To jeden z tych dni, kiedy kibice Legii Warszawa i całej piłkarskiej Polski zatrzymują się na chwilę. W nocy z 31 sierpnia na 1 września mija dokładnie 36 lat od śmierci Kazimierza Deyny – człowieka, którego nazwisko na zawsze wpisało się w historię polskiego futbolu. „Kaka” zginął tragicznie w wypadku samochodowym w San Diego, mając zaledwie 41 lat. Dziś jego legenda wciąż żyje.

Droga na Łazienkowską
Deyna urodził się w Starogardzie Gdańskim i to tam stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. Krótko grał w ŁKS-ie Łódź, ale już wtedy było jasne, że ma coś wyjątkowego. Talentem błysnął tak mocno, że szybko ściągnęła go do siebie Legia Warszawa. Debiutował jesienią 1966 roku w meczu z Ruchem Chorzów i od tamtej pory stał się piłkarzem, który zmienił oblicze Wojskowych.
Kibice z Łazienkowskiej do dziś wspominają tamte czasy. Z Deyną w składzie Legia zdobywała mistrzostwo Polski, wygrywała krajowe puchary i – co najważniejsze – pisała historię w Europie. Półfinał Pucharu Europy w 1970 roku i ćwierćfinał PEMK rok później to osiągnięcia, o których mówiło się przez dekady. Deyna był nie tylko reżyserem gry, ale też zawodnikiem, który sam potrafił przesądzić o wyniku. W sumie w barwach stołecznego klubu rozegrał niemal 400 spotkań i strzelił ponad 140 goli – liczby, które same w sobie budzą respekt.
Ikona reprezentacji
Ale „Kaka” to nie tylko Legia. To także symbol całej reprezentacji Polski lat 70. Był kapitanem drużyny, która w 1972 roku sięgnęła po złoty medal olimpijski w Monachium. W wielkim finale to on wziął odpowiedzialność – dwukrotnie pokonał węgierskiego bramkarza i dał Polsce historyczne zwycięstwo. Dwa lata później był filarem zespołu, który na mundialu w RFN zdobył trzecie miejsce. To wtedy cały świat usłyszał o Deynie, a FIFA uznała go trzecim piłkarzem globu – zaraz za Franzem Beckenbauerem i Johanem Cruijffem.
Po mistrzostwach w Argentynie w 1978 roku przeniósł się do Manchesteru City, a kilka lat później do amerykańskiego San Diego Soccers. Tam kończył karierę i zaczynał pracę z młodzieżą. Niestety, 1 września 1989 roku jego życie zostało brutalnie przerwane. W wypadku samochodowym na autostradzie w San Diego „Kaka” zginął na miejscu.
Deyna to nie tylko liczby i statystyki. To styl gry, wizja, elegancja na boisku i charyzma, którą pamiętają całe pokolenia kibiców. Na Łazienkowskiej jego nazwisko wciąż budzi emocje – od starszych fanów, którzy widzieli go na żywo, po najmłodszych, którzy znają go tylko z opowieści i archiwalnych nagrań.

