Pamiętacie czasy, gdy starcia Manchesteru United z Arsenalem elektryzowały cały świat? Od pizzy rzuconej w Sir Aleksa Fergusona po legendarne pojedynki Thierry’ego Henry’ego z Ruudem van Nistelrooyem. W tę niedzielę na Old Trafford historia zatoczy koło, a w rolach głównych wystąpi dwóch nowych, piekielnie drogich napastników: Benjamin Sesko i Viktor Gyokeres, którzy mają przywrócić blask tej rywalizacji.

W skrócie:
- Zamiana ról: Zarówno Manchester United, jak i Arsenal monitorowały obu napastników, a saga transferowa sprawiła, że Sesko i Gyokeres mogli z łatwością wylądować w przeciwnych drużynach.
- Łowcy bramek na wagę złota: Obaj giganci Premier League od lat poszukiwali klasowej „dziewiątki”. Arsenal wierzy, że Gyokeres jest brakującym elementem do zdobycia mistrzostwa, a United widzi w Sesko fundament nowej ery.
- Maszyna do strzelania goli: Viktor Gyokeres przychodzi do Arsenalu z niesamowitymi statystykami ze Sportingu, gdzie zdobył 97 bramek w 102 meczach, ustępując w rankingu Złotego Buta jedynie Kylianowi Mbappe.
Gyokeres i Sesko mogli grać dla rywali
Nazwiska Gyokeres i Sesko od ponad roku były na ustach kibiców obu klubów, które bacznie obserwowały dwóch najbardziej pożądanych napastników w Europie. Kariera Gyokeresa eksplodowała w Sportingu CP pod okiem Rubena Amorima. Kiedy więc portugalski trener przeniósł się na Old Trafford w listopadzie ubiegłego roku, wydawało się naturalne, że zechce zabrać ze sobą swojego superstrzelca. Szybko jednak okazało się, że Szwed interesuje się wyłącznie klubem z Ligą Mistrzów, co dało przewagę Arsenalowi.
Kanonierzy jednak do końca mocno interesowali się Sesko. Agent zawodnika, Elvis Basanovic, był nawet gościem na ich ostatnim meczu domowym sezonu, a pod koniec maja wszystko wskazywało na to, że to Słoweniec zostanie ich nową „dziewiątką”. Te doniesienia spotkały się z falą gniewu wśród fanów Arsenalu w internecie, którzy uważali Gyokeresa za pewniejszą opcję – gwarancję goli, a nie projekt na przyszłość. Kibice nie musieli się jednak martwić. Ostatecznie Arsenal zgodził się zapłacić Sportingowi do 63 milionów funtów za 27-latka, po tym jak nowy dyrektor sportowy Andrea Berta przekonał zarząd do zmiany kierunku.
„United już wcześniej trzykrotnie próbowali pozyskać Sesko – gdy miał 16 lat, potem w 2022 roku i ponownie w ubiegłym sezonie, zanim zdecydowali się na Zirkzee”
Tymczasem Sesko został bez wymarzonego transferu do Premier League. Manchester United wciąż szukał napastnika, po tym jak Chelsea sprzątnęła im sprzed nosa Liama Delapa, a Liverpool sięgnął po Hugo Ekitike. Logicznym krokiem był powrót do tematu Sesko, którego próbowali pozyskać już w 2019 roku jako 16-latka, a potem ponownie w 2022 i w zeszłym roku. Gdy Arsenal wypadł z gry, Słoweniec miał prosty wybór: Newcastle United albo Czerwone Diabły. Bez wahania postawił na 20-krotnych mistrzów Anglii, odrzucając szansę na grę w Lidze Mistrzów na St. James’ Park.
„Mogę sobie wyobrazić, że Ben będzie napastnikiem Manchesteru United przez wiele lat, dlatego zapłaciliśmy tak dużo pieniędzy, aby mieć napastnika, który zapisze się w historii naszego klubu” – powiedział Amorim o Sesko
Brakujący element układanki
Zarówno United, jak i Arsenal od dłuższego czasu rozpaczliwie potrzebowali niezawodnego środkowego napastnika, stąd tak ogromne pieniądze i czas zainwestowane w nowe nabytki. Dla Arsenalu, który przez trzy lata z rzędu kończył ligę na drugim miejscu i dotarł do półfinału Ligi Mistrzów, snajper z najwyższej półki jest teoretycznie ostatnim brakującym elementem.
Drużyna Mikela Artety miała w zeszłym sezonie najlepszą obronę w Premier League, tracąc zaledwie 34 gole. Zawiódł jednak atak, który zdobył 69 bramek w porównaniu do 91 rok wcześniej. Żaden z zawodników Kanonierów nie osiągnął dwucyfrowej liczby goli, a Kai Havertz z dziewięcioma trafieniami był najlepszym strzelcem. Ich nieskuteczność była kluczowym powodem aż 14 remisów w sezonie. W 12 z 18 meczów, w których stracili punkty, mieli wyższy współczynnik oczekiwanych goli (xG) niż ich przeciwnicy.
Arsenal nie mógł pozyskać bardziej bramkostrzelnego napastnika niż Gyokeres, którego liczby w Portugalii rzucają na kolana.
| Statystyka | Wartość |
|---|---|
| Bramki dla Sportingu | 97 w 102 meczach |
| Średnia bramek na start (liga) | 1,25 |
| Pozycja w Złotym Bucie | 2. miejsce (za Kylianem Mbappe) |
Zajął drugie miejsce w rankingu Złotego Buta, przegrywając z Kylianem Mbappe tylko dlatego, że liga portugalska ma niższy współczynnik niż czołowe ligi Europy. Chociaż trzeba brać pod uwagę poziom rozgrywek w Portugalii, to warto zaznaczyć, że nikt nie strzelił tam tylu goli co Gyokeres od czasów Mario Jardela w 2002 roku. Co ważne, Szwed ma już za sobą grę w Anglii, gdzie błyszczał w Championship w barwach Coventry City, strzelając 21 bramek, co zaprowadziło go do Sportingu za rekordowe 24 miliony euro.
„On już był w Anglii, nie zapominajmy o tym. Był w Coventry, nie udało mu się w Brighton. Widać więc faceta, który wie, co to znaczy walczyć i potrafi się podnieść” – powiedział Thierry Henry, najlepszy strzelec w historii Arsenalu.

