Filip Stojilković w lipcu 2025 kosztował Cracovię pół miliona euro, a już zimą może odejść za wielokrotność tej kwoty. Tureckie Göztepe i włoska Monza zabiegają o 25-letniego szwajcarsko-serbskiego napastnika, który błyskawicznie stał się jednym z najlepszych strzelców Ekstraklasy. To może być jeden z najbardziej zyskownych transferów w historii polskiej ligi.

Transfer za grosze, sprzedaż za miliony
Gdy Cracovia latem 2025 sprowadziła Filipa Stojilkovicia z niemieckiego Darmstadt, nikt nie spodziewał się takiej eksplozji formy. Szwajcar z serbskimi korzeniami przyszedł za 500 tysięcy euro – choć dyrektor skautingu Jarosław Gambal przyznał, że „kwota, która jest podawana na Transfermarkcie jest nieprawdziwa. Klub zapłacił mniej za Filipa”. Benjamin Källman, którym zastąpił Stojilković, był nie do zastąpienia w oczach kibiców. Fin strzelał gole i zapracował na transfer do Turynu. Zadanie było więc ekstremalnie trudne.
Tymczasem po czternaście kolejkach 25-latek zgromadził siedem bramek i trzy asysty, plasując się w czołówce strzelców ligi. Cracovia już we wrześniu otrzymała propozycję ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich na poziomie 3,5 miliona euro. Jak ujawnił Mateusz Janiak, „Pasy jej nie przyjęły. Mocny sygnał jak Cracovia urosła, że mogła odrzucić taką kasę”. Klub postawił na walkę o europejskie puchary, a Stojilković był do tego kluczowy. Po ośmiu kolejkach Cracovia była liderem Ekstraklasy z 17 punktami.
Göztepe chce wzmocnień do walki o top 4
Florian Plettenberg, ceniony niemiecki dziennikarz Sky Sport Deutschland, 14 listopada 2025 poinformował o konkretnym zainteresowaniu. Göztepe Izmir to piąty zespół tureckiej Süper Lig po dwunastu kolejkach. Wyprzedzają go tylko giganci – Samsunspor, Trabzonspor, Fenerbahce i Galatasaray. Straty do czołówki nie są jeszcze duże, a klub z Izmiru od lat słynie z lojalnej bazy kibiców – nawet w czasach gry w niższych ligach przyciągali wyższe frekwencje niż niektóre zespoły z ekstraklasy.
Właścicielem Göztepe od 2023 jest Sport Republic, kierowane przez Rasmusa Ankersena, tego samego, który w przeszłości współpracował z RB Leipzig i Southampton. To klub z ambicjami i strukturą, który po awansie do Süper Lig w 2024 konsekwentnie buduje pozycję w tabeli. Stojilković mógłby być wzmocnieniem ofensywy, która potrzebuje dodatkowej jakości do walki o miejsca premiowane europejskimi pucharami. W 1969 Göztepe jako pierwszy turecki klub dotarł do półfinału europejskich rozgrywek – Inter-Cities Fairs Cup, poprzednika Ligi Europy.
Monza po spadku z Serie A chce błyskawicznego powrotu
Druga zainteresowana strona to AC Monza, która po trzech sezonach w Serie A spadła w kampanii 2024-25. Klub z Lombardii zajął ostatnie miejsce w tabeli włoskiej ekstraklasy, ale natychmiast rozpoczął odbudowę. Obecnie plasuje się na piątej pozycji w Serie B z ambicjami natychmiastowego powrotu do elity. Monza od przejęcia przez Silvio Berlusconiego w 2018 przeszła transformację – najpierw awans do Serie B po 19 latach nieobecności, potem historyczne wejście do Serie A w 2022.
We wrześniu 2025 klub zmienił właściciela – 80 procent udziałów przejęła grupa BLV, a pozostałe 20 procent ma zostać sprzedane do czerwca 2026. Nowe władze chcą szybkiego powrotu na szczyt i Stojilković wpisuje się idealnie w ten profil. To młody, głodny sukcesu napastnik z kontr
aktem do 2028, który udowodnił w Ekstraklasie, że potrafi strzelać gole na poziomie seniorskim. Dla Monzy to inwestycja w przyszłość i natychmiastowe wzmocnienie w walce o awans.
