Marek Papszun podczas niedzielnej konferencji prasowej odniósł się do wulgarnych transparentów i oskarżeń o zdradę, stwierdzając wprost, że po latach pracy na rzecz klubu nie zasłużył na miano Judasza. Oziębłe pożegnanie szkoleniowca jest bezpośrednim skutkiem jego publicznych deklaracji dotyczących negocjacji z Legią Warszawa, które wielu kibiców odebrało jako brak profesjonalizmu.

Papszun komentuje zachowanie kibiców
Podczas konferencji prasowej po meczu Rakowa z Zagłębiem Marek Papszun nie ukrywał rozgoryczenia postawą części fanów Rakowa. Trener, który poprowadził klub z dalekiego piłkarskiego świata do mistrzostwa Polski, musiał zmierzyć się z falą hejtu, w tym z transparentami porównującymi go do biblijnego zdrajcy. Szkoleniowiec stanowczo skomentował te ataki.
„Pojawiły się transparenty o Judaszu. To moim zdaniem poszło za daleko. Jesteśmy w XXI wieku. Przez tyle lat zasłużyłem na coś lepszego niż takie słowa” – powiedział Papszun.
Szkoleniowiec zaznaczył, że choć żałuje braku wygranej w ostatnim meczu i chciał „zostawić Raków na szczycie”, to wydarzenia z trybun kładą się cieniem na jego odejściu. Papszun podkreślił, że jego stosunek do otoczenia będzie lustrzanym odbiciem tego, jak sam został potraktowany.
„Do większości osób z Częstochowy będę miał szacunek. Nie będę miał szacunku do osób, które tego szacunku do mnie nie miały” – zadeklarował.
Mimo napiętej atmosfery trener starał się patrzeć na pozytywy, przywołując swoją wizytę na Jasnej Górze, gdzie spotkał się z życzliwością, i dodał:
„Nie jestem obrażony, bo zawsze znajdą się osoby, które zachowają się nagannie”.
Kulisy rozpadu relacji i wątek Legii
Nie ma co ukrywać, że obecna wrogość trybun to pokłosie wydarzeń, które można określić mianem historii o rozpadzie relacji na linii trener–klub. Punktem zwrotnym stała się publiczna deklaracja Papszuna wygłoszona w trakcie sezonu, dzień przed ważnym meczem w europejskich pucharach. Szkoleniowiec otwarcie przyznał wtedy, że chce pracować w Legii, co w połączeniu z informacjami o negocjacjach między klubami stworzyło wrażenie, iż mentalnie jest już w Warszawie. Dla kibiców, którzy traktowali go jak legendę, był to cios w narrację o lojalności.
Sytuacji nie poprawiły późniejsze wypowiedzi trenera, który zamiast łagodzić konflikt, stwierdził, że żyje w „obłudnym społeczeństwie” i ma czyste sumienie, co fani odebrali jako policzek. W tle medialnej sagi pojawiły się również doniesienia o psujących się relacjach wewnątrz klubu, w tym o ochłodzeniu kontaktów z właścicielem Michałem Świerczewskim oraz o nerwowych zachowaniach Papszuna, takich jak rzucanie przedmiotami po meczach.
Ostatecznie, mimo historycznych sukcesów sportowych z Rakowem, saga zakończyła się atmosferze wzajemnych pretensji, w której profesjonalizm trenera został podważony przez moment i styl ogłoszenia jego dalszych planów zawodowych.
Teraz przed Markiem Papszunem ogrom pracy w Warszawie. Jego nowy klub zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy, a końca kryzysu sportowego w Legii nie widać – podobnie jak poprawiającej się atmosfery w związku z przyjściem nowego szkoleniowca.

