Reprezentacja Polski stanie w niedzielę przed kolejnym wyzwaniem na EuroBaskecie 2025. Tym razem rywalem będzie zespół Islandii, który wczoraj przegrał z Belgią 64:71 i znalazł się w trudnej sytuacji turniejowej. Islandczycy z pewnością będą chcieli przekuć sportową złość w dodatkową motywację, co może uczynić ich jeszcze bardziej niebezpiecznymi przeciwnikami.

W skrócie:
- Islandia przegrała dwa pierwsze mecze na EuroBaskecie i nie ma już marginesu błędu w walce o wyjście z grupy
- Największymi gwiazdami zespołu są Martin Hermannsson (ALBA Berlin) oraz Elvar Fridriksson (nowy rozgrywający Anwilu Włocławek)
- Polska zna dobrze rywala – na początku sierpnia Biało-Czerwoni pokonali Islandczyków 92:90 w meczu sparingowym
Islandzka koszykówka na europejskiej mapie
Islandia to drużyna, która stopniowo buduje swoją pozycję na europejskiej scenie koszykarskiej. Tegoroczny EuroBasket to trzeci występ wyspiarzy w turnieju tej rangi, choć dotychczasowe doświadczenia nie były dla nich udane. W 2015 i 2017 roku Islandczycy kończyli zawody na ostatnim, 24. miejscu.
Obecna edycja mistrzostw Europy może być jednak zupełnie inna. Już w kwalifikacjach islandzka kadra pokazała, że potrafi być niewygodnym rywalem dla faworytów. Drużyna z bilansu 4-2 pokonała m.in. faworyzowanych Włochów oraz Turków, co pozwoliło jej zająć drugie miejsce w grupie kwalifikacyjnej.
Przygotowania do turnieju nie były jednak imponujące – na pięć rozegranych sparingów wyspiarze wygrali tylko jeden, pokonując Portugalię 83:79. Można jednak odnieść wrażenie, że zespół celowo nie chciał odsłaniać wszystkich swoich atutów przed turniejem głównym.
Dotychczasowe występy na EuroBaskecie i brak marginesu błędu
Islandia rozpoczęła turniej od porażki z Izraelem, choć w pierwszej połowie meczu potrafiła nawiązać wyrównaną walkę. Po przerwie zabrakło jej jednak intensywności, co ostatecznie przełożyło się na porażkę. W drugim spotkaniu zmierzyła się z Belgią i ponownie musiała uznać wyższość rywala, przegrywając 64:71. Kluczowa okazała się czwarta kwarta, którą Islandczycy przegrali 12:23.
Po dwóch porażkach sytuacja drużyny w tabeli grupowej jest bardzo trudna. Aby myśleć o awansie do kolejnej fazy, zespół nie może sobie pozwolić na kolejną wpadkę. To sprawia, że niedzielny mecz z Polską będzie dla nich prawdziwym testem charakteru i umiejętności.
Kluczowi zawodnicy, których muszą obawiać się Polacy
Największą gwiazdą zespołu jest bez wątpienia Martin Hermannsson. Ten doświadczony obwodowy ma za sobą występy w najlepszych europejskich rozgrywkach – EuroCup i Eurolidze. Grał dla takich klubów jak ALBA Berlin czy Valencia Basket, a obecnie ponownie reprezentuje barwy niemieckiego zespołu.
Drugim zawodnikiem, na którego warto zwrócić uwagę, jest Elvar Fridriksson. Ten rozgrywający podpisał niedawno kontrakt z Anwilem Włocławek, więc wkrótce będzie można oglądać go regularnie na polskich parkietach. W sezonie 2020/21 został MVP ligi litewskiej, a rok temu był najlepszym podającym w rozgrywkach FIBA Europe Cup.
Ranking najlepszych bukmacherów
Pod koszem groźny jest Tryggvi Hlinason – środkowy z ośmioletnim doświadczeniem w klubach hiszpańskich. Rozpoczął turniej od dobrego występu, co oznacza, że polscy centri będą mieli pełne ręce roboty w nadchodzącym meczu.
Islandzki zespół opiera swoją grę przede wszystkim na duecie Fridriksson-Hermannsson. Pierwszy z nich często operuje piłką, wykorzystując akcje pick&roll oraz penetracje, skutecznie rozrywając obronę przeciwników.
Polska ma już „instrukcję obsługi” islandzkiego zespołu
Reprezentacja Polski miała już okazję zmierzyć się z Islandią stosunkowo niedawno. Na początku sierpnia obie drużyny rozegrały sparing, który zakończył się zwycięstwem Biało-Czerwonych 92:90. Mecz był bardzo wyrównany i dostarczył wielu emocji.
W tamtym spotkaniu na pierwszy plan w polskiej drużynie wysunęli się Andrzej Pluta (18 punktów), Aleksander Balcerowski (16) i Dominik Olejniczak (16). To doświadczenie z pewnością pomoże sztabowi szkoleniowemu przygotować odpowiednią taktykę na niedzielny pojedynek.
Dla Islandczyków mecz z Polską to być może ostatnia szansa na pozostanie w grze o awans. Z kolei dla Biało-Czerwonych to okazja do umocnienia swojej pozycji w grupie. Można się spodziewać, że zespół z północy będzie walczył z ogromną determinacją, co czyni ich jeszcze bardziej niebezpiecznym przeciwnikiem.

