Divock Origi, legenda Liverpoolu i bohater niezliczonych pamiętnych momentów na Anfield, znów jest wolnym zawodnikiem. Belgijski napastnik rozwiązał kontrakt z AC Milan za obopólną zgodą i od stycznia może szukać nowego klubu. Włoska przygoda okazała się kompletną klapą, a 29-latek został całkowicie wykreślony ze składu Rossonerich. Teraz przed nim trudne pytanie, gdzie dalej potoczy się jego kariera?

W skrócie:
- Origi rozwiązał kontrakt z AC Milan i od stycznia 2025 jest wolnym zawodnikiem
- Belgijski napastnik był całkowicie pomijany w pierwszym składzie od lata 2024 roku
- Fani Liverpoolu wzywają klub do sprowadzenia kultowego bohatera z powrotem na Anfield
Koniec włoskiego koszmaru
Transfer Divocka Origiego do AC Milan latem 2022 roku miał być wielkim krokiem naprzód w jego karierze. Belgijski napastnik opuszczał Liverpool jako wolny zawodnik, mając w CV niezliczone kluczowe bramki i status absolutnej legendy wśród kibiców The Reds. Rzeczywistość na San Siro okazała się jednak brutalna.
Od lata 2024 roku Origi był kompletnie wykluczony z pierwszego zespołu Milanu. Żadnych szans, żadnych minut, żadnej perspektywy. Dla zawodnika, który jeszcze kilka lat temu strzelał zwycięskie gole w finałach Ligi Mistrzów, to musiało być bolesne doświadczenie. Sytuacja stała się na tyle patowa, że obie strony zgodziły się na wcześniejsze rozwiązanie umowy.
Teraz 29-letni napastnik może swobodnie negocjować z każdym klubem. Kontrakt z Milanem miał obowiązywać jeszcze przez kilka miesięcy, ale przedłużanie agonii nie miało sensu dla nikogo. Belgijczyk potrzebuje regularnej gry, Milan potrzebował zwolnić miejsce w kadrze i budżecie płacowym.
Powrót do Liverpoolu? Kibice mają jasne zdanie
Wieść o dostępności Origiego na zasadzie wolnego transferu natychmiast rozbudziła wyobraźnię fanów Liverpoolu. W mediach społecznościowych zawrzało od komentarzy wzywających klub do sprowadzenia kultowego napastnika z powrotem na Anfield. Dla wielu kibiców Origi pozostaje nieśmiertelnym bohaterem, autorem bramek, które na zawsze zapisały się w historii klubu.
Czy taki ruch miałby sens sportowy? To pytanie retoryczne. Liverpool ma obecnie zupełnie inny skład, inne potrzeby i inne ambicje niż kilka lat temu. Origi w swoim najlepszym wydaniu był zawodnikiem wchodzącym z ławki, który potrafił zmienić losy meczu jednym błyskiem geniuszu. Problem w tym, że od dawna nie widzieliśmy tego najlepszego wydania.
Sentymenty to jedno, ale profesjonalny futbol to biznes. Belgijski napastnik musi teraz poważnie zastanowić się nad swoją przyszłością. Czy stać go jeszcze na grę na najwyższym poziomie? Czy może powinien rozważyć transfer do ligi o niższych wymaganiach, gdzie odbuduje formę i pewność siebie?
Co dalej z karierą kultowego napastnika?
Przed Origim trudne decyzje. Ma dopiero 29 lat, więc teoretycznie najlepsze lata kariery jeszcze przed nim. Praktyka pokazuje jednak, że brak regularnej gry w ostatnich latach może kosztować. Włoska przygoda okazała się totalną porażką, a wcześniejsze wypożyczenie do Nottingham Forest też nie przyniosło oczekiwanych rezultatów.
Belgijczyk musi znaleźć projekt, który da mu szansę na odbudowę. Może to być klub z niższej półki Premier League, drużyna z Championship, a może egzotyczny transfer do MLS lub ligi saudyjskiej? Opcji jest wiele, ale kluczowe będzie znalezienie miejsca, gdzie dostanie regularną szansę gry.
Nikt nie odbierze Origiemu jego miejsca w historii Liverpoolu. Bramki przeciwko Evertonowi, Barcelona czy Tottenhamowi w finale Ligi Mistrzów pozostaną na zawsze. Teraz jednak nadszedł czas, by udowodnić, że wciąż potrafi grać w piłkę na przyzwoitym poziomie. Styczeń przyniesie odpowiedź, gdzie belgijski napastnik zdecyduje się kontynuować swoją karierę.
