Real Madryt od lat buduje swoją potęgę także dzięki sprytnym transferom za darmo, ale tym razem strategia Królewskich może się nie powieść. Dayot Upamecano, francuski obrońca Bayernu Monachium, był jednym z głównych celów Los Blancos na letnie okno transferowe. Wszystko wskazuje jednak na to, że 27-latek zostanie w Bawarii, a Florentino Pérez będzie musiał szukać alternatyw.

W skrócie:
- Upamecano jest bliski podpisania nowego kontraktu z Bayernem Monachium, co przekreśla plany Realu
- Francuz miał zarabiać około 20 milionów euro rocznie, co ostatecznie odrzucił prezes Pérez
- Wszystkie trzy główne cele obronne Madrytu (Upamecano, Konaté, Guehi) wymykają się spod kontroli
Bayern zatrzymuje Francuza, Pérez mówi „nie” dla astronomicznych zarobków
Real Madryt w ostatnich latach perfekcyjnie opanował sztukę pozyskiwania gwiazd bez opłaty transferowej. Kylian Mbappé, Antonio Rüdiger czy David Alaba, wszyscy trafili na Santiago Bernabéu jako wolni zawodnicy. Trent Alexander-Arnold był kolejnym na liście, choć ostatecznie Królewscy zapłacili Liverpoolowi 10 milionów euro, by przyspieszyć transfer przed Klubowymi Mistrzostwami Świata.
Teraz jednak plany związane z Dayotem Upamecano legły w gruzach. Według informacji niemieckiego „BILD”, środkowy obrońca jest o krok od przedłużenia umowy z Bayernem. Francuz wszedł już w ostatnie sześć miesięcy kontraktu, co teoretycznie otwierało drogę do bezpłatnego transferu latem. Real bacznie obserwował sytuację 27-latka, licząc na powtórzenie sprawdzonego schematu.
Upamecano po wygranym sparingu z RB Salzburg podkreślił, że nie czuje żadnej presji. „Rozmowy z władzami Bayernu przebiegają pozytywnie”, stwierdził krótko. Nowa umowa ma obejmować pensję rzędu 20 milionów euro rocznie, premie za podpisanie kontraktu oraz klauzulę wykupu. To właśnie astronomiczne wynagrodzenie stało się kością niezgody.
Florentino Pérez wycofuje się z transferu
Prezes Realu Madryt podjął decyzję, która może zaskoczyć wielu kibiców. Florentino Pérez odmówił spełnienia finansowych oczekiwań Upamecano, uznając, że 20 milionów euro rocznie to zbyt wiele. Klub z Madrytu od lat prowadzi politykę unikania „baniek płacowych”, które mogą destabilizować szatnię i budżet.
Decydenci na Bernabéu wolą stracić okazję rynkową niż naruszyć wewnętrzną równowagę finansową. To podejście pozwoliło Realowi utrzymać stabilność projektu przez lata, choć czasem oznacza rezygnację z konkretnych zawodników. Wycofanie się z transferu Upamecano nie oznacza jednak, że Królewscy porzucają plany wzmocnienia defensywy.
Problem w tym, że wszystkie trzy główne cele obronne Madrytu wymykają się spod kontroli. Ibrahima Konaté z Liverpoolu, który jeszcze w listopadzie był gorącym kandydatem, przestał być realną opcją. Marc Guehi z Crystal Palace może trafić do Liverpoolu lub Manchesteru City, a teraz także Upamecano odpada z gry.
Real musi zmienić strategię transferową
Sytuacja zmusza Real do przewartościowania planów. Klub może być zmuszony do aktywności na rynku transferowym już teraz lub latem, płacąc pełne kwoty odstępnego zamiast czekać na wolnych agentów. Alternatywą jest ponowna ocena wewnętrznych opcji w defensywie, choć ta droga wydaje się mniej prawdopodobna.
Warto zauważyć, że Real w ostatnich latach skutecznie łączył transfery za darmo z drogimi zakupami młodych talentów. Jude Bellingham, Eduardo Camavinga czy Aurélien Tchouaméni kosztowali fortunę, ale klub uznał ich za inwestycje w przyszłość. Podobne podejście może teraz objąć linię obrony.
Upamecano po przedłużeniu kontraktu z Bayernem będzie zarabiał więcej niż większość zawodników Realu, co pokazuje, jak bardzo wzrosły oczekiwania finansowe piłkarzy. Dla Królewskich to sygnał, że era tanich transferów gwiazd może powoli dobiegać końca, a rynek wymusza coraz większe nakłady finansowe nawet na pozornie „darmowych” graczy.