Najszybszy napastnik Ekstraklasy z traumatyczną przeszłością
Stojilković to nie tylko gole, ale też unikalna fizyczność. W Darmstadt podczas gry w drugiej Bundeslidze wykręcił kosmiczny sprint 36,22 km/h – tylko dwóch zawodników w lidze pobiegło szybciej. W kolejnym sezonie w Bundeslidze osiągnął 34,56 km/h, czyli niemal tyle co Benjamin Källman w Ekstraklasie. Weszło ujął to tak: „Filip Stojilković ma potencjał na zostanie najszybszym piłkarzem — albo przynajmniej napastnikiem — w Ekstraklasie”.
Droga Stojilkovicia do Cracovii była jednak wyboista. W styczniu 2023 Darmstadt zapłaciło FC Sion około 2 milionów euro, czyniąc go najdroższym zakupem w historii klubu. Miał być gwiazdą prowadzącą do awansu do Bundesligi. Stało się inaczej – strzelił tylko trzy gole, a trener Torsten Lieberknecht przyznał, że był „niezadowolony z niego – na i obok boiska”. Następnie wypożyczenie do Kaiserslautern nie przyniosło poprawy, więc latem 2024 wylądował w serbskim OFK Belgrad. Tam w 19 meczach zdobył 5 bramek i odzyskał pewność siebie.
Lech Poznań go nie chciał, teraz mogą żałować
Mateusz Dróżdż, prezes Cracovii, ujawnił w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą zaskakującą informację. „Był tam oferowany, bo rozmawiałem z prezesem. Nie chcę się wypowiadać, dlaczego tam ostatecznie nie trafił” – przyznał, mówiąc o Lechu Poznań. Kolejorz latem szukał bramkostrzelnego snajpera i przeznaczy rekordowe środki na wzmocnienia. Ostatecznie sprowadzono innych napastników, a Stojilković trafił do Cracovii.
Prezes Dróżdż wyjaśnił filozofię transferową Pasów, porównując ją do przypadku Benjamina Mendy, który również był oferowany Cracovii. „Po pierwsze – pewnie nie byłoby nas stać, po drugie – inaczej budujemy szatnię niż w oparciu o takich zawodników. My wolimy budować na takich zawodnikach jak Hasić czy Stojilković, których jeszcze możemy sprzedać”. Ta strategia okazała się strzałem w dziesiątkę – po zaledwie czterech miesiącach Cracovia może zarobić kilkukrotność kwoty, jaką zapłaciła za napastnika.
Zimowy transfer Stojilkovića czy dopiero lato 2026?
Decyzja należy do Cracovii. Klub postawił w tym sezonie na wynik sportowy i europejskie puchary. Sprzedaż Stojilkovicia zimą osłabiłaby zespół w kluczowym momencie walki o czołówkę tabeli. Z drugiej strony, oferta przekraczająca 5 milionów euro może być nie do odrzucenia, zwłaszcza że napastnik ma kontrakt do 2028 i Pasy mogą dyktować warunki.
Jarosław Gambal, dyrektor skautingu, przyznał w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet, że zimą Cracovia może przeprowadzić jeden lub dwa transfery, ale „będzie to zależne od sytuacji zespołu w Ekstraklasie”. Transfer Stojilkovicia mógłby sfinansować znaczące wzmocnienia.
Historia Stojilkovicia pokazuje, że w futbolu można się szybko podnieść po porażkach. Od niepowodzenia w Darmstadt, przez odbudowę w Serbii, aż po eksplozję formy w Ekstraklasie – Szwajcar udowodnił, że ma mentalność prawdziwego zawodnika. Teraz przed nim kolejny krok w karierze, a Cracovia może zarobić fortunę na transferze, który latem 2025 wyglądał jak skromne wzmocnienie składu.


Ale Joel Pereira do dzisiaj gra w Lechu, więc kiedy go sprzedali? Panie redaktorze może zanim się napisze dobrze jest sprawdzić