Raków Częstochowa aktywnie rozgląda się za wzmocnieniami, a na celowniku mistrzów Polski znalazł się młody macedoński talent, Martin Gjorgievski. Transfer nie jest jednak przesądzony, a cała operacja przypomina targi na bałkańskim rynku. Kluby wciąż nie mogą dojść do porozumienia w kwestii kwoty odstępnego, a w grze jest jeszcze jeden chętny.

W skrócie:
- Raków Częstochowa złożył ofertę w wysokości 150 tysięcy euro za Martina Gjorgievskiego, która została odrzucona.
- Macedoński klub Brera Strumica oczekuje o 50 tysięcy euro więcej i zachowania 20-procentowej klauzuli od kolejnego transferu.
- Jeśli transfer dojdzie do skutku, 20-letni pomocnik może zostać natychmiast wypożyczony w celu zapewnienia mu regularnej gry.
Raków liczy każdy grosz? Targi o młodą perełkę z Bałkanów
Mistrzowie Polski, znani z przemyślanych i często oszczędnych ruchów na rynku, złożyli konkretną propozycję za Martina Gjorgievskiego. Na stole wylądowało 150 tysięcy euro oraz bardzo ważna klauzula – 20 procent od następnej sprzedaży. Co to oznacza w praktyce? Jeśli Raków w przyszłości sprzedałby zawodnika z zyskiem, musiałby oddać jedną piątą tej kwoty jego byłemu klubowi, Brerze Strumica. To standardowa praktyka, która ma zabezpieczyć interesy sprzedającego.
Jednak dla Macedończyków to za mało. Jak donoszą media, ich odpowiedź była krótka: „nie”. Klub domaga się dodatkowych 50 tysięcy euro, co podniosłoby łączną kwotę transferu do 200 tysięcy. Procent od kolejnej sprzedaży miałby pozostać bez zmian. Sprawa rozbija się więc o stosunkowo niewielką, jak na realia futbolu, kwotę. Raków na razie wycofał się z negocjacji, ale źródła podają, że częstochowianie mogą wrócić z nową, być może ostateczną ofertą. Trwa przeciąganie liny.
Kim jest Martin Gjorgievski?
Kim właściwie jest Martin Gjorgievski? To 20-letni pomocnik, uważany w swoim kraju za spory talent. Raków, sprowadzając go, myśli z pewnością przyszłościowo. Świadczy o tym jeden z możliwych scenariuszy, który zakłada natychmiastowe wypożyczenie zawodnika po ewentualnym transferze. Taki ruch pozwoliłby Gjorgievskiemu na regularne „ogrywanie się” i zbieranie cennego doświadczenia w innej drużynie, zamiast grzania ławki rezerwowych przy Limanowskiego.
To pokazuje, że w Częstochowie widzą w nim potencjał, ale niekoniecznie piłkarza gotowego od zaraz do walki o pierwszy skład. Czas gra jednak na niekorzyść Rakowa. Zainteresowanie 20-latkiem wykazuje również cypryjski Paphos FC, co może skłonić Macedończyków do twardszej postawy negocjacyjnej. Jeśli Raków chce pozyskać ten talent, musi działać szybko i być może nieco głębiej sięgnąć do kieszeni.

