W latach 2013-2018 Legia Warszawa była zespołem, który na własnym stadionie czy na wyjazdach potrafił sprawić w strach drużynom, z którym rywalizowali w rozgrywkach ligowych. Dowodem tego było to, że w trakcie tego okresu, aż 5 na 6 możliwych razy Legia świętowała zdobycie Mistrzostwa Polski.

Legia Warszawa bliżej strefy spadkowej
Dzisiaj natomiast można zauważyć, że Legia Warszawa może z każdym już przegrać. Przed listopadową przerwą reprezentacyjną stołeczna ekipa przegrała u siebie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, która przed tym starciem regularnie przegrywał swoje ligowe mecze. W sobotni wieczór natomiast na Łazienkowską przyjechała Lechia Gdańsk, która zanotowała w tym sezonie więcej zwycięstw niż sama Legia (5:4).
Jeżeli wydawało się, że Legia podczas tej dwutygodniowej przerwy się ogarnęła, to kibice „Wojskowych” ogromnie się zawiedli. W 42. minucie spotkania po dograniu piłki przez Tomasa Bobceka precyzyjnym strzałem zza pola karnego Kacpra Tobiasza pokonał ukraiński pomocnik – Ivan Zhelizko, dla którego był to już 4 bramka w obecnym sezonie PKO BP Ekstraklasy.
Po zmianie stron Legii Warszawa udało się zdobyć wyrównującą bramkę. W 53′ minucie bramkarza Lechii Gdańsk- Szymona Weiraucha pokonał też zza pola karnego mocnym strzałem kapitan zespołu – Bartosz Kapustka. Trzeba przyznać, że w dzisiejszym meczu 28-letni piłkarz pochodzący z Tarnowa był wyróżniającą postacią w zespole prowadzonym przez tymczasowego trenera – Inakiego Astiza. Dwanaście minut po tej sytuacji na prowadzenie mogła wyjść Lechia za sprawą Bohdana Viunnyka, jednak sama piłka wylądowała na poprzeczce. Potem cios mogła zadać Legia Warszawa za sprawą Milety Rajovicia, jednak sam Duńczyk trafił obok bramki.
Drugą bramkę strzelili jednak jak kto ma zazwyczaj w tym sezonie drużyna gości. Dokładnie w 77′ minucie spotkania na 1:2 Kacpra Tobiasza pokonał Aleksandar Cirkovic. Asystę przy tym golu zaliczył po raz drugi Bobcek. W końcówce spotkania jednak Legia zdołała wyrównać, bo w trzeciej minucie doliczonego czasu gry do bramki gości piłkę skierował Wojciech Urbański, który uratował Legię przed kolejną porażką ligową.
Mimo tego remisu z Lechią Gdańsk idealnym odzwierciedleniem fatalnej gry Legii Warszawa jest tabela PKO BP Ekstraklasy, gdzie „Wojskowi” mają tylko 1 punkt przewagi nad strefą spadkową. Jeżeli w najbliższych meczach ligowych Legia zagra tak jak dzisiaj to tę zimę ekipa z Warszawy faktycznie może spędzi już jako drużyna zaliczającą do „czerwonej latarni” ligi.

Nieprawdopodobnym jednak faktem jest to, że w kadrze Legii Warszawa znajdziemy piłkarzy, którzy występują w swoich narodowych reprezentacjach. Do tego grona zaliczamy: trzech ostatnio powołanych reprezentantów Polski – Kacper Tobiasz, Paweł Wszołek i Bartosz Kapustka, reprezentant Kosowa – Ermal Krasniqi oraz reprezentant DR Kongo – Steve Kapaudi. Gdy dodamy jeszcze graczy, którzy są w radarze selekcjonera reprezentacji Polski – Jana Urbana, czyli: Kamila Piątkowskiego, Kacpra Urbańskiego, Rafała Augustyniaka i Damiana Szymańskiego, to można zadać jedno pytanie, ale bardzo kluczowe, które brzmi następująco: Dlaczego jest tak źle?. Wydaje mi się, że w gabinetach klubowych Legii Warszawa odpowiedzi na to pytanie byśmy nie poznali, ponieważ tyle jest tam problemów, że chyba sami kibice Legii modlą się o to, aby ta runda jesienna już się skończyła.
Z drugiej strony to przykre jest to, co się dzieje w ostatnich latach z Legią Warszawa. Od zespołu zdobywającego regularnie Mistrzostwo Polski, potem walczącą o grę w europejskich pucharach, by na koniec stać się ligowym średniakiem, pukającym bardzo mocno o znalezienie się w strefie spadkowej. A tak po awansie do fazy grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2016/17 dużo pisano w polskich mediach, że sam klub będzie odjeżdżał finansowo i sportowo swoim oponentom. Jak na razie to Legia Warszawa wpadła do ogromnej dziury, z którego nie może wyjść. Nie wiadomo czy najlepszym wyjściem w tej sytuacji byłoby odejście Dariusza Mioduskiego, bo to właśnie za jego rządami Legia Warszawa zrobiła ogromny regres sportowy i tu nawet przyjście nowego trenera w postaci Marka Papszuna lub kogoś innego może nie pomóc.
Źródło: Polski Ligowiec/X.com
