Reprezentacja Norwegii w niedzielę zakończyła historyczną drogę eliminacyjną do Mistrzostw Świata 2026. Skandynawowie, pokonując na wyjeździe Włochy 4:1, przypieczętowali awans na turniej z kompletem ośmiu zwycięstw i średnią ponad 4 goli strzelonych na mecz, co jest najlepszym wynikiem w historii europejskich kwalifikacji.

Autostrada do mundialu
Norwegowie zakończyli eliminacje z perfekcyjnym bilansem ośmiu zwycięstw w ośmiu meczach. Taka dominacja nie miała precedensu w ostatnich dekadach kwalifikacji strefy UEFA. Kampanię zakończyli z imponującym bilansem bramkowym +32, zdobywając 37 goli i tracąc zaledwie pięć.
Podopieczni Stale Solbakkena dwukrotnie pokonali najgroźniejszych rywali, Włochów (3:0 u siebie i 4:1 na wyjeździe), a także zanotowali spektakularne zwycięstwo 11:1 nad Mołdawią. Ostatnie zwycięstwo nad reprezentacją Włoch w niedzielę, 16 listopada, było jedynie potwierdzeniem znakomitej formy zespołu.
Kluczową postacią w walce o awans był Erling Haaland. 25-letni napastnik Manchesteru City zdobył 16 bramek w ośmiu spotkaniach eliminacyjnych, trafiając do siatki w każdym z nich. Dało mu to tytuł najskuteczniejszego strzelca kwalifikacji na wszystkich kontynentach. Łącznie Haaland ma już na koncie 55 goli w 48 występach w kadrze, czym pobił 90-letni rekord Jorgena Juve (33 gole).
Wsparciem dla napastnika był kapitan zespołu, Martin Odegaard. Pomocnik Arsenalu zanotował siedem asyst, co było najlepszym wynikiem w europejskich eliminacjach.
„Myślę, że już teraz można argumentować, że [Haaland] jest naszym najlepszym graczem w historii” – ocenił norweski dziennikarz Lars Sivertsen, podkreślając siłę generacji, która ma zarówno najlepszego napastnika, jak i jednego z najlepszych rozgrywających Premier League.
Koniec blisko trzydekadowego czekania
Dla Norwegii jest to awans o historycznym znaczeniu. Skandynawowie zagrają na mistrzostwach świata po raz pierwszy od 1998 roku, kiedy to rywalizowali na boiskach we Francji. Będzie to ich czwarty występ na mundialu w historii i jednocześnie pierwszy wielki turniej od czasu Euro 2000.
Sam Haaland, którego ojciec Alf Inge grał na mundialu w 1994 roku, nie krył emocji po zapewnieniu sobie awansu.
„Jestem szczęśliwy, ale bardziej czuję ulgę. Jest duża presja i tak dalej, czuję to. Ale to fajna sprawa” – przyznał napastnik w rozmowie z norweską TV2.

