Trener Marek Papszun spotkał się z dziennikarzami na przedmeczowej konferencji prasowej przed pierwszym spotkaniem III rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy, w którym Raków Częstochowa podejmie Maccabi Haifa. Choć ton wypowiedzi szkoleniowca był jak zwykle rzeczowy, dało się wyczuć napięcie i poirytowanie — zarówno z uwagi na aktualną sytuację drużyny w lidze, jak i rangę nadchodzącego dwumeczu.
![Nerwowa konferencja Papszuna przed kluczowym dwumeczem Rakowa [WIDEO]](https://sport1.pl/wp-content/uploads/2025/08/papszun-1024x548.jpg)
Raków stawia na puchary
Po słabym początku sezonu w krajowych rozgrywkach, w którym częstochowianie nie potrafią odzyskać rytmu z poprzednich kampanii, presja na zespole Papszuna rośnie. Mimo wszystko, to europejskie puchary traktowane są obecnie jako główny cel klubu. Sam szkoleniowiec zdaje sobie z tego sprawę, choć próbował zbagatelizować znaczenie nadchodzących meczów w kontekście dalszego rozwoju drużyny.
— Ten dwumecz nie będzie kluczowy w kontekście awansu. To nie ma żadnego znaczenia. To są tylko dywagacje, którymi wy – dziennikarze – się zajmujecie, bo to wasza praca. Natomiast moja praca polega na czym innym – mówił wyraźnie poddenerwowany Papszun.
Analiza rywala: intensywność i walka
Pytany o spodziewany przebieg meczu, szkoleniowiec Rakowa nie miał wątpliwości, że będzie to fizyczne i dynamiczne spotkanie.
— Spodziewam się intensywnego meczu z dużą ilością pojedynków, faz przejściowych i dynamicznych krótkich akcji, które będą kończyć się w polach karnych. Spodziewam się, że będzie to częściej w polu karnym przeciwnika niż naszym – ocenił.
Słowa te mogą brzmieć optymistycznie, jednak styl ich wypowiedzenia oraz ogólna atmosfera podczas konferencji zdradzały, że Papszun doskonale wie, z jak wymagającym przeciwnikiem przyjdzie się jego zespołowi zmierzyć.
Zmiana lokalizacji rewanżu na plus
Trener Rakowa odniósł się także do kwestii zmiany stadionu, na którym odbędzie się rewanżowe starcie z Maccabi Haifa. Zamiast w Kisvardzie, mecz rozegrany zostanie w Debreczynie. To – zdaniem Papszuna – dobra wiadomość dla jego drużyny.
— To bardzo korzystna zmiana. Nie tylko ze względów logistycznych, ale też otoczki meczowej i infrastruktury. Na duży plus jest ten wyjazd. Z punktu widzenia logistycznego to bardzo dobre – zaznaczył.
Transfery? Trener stawia na proces, nie rewolucję
Nie zabrakło również pytań o potencjalne wzmocnienia Rakowa. Papszun, choć świadom opinii kibiców i mediów, podkreślił, że nie wierzy w szybkie przebudowy zespołów i od lat stawia na stabilizację.
— Patrząc z perspektywy kibica czy dziennikarza – tak, należałoby wymienić pół drużyny. Natomiast ja jestem trenerem, który bazuje na codziennej, powtarzalnej i konsekwentnej pracy. Kluczowe jest dla mnie, żeby była stabilizacja kadry. Nie wierzę w zespół, który się buduje w miesiąc. Ja wierzę w budowę poprzez proces – podkreślił.
Czekając na debiut Bulata
W kontekście nowych twarzy padło również pytanie o Marko Bulata. Pomocnik, który dołączył do zespołu tego lata, jak dotąd nie miał wielu okazji do zaprezentowania się kibicom.
— Ciężko powiedzieć, jak się prezentuje na treningach, bo my właściwie nie mamy treningów. Ale w tych momentach, kiedy trenował – na dwóch, trzech jednostkach – to się potwierdza, że to jest zawodnik, który ma umiejętności. Natomiast jak niebawem zobaczymy go na boisku, to będziemy mogli coś więcej powiedzieć – przyznał Papszun.
Irytacja zamiast uśmiechu
Na zakończenie konferencji nie zabrakło też bardziej luźnych pytań – m.in. o przesądy i wybór stroju meczowego. Trener Rakowa, zapytany o to, czy zamierza ubrać dres na mecz, by „odczarować” niepowodzenia, odpowiedział krótko: Nie.
Ta jednowyrazowa odpowiedź dobrze oddaje ogólny nastrój Papszuna – skupionego, ale jednocześnie poirytowanego i zmęczonego niektórymi wątkami poruszanymi przez dziennikarzy. Można odnieść wrażenie, że presja wyniku zaczyna wyraźnie ciążyć na sztabie Rakowa, który doskonale wie, że ewentualna porażka z Maccabi Haifa może wpłynąć na dalsze losy sezonu.



