Lewis Hamilton wciąż nie może przełamać złej passy w barwach Ferrari. Jego występ w Holandii zakończył się przedwcześnie po nietypowym wypadku, który zaskoczył ekspertów i sprawił, że Brytyjczyk wyrównał niechciany rekord.

Zaskakujący wypadek w Zandvoort
Początek Grand Prix Holandii nie przynosił większych emocji. Wszystko zmieniło się podczas pierwszej rundy pit stopów, gdy nad torem pojawił się deszcz. Właśnie wtedy Hamilton stracił panowanie nad bolidem i zakończył jazdę w bandzie.
– Najpierw uślizg tylnej osi, potem podsterowność. Tor w tym miejscu się spłaszcza, dlatego wyglądało to po prostu dziwnie – komentował Karun Chandhok w Sky Sports F1.
Hamilton natychmiast został zapytany przez inżyniera, czy nic mu się nie stało.
– Tak, przepraszam chłopaki – odpowiedział krótko.
Ferrari nadal bez podium
Dla siedmiokrotnego mistrza świata był to szczególnie rozczarowujący finał weekendu. Choć w tym roku udało mu się wygrać sprint w Chinach i zająć trzecie miejsce w Miami, oficjalne statystyki Grand Prix są nieubłagane – w barwach Ferrari Hamilton nadal nie stanął na podium.
Nie lepiej wygląda też jego bilans na torze Zandvoort. Po drugim miejscu w debiucie w 2021 roku kolejne lata przynosiły już gorsze lokaty: czwarte, szóste i ósme miejsce. Tym razem Brytyjczyk nie dojechał do mety, wyrównując tym samym niechlubny rekord Louisa Rosiera, który również ma na koncie serię startów dla Ferrari bez miejsca w pierwszej trójce.
Rekord, którego nie chciał wyrównać
Zandvoort staje się jednym z najsłabszych punktów w bogatej karierze Hamiltona. Po pięciu wizytach nie ma tam jeszcze zwycięstwa, a podobny bilans bez triumfu zanotował tylko w Walencji. To statystyka, której Brytyjczyk z pewnością nie planował dopisać do swojego dorobku – szczególnie w tak pechowych okolicznościach.


