35 strzałów, 10 celnych, cztery gole oczekiwane – ponad dwa więcej od przeciwnika i 68 kontaktów z piłką w polu karnym rywala. Gdy patrzysz na takie statystyki, wynik wydaje się oczywisty. A jednak Pogoń Szczecin znów przegrała. Rozczarowanie? To za słabe słowo. Trener Thomas Thomasberg nie ukrywa frustracji, a kibice wracają ze stadionu z poczuciem, że ich drużyna zasługiwała na znacznie więcej.

W skrócie:
- Pogoń przegrała drugi mecz z rzędu mimo dominacji – w dwóch meczach oddała 57 strzałów, ale strzeliła tylko jednego gola
- Trener Thomasberg: „Towarzyszy nam uczucie pustki. Jestem rozczarowany i zły, ale też dumny”
- Jagiellonia Białystok wygrała 1:0 po golu w 93. minucie, broniąc się heroicznie przez całe spotkanie
Statystyki krzyczą, wynik milczy
To był mecz, który w teorii powinien zakończyć się jasnym zwycięstwem Portowców. 35 strzałów to liczba, którą większość zespołów w ekstraklasie osiąga w ciągu dwóch, a czasem trzech spotkań. Pogoń zrobiła to w jednym meczu. Do tego 10 celnych prób, 68 kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika i przewaga w golach oczekiwanych wynosząca ponad dwa gole.
Wszystko wskazywało na to, że Jagiellonia zostanie w Szczecinie zmiażdżona. A jednak to Duma Podlasia pojechała do domu z trzema punktami, zdobywając bramkę w 93. minucie przez Oskara Pietuszewskiego. Dla Pogoni to już drugi z rzędu mecz, w którym dominacja nie przełożyła się na punkty. W starciach z Wisłą Płock i Jagiellonią szczecinianie oddali łącznie 57 strzałów, ale trafili do siatki tylko raz.
Duński szkoleniowiec szczery do bólu
Thomas Thomasberg nie owija w bawełnę. Duński trener, który prowadzi Pogoń od 30 września, jest znany z bezpośredniego stylu komunikacji. Po meczu z Jagiellonią jego słowa były pełne emocji:
Końcówka spotkania była dla nas bardzo ciężka. W wielu momentach to spotkanie wyglądało jak marzenie, ale końcówka była bardzo rozczarowująca. Jestem rozczarowany i zły, ale też dumny z tego, że wykreowaliśmy tak dużo sytuacji. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek brał udział w takim meczu.
Pod wodzą Thomasberga Pogoń rozegrała sześć meczów. Pierwsze cztery przyniosły niezłą passę bez porażki, ale dwa ostatnie spotkania to czysta frustracja. Szkoleniowiec w szczególny sposób zwrócił się do kibiców, którzy mimo wszystko wspierali drużynę do ostatniej minuty:
Towarzyszy nam teraz uczucie pustki. To samo czują prawdopodobnie nasi kibice. Chciałbym im bardzo podziękować za doping. Wiem, że wracają ze stadionu sfrustrowani. Niestety, na koniec nie dostali tego, na co być może zasługiwaliśmy.
Jagiellonia znów wygrywa w ostatnich sekundach
Dla Adriana Siemieńca i jego podopiecznych to już drugi mecz z rzędu, w którym gol w doliczonym czasie gry przyniósł kluczowe punkty. W poprzednim spotkaniu ze Shkendija remis uratował Sergio Lozano. Tym razem przeciwko Pogoni bohaterem został młody Oskar Pietuszewski.
Nie można jednak zapominać o Miłoszu Piekutowskim, który w bramce Jagiellonii stanął na wysokości zadania. Dziewięć obron w meczu, w którym na jego bramkę padł deszcz strzałów – to wyczynem godnym najwyższego uznania.
Po meczu Siemieniec, w przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu, miał powody do zadowolenia:
Chciałbym rozpocząć od gratulacji dla zespołu za zwycięstwo. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Chciałbym również podziękować naszym kibicom. Niesamowite, w jakiej liczbie się tu stawili i nas dopingowali. Jeżdżą za nami po całej Europie. Gratulacje również dla Pogoni za bardzo dobre spotkanie. Liczba stworzonych sytuacji powoduje, że pewnie są rozczarowani.
Trener Jagiellonii podkreślił również gotowość jego zespołu do walki:
Byliśmy gotowi na cierpienie i poświęcenie. Wierzyliśmy do końca, że możemy wygrać. Fajnie też jakimi rocznikami graliśmy i kończyliśmy spotkanie. Cieszy to, że ta młodzież walczy o minuty – dzisiaj miała duży wpływ na końcowy wynik. Gratuluję im tego.
Co dalej z Pogonią?
Sytuacja szczecińskiego klubu staje się coraz bardziej zagadkowa. Z jednej strony zespół gra ofensywnie, kreuje mnóstwo sytuacji i dominuje rywali. Z drugiej – nie potrafi zamienić tej przewagi na bramki i punkty. To klasyczny przykład tego, jak w piłce nożnej statystyki mogą być zwodnicze.
Thomasberg ma teraz przed sobą nie lada wyzwanie. Musi znaleźć sposób na poprawę skuteczności swojej drużyny, bo w przeciwnym razie kolejne mecze mogą przynieść podobne rozczarowania. Kibice Pogoni zasługują na coś więcej niż tylko „uczucie pustki” – zasługują na zwycięstwa, które ich drużyna wypracowuje na boisku, ale których nie potrafi sfinalizować.
Najbliższe spotkania pokażą, czy Portowcy potrafią przełamać pechową serię. Jedno jest pewne – jeśli będą kontynuować dominację w liczbach, wcześniej czy później muszą zacząć wygrywać. Pytanie tylko, kiedy ten moment nadejdzie i czy cierpliwość kibiców wystarczy do tego czasu.
