Anfield przeżywa najgorszy moment od lat. Liverpool, który jeszcze kilka tygodni temu zachwycał formą i wygrywał niemal wszystko, teraz tonie w kryzysie wyników. Szósta porażka w ostatnich siedmiu meczach Premier League to sygnał alarmowy dla kibiców The Reds. Co się stało z drużyną, która była tak blisko wielkości?

W skrócie:
- Liverpool poniósł szóstą porażkę w siedmiu ostatnich meczach Premier League, spadając do środka tabeli po 12. kolejce
- Gwiazdorskie transfery Isaka (za rekordową kwotę) i Wirtza (z Bayeru Leverkusen) kompletnie zawiodły oczekiwania
- Klub wydał łącznie 480 milionów euro na letnie wzmocnienia, które jak dotąd nie przynoszą żadnych rezultatów
Dramat na Anfield – kibice uciekają przed końcem meczu
Sceny, które rozegrały się na Anfield podczas meczu z Nottingham Forest, mówią więcej niż tysiąc słów. Gdy Gibbs-White strzelił trzeciego gola dla gości na dwanaście minut przed końcowym gwizdkiem, trybuny dosłownie zamilkły. A potem? Kibice zaczęli opuszczać stadion jeszcze przed zakończeniem spotkania. To obraz, którego nikt nie chciałby kojarzyć z dumnym Liverpoolem.
Drużyna Slota dosłownie rozsypała się po znakomitym początku sezonu. Jeszcze kilka tygodni temu The Reds pokonali Real Madryt, budząc nadzieje na świetny sezon. Od tamtej pory? Koszmarne dwanaście dni – sześć goli straconych w dwóch ostatnich meczach przeciwko City i Forest.
Liverpool znajduje się teraz w środku tabeli Premier League, daleko od upragnionej czołówki. To kompletne przeciwieństwo tego, co zespół prezentował na początku kampanii, kiedy wygrywał siedem z rzędu we wszystkich rozgrywkach. Powrót Alissona między słupki nic nie zmienił – defensywa wciąż sprawia wrażenie dziurawej jak ser szwajcarski.
Isak i Wirtz – najdroższe rozczarowania w historii
To miała być przełomowa transakcja. Alexander Isak, jeden z dwóch najdroższych transferów w historii angielskiej piłki, miał być odpowiedzią na wszystkie problemy ofensywne Liverpoolu. Rzeczywistość? Brutalnie odbiega od oczekiwań.
Szwedzki napastnik zbuntował się latem przeciwko Newcastle, celowo omijając przedsezonowe przygotowania, by wymusić transfer na Anfield. Ta decyzja zemściła się na nim samym. W prawie 500 minutach gry w tym sezonie zdobył zaledwie jedną bramkę – i to przeciwko drugoligowemu Southampton w Pucharze Ligi. Slot stara się być cierpliwy, kibice również, ale pytanie brzmi: jak długo?
Florian Wirtz to druga część tej kosztownej układanki. Niemiec przybył z Bayeru Leverkusen otoczony ogromną aureolą talentu. Kwota transferu? Astronomiczna. Efekty? Minimalne.
Wirtz zagrał w 15 meczach, ale tylko dwa ukończył w pełnym wymiarze czasowym – oba w Lidze Mistrzów, z czego jedno zakończyło się kompromitacją w Stambule przeciwko Galatasaray. Zaliczył zaledwie dwie asysty w barwach The Reds, obie w rozgrywkach europejskich. Co gorsza, jego nazwisko pojawia się najczęściej nie w kontekście genialnych zagrań, ale jako pierwsze na liście zmienników, gdy Slot potrzebuje korekty taktycznej.
480 milionów euro w błoto
Łącznie Liverpool wydał tego lata 480 milionów euro na wzmocnienia. To kwota, która zapiera dech w piersiach. Takie pieniądze mogłyby wybudować małe miasteczko lub sfinansować dziesiątki projektów społecznych. Zamiast tego zniknęły w czarnej dziurze nieudanych transferów.
Klub postawił wszystko na jedną kartę, wierząc że masowe inwestycje przyniosą natychmiastowe rezultaty. Plan zakładał, że Isak odzyska formę po przedsezonowym buncie, a Wirtz szybko zaadaptuje się do wymagań Premier League. Żadne z tych założeń się nie sprawdziło.
Najgorsze jest to, że obaj panowie mają umowy długoterminowe, więc Liverpool nie może się ich szybko pozbyć bez gigantycznych strat finansowych. Klub uwięziony jest w pułapce własnego tworzenia – z jednej strony presja wyników, z drugiej konieczność dawania szans zawodnikom, w których zainwestowano fortunę.
Slot znajduje się w nie do pozazdroszczenia sytuacji. Holenderski szkoleniowiec musi balansować między potrzebą wyników a koniecznością rozwijania drogich talentów. Jak dotąd ta równowaga mu nie wychodzi, a frustracja narasta z każdym kolejnym meczem.
