Przed czwartkowym starciem z Lausanne-Sport na Enea Stadionie nastroje w Poznaniu są bojowe, ale statystyki historyczne wysyłają wyraźny sygnał ostrzegawczy. Choć kibice chętnie wracają pamięcią do rekordowego 6:0 sprzed lat, rzeczywistość ostatnich konfrontacji ze szwajcarskimi klubami jest brutalna. Kolejorz przegrał cztery ostatnie mecze z przedstawicielem tego kraju, a marzenia o piłkarskiej elicie zostały wówczas boleśnie zweryfikowane przez rywala, który miał być tylko wzorem do naśladowania.

Brutalna weryfikacja europejskich aspiracji
Najświeższa historia gier Lecha ze Szwajcarami to rok 2015, który dla kibiców Kolejorza stał się synonimem bezradności. Los skojarzył wówczas mistrzów Polski z FC Basel aż czterokrotnie w jednym sezonie – najpierw w eliminacjach Ligi Mistrzów, a następnie w fazie grupowej Ligi Europy. Bilans? Cztery mecze, cztery porażki. Było to tym bardziej bolesne, że właściciel klubu Piotr Rutkowski otwarcie przyznawał, iż Lech chce funkcjonować podobnie jak rywale: szkolić młodzież i kreować gwiazdy. Boisko pokazało jednak, że uczeń wciąż ma duży dystans do mistrza.
Kluczowy dramat rozegrał się w walce o Ligę Mistrzów, o której marzył trener Maciej Skorża. Przy Bułgarskiej, mimo realizowania przemyślanego planu i remisu 1:1, wszystko posypało się w 60. minucie. Czerwona kartka dla Tomasza Kędziory za faul na Birkirze Bjarnasonie ustawiła mecz. Choć Jasmin Burić wlał nadzieję w serca fanów, broniąc rzut karny Shkëlzena Gashiego, osłabiony Lech nie wytrzymał presji. W ostatnim kwadransie Szwajcarzy wbili dwa gole, wygrywając 3:1. W rewanżu oraz późniejszych meczach grupowych (0:2 i 0:1) dominacja Basel nie podlegała już dyskusji, a Bjarnason regularnie nękał poznańską defensywę.
„Nie jesteśmy Realem Madryt”
Perspektywę zmienia jedynie cofnięcie się aż do 2008 roku. Wówczas Lech pod wodzą Franciszka Smudy odniósł swoje najwyższe pucharowe zwycięstwo w historii (wyrównane niedawno w meczu z Breiðablik), rozbijając Grasshopper Club Zürich 6:0. Był to koncert Roberta Lewandowskiego, Hernana Rengifo i Semira Štilicia, który asystował przy większości trafień.
Warto jednak pamiętać o słowach trenera Smudy, który nawet po takim triumfie zachowywał chłodną głowę i przestrzegał przed hurraoptymizmem.
„Musiałem mobilizować chłopaków […], bo nie jesteśmy jeszcze Realem Madryt” – mówił szkoleniowiec, tonując nastroje „Głosu Wielkopolskiego”, który pisał o cudownym wieczorze bez słabych punktów.
Rewanż w St. Gallen (przeniesiony z Zurychu z powodu mityngu lekkoatletycznego) zakończył się bezbramkowym remisem. Tamto spotkanie zdominowali kibice Lecha, którzy stanowili większość na trybunach, ale od tamtej pory żaden szwajcarski zespół nie dał się już ograć Kolejorzowi. Nadchodzący mecz pokaże, czy Lech wyciągnął wnioski z bolesnej lekcji od FC Basel, czy też historia zatoczy koło.
W portalu Sport1.pl można sprawdzić typy na czwartkowy mecz Lech Poznań – Lausanne.

