Porażka Legii Warszawa 1:2 z FC Noah w Erywaniu w Lidze Konferencji jest już dziesiątym z rzędu meczem bez zwycięstwa tej ekipy, co zrównuje obecny kryzys z jednym z najgorszych okresów w historii klubu z lat 60. Pomocnik Damian Szymański, załamany stanem drużyny, stwierdził: „Nad nami wisi jakieś fatum, musimy się w końcu obudzić, bo to nie są żarty”.

Koniec marzeń o Europie
Porażka 1:2 z ormiańskim FC Noah w 5. kolejce Ligi Konferencji UEFA przesądziła o braku jakichkolwiek matematycznych szans Legii Warszawa na wyjście z fazy ligowej rozgrywek. Gol Milety Rajovicia, który dał Legii prowadzenie, ostatecznie okazał się niewystarczający, ponieważ rywal zdołał odwrócić losy spotkania, wykorzystując słabości warszawskiego zespołu w drugiej połowie.
Był to już dziesiąty z rzędu oficjalny mecz Legii bez zwycięstwa, co oznacza zrównanie alarmującej, fatalnej passy z lat 60. Ostatnie zwycięstwo w oficjalnym spotkaniu miało miejsce pod koniec października. Seria bez kompletu punktów w Ekstraklasie trwa równie długo.
Astiz o anulowanym golu: „To mogła być kluczowa sytuacja”
Inaki Astiz, komentując spotkanie, przyznał, że na porażkę Legii złożyły się własne błędy, ale jednocześnie wskazał na kontrowersyjną sytuację, która mogła zmienić końcowy rezultat. Zdaniem trenera niesłusznie anulowano Legii drugiego gola.
„Druga bramka została anulowana, nie wiem czemu. Gol był w mojej opinii prawidłowy. To mogła być kluczowa sytuacja” – ocenił Astiz.
Szkoleniowie wskazał na dwa główne czynniki, które przesądziły o porażce: własne błędy i problemy taktyczne w obronie.
„Do przerwy prowadziliśmy, ale rywal miał przewagę w bocznych sektorach. Musieliśmy momentami bronić się głęboko. Korygowaliśmy to w przerwie spotkania. Przy dobrym wyniku powinniśmy więcej grać piłką, kontrolować grę. Ten mecz przegraliśmy przez swoje błędy. Rywal wykorzystał moment i uwierzył, że może ten mecz wygrać” – skomentował.
Fatum nad warszawską Legią?
Damian Szymański podziela opinię trenera o kluczowych błędach, ale także widzi problem w mentalności zespołu.
„Wszystko dla nas dobrze się ułożyło, strzeliliśmy szybko gola i prowadziliśmy. Myślałem, że to poniesie nas do góry, tak się jednak nie stało” – powiedział dla Polsat Sport.
Pomocnik podkreślił, że obecna sytuacja dotyka każdego i zaczyna przypominać wiszącą nad drużyną klątwę.
„Nad nami wisi jakieś fatum, musimy się w końcu obudzić, bo to nie są żarty” – alarmował, wskazując, że zawodnikom brakuje opanowania: „Czasem może brakuje nam chłodnej głowy, zimnej krwi, szczególnie gdy mamy sytuacje strzeleckie. W obronie też moglibyśmy zachowywać się lepiej” – dodał.
Szymański zakończył wezwaniem do pracy:
„Każdy jest winny tej sytuacji, musimy uderzyć się w pierś i pracować mocno na treningach. Wierzę, że to się stanie”.
Legia okazję do przełamania fatalnej serii będzie miała w najbliższą niedzielę (14 grudnia), kiedy rozegra przed własną publicznością zaległe spotkanie z Piastem Gliwice.

