przeprosiłem, ale to pokazuje, że ten ogień wciąż płonie” – przyznał w rozmowie z ESPN.


