Przed rewanżowym starciem Legii Warszawa z Hibernianem w IV rundzie eliminacji Ligi Konferencji UEFA atmosfera w klubie gęstnieje. Na konferencji prasowej Edward Iordanescu nie ukrywał, że stawka meczu jest olbrzymia – zarówno sportowa, jak i finansowa. Jednocześnie ostrzegł przed lekceważeniem rywala. – Bycie i gra w Europie są dla nas niezwykle istotne. Rozegraliśmy już siedem spotkań w eliminacjach, pięć z nich wygraliśmy, jeden zremisowaliśmy i tylko jeden przegraliśmy, a wciąż nie mamy niczego zagwarantowanego – podkreśla szkoleniowiec.

Awans na wagę przyszłości
Legia wygrała w Edynburgu 2:1, ale w rewanżu nic nie jest przesądzone. Iordanescu uczula, że przewaga jednej bramki to zbyt mało, by mówić o spokojnym podejściu do spotkania.
– Nawet gdybyśmy wygrali tam 3:0, to i tak sprawa pozostałaby otwarta. Szanse oceniam na 50 do 50 – mówi.
Rumun zaznacza, że kluczowe będzie nastawienie mentalne i koncentracja od pierwszej minuty.
– Musimy być uważni w defensywie, zdyscyplinowani i odpowiedzialni. Hibernian udowodnił już, że potrafi grać na wyjazdach – remis z Midtjylland czy zwycięstwo nad Partizanem w Serbii nie były przypadkiem – przypomina.
Trener odsłania kulisy odejścia Morishity
Nie mogło zabraknąć wątku transferowego. Odejście Morishity do Blackburn było ciosem dla drużyny, o czym trener mówi otwarcie.
– Straciliśmy piłkarza niezwykle wartościowego. Nie ma trenera, który czuje się szczęśliwy po odejściu tak istotnego zawodnika – przyznał.
Iordanescu zdradził kulisy transferu – Japończyk od dawna odczuwał zmęczenie po grze w kadrze bez przerwy wakacyjnej, a atrakcyjna oferta z Anglii tylko przyspieszyła decyzję. Teraz Legia musi liczyć na innych, w tym na Jana Ziółkowskiego, którego saga transferowa trwa już od tygodni.
– To młody, ale bardzo dojrzały zawodnik. Ufamy mu w stu procentach. Gdybym miał wybierać skład pod dyktando mediów i spekulacji, sam musiałbym wyjść na boisko – ironizował trener.
Presja coraz większa
Iordanescu nie kryje, że awans do fazy ligowej Ligi Konferencji jest obowiązkiem.
– To konieczne z kilku powodów: po pierwsze kwestie finansowe, po drugie – kibice, którzy wspierają nas na stadionie i przed telewizorami. DNA Legii prowadzi do tego, by zawsze wygrywać, a ja mam taką samą mentalność – podkreśla.
Wątek presji powracał kilkukrotnie w jego wypowiedziach. Rumuński szkoleniowiec wie, że w przypadku porażki krytyka spadnie nie tylko na zespół, ale i na niego samego.
– Od piętnastu lat jestem trenerem, zdobywałem trofea, prowadziłem reprezentację. Wiem, z czym wiąże się odpowiedzialność. Tutaj wszyscy znają moje zasady i wiedzą, czego oczekuję – mówi.
Choć Legia była lepsza w pierwszym meczu i mogła wygrać wyżej, Iordanescu przestrzega przed lekceważeniem przeciwnika.
– Rywale wierzą, że mogą awansować. Mają piłkarzy o dużej jakości, jak Kieron Bowie czy Martin Boyle. To zawodnicy, którzy w każdej chwili mogą odmienić losy meczu – ostrzega.


