Wczorajszy wieczór przy Limanowskiego będzie długo pamiętany w Częstochowie, ale z zupełnie innych powodów niż chciałby tego Marek Papszun. Porażka z Maccabi Hajfa 0:1 w eliminacjach Ligi Konferencji to nie tylko bolesny cios w europejskie aspiracje wicemistrzów Polski, ale przede wszystkim pierwsza porażka w pucharach europejskich na własnym stadionie w historii Rakowa.

To symboliczny moment, który jak w soczewce skupia wszystkie problemy, z jakimi zmaga się obecnie klub spod Jasnej Góry. Raków przegrywa już 3 z 6 meczów w tym sezonie – słabiutki start ligowy (porażki z Wisłą Płock 1:2 i Radomiakiem 1:3), a teraz kompromitujące potknięcie z izraelskim zespołem, który jeszcze niedawno wydawał się w zasięgu ręki.
Plaga kontuzji uderza w kluczowe ogniwa
Jeśli szukać przyczyn kryzysu, pierwszy sygnał alarmowy powinien zabrzmieć już podczas analizy listy kontuzjowanych. Władysław Koczergin jest wykluczony z gry na dłuższy czas, rekonwalescencja Iviego Lopeza po planowym zabiegu kolana potrwa kilka tygodni. Do tego dochodzi kontuzja mięśnia dwugłowego Jonatana Brauta Brunesa, który wczoraj mógł tylko obserwować z trybun, jak jego koledzy marnują kolejne okazje.
To nie przypadek, że akurat środek pola stał się piętą achillesową Rakowa. Spodziewane jest też odejście Gustava Berggrena, co oznacza, że Papszun musi praktycznie od nowa budować najważniejszą formację na boisku. W takich warunkach trudno o stabilność gry, którą Raków prezentował w swoich najlepszych momentach.
Papszun pod presją jak nigdy wcześniej
Kiedy Marek Papszun wrócił do Rakowa po roku przerwy, było się niemal pewnym, że mistrz z 2023 roku wróci do ustawień fabrycznych. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Trudno było nie doceniać pracy, jaką właściwie z miejsca zaczął wykonywać jeden z najlepszych polskich trenerów, a teraz będzie… jeszcze trudniej.
Papszun stoi przed być może najtrudniejszym sezonem w karierze, odkąd dostał się do Ekstraklasy. Presja jest ogromna – po sukcesach z lat poprzednich (mistrzostwo 2023, wicemistrzostwa 2021, 2022, 2025) każda wpadka jest analizowana pod lupą. Rakowowi zwyczajnie nie wypada się potknąć.
Trener desperacko szuka rozwiązań. Wicemistrz Polski rozważa sprowadzenie Oskara Repki z GKS-u Katowice, ale to kropla w morzu potrzeb kadrowych. Jednocześnie na konferencji prasowej po meczu z Maccabi Papszun zaprzeczył plotkom o rzekomym konflikcie z Brunesem, co pokazuje, jak bardzo klub musi gasić kolejne pożary medialne.
Czy Papszun jest w stanie odwrócić trend?
Historia sugeruje, że tak. Do Marka Papszuna można mieć parę zastrzeżeń, ale czy to w jakiś sposób umniejsza jego zasługi sportowe? Absolutnie nie. Raczej nie ma w Polsce kibica, który odrzuciłby bez wahania trenera, który gwarantuje – a na to na razie wygląda – minimum drugie miejsce w tabeli.
Bardzo dobrze, że Papszun wrócił i pokazał, że prawdopodobnie jak nikt inny potrafi Raków poukładać. Problem w tym, że tym razem wyzwanie jest znacznie większe niż przy poprzednich powrotach do formy. Główni rywale wciąż mocni albo nawet silniejsi. Trener z presją na dotarcie do fazy grupowej LKE, której wcześniej dwukrotnie nie osiągnął. Cięższe kontuzje kluczowych zawodników w okresie przygotowań.
Widmo kolejnego trudnego sezonu
Raków został wicemistrzem Polski, ale ma swoje problemy. Sporo problemów. Klub zmaga się nie tylko z problemami sportowymi, ale i wizerunkową. Dla ludzi lubiących generalizować Raków to dziś klub rasistów na trybunach, który oferuje wielką kasę graczom GKS-owi Katowice, łamiąc przy okazji prawo.
Jeśli Papszun nie zdoła szybko powstrzymać negatywnej spirali, sezon 2025/26 może stać się rozczarowaniem na miarę kampanii 2023/24 pod wodzą Dawida Szwargi. Odpadnięcie w eliminacjach, utrata na koniec sezonu miejsca w top 3 – każdy z tych scenariuszy będzie porażką.
Najbliższy tydzień może okazać się kluczowy. Rewanż z Maccabi 14 sierpnia w Węgrzech to ostatnia szansa na kontynuację europejskiej przygody. Porażka oznaczałaby nie tylko sportową klęskę, ale i poważny problem finansowy – klub liczył na wpływy z europejskich pucharów.
Papszun ma jeszcze czas… ale czy na pewno?
Optymizmem może napawać fakt, że Papszun już raz potrafił odbudować Raków po kryzysie. Przede wszystkim Papszun pokazał tym sezonem, że potrafi posprzątać. Okej, w doskonale znanym sobie środowisku. Problem w tym, że tym razem ma znacznie mniej czasu na eksperymenty.
Jeden z trudniejszych momentów Papszuna w Rakowie. Za tydzień można to jeszcze odwrócić i szanse nie są wcale aż tak małe, bo Maccabi dzisiaj nie pokazało nic wielkiego. To prawda – izraelski zespół był przeciętny, ale wystarczyło to, by ograć bezradny Raków.
Jeśli Papszun jest tym trenerem, za jakiego go uważamy, powinien znaleźć recepty na obecny kryzys. Ma ku temu odpowiednią kadrę, doświadczenie i zaufanie właściciela. Pytanie tylko, czy czas nie zaczyna mu się kończyć, a problemy narastać szybciej niż zdolność ich rozwiązywania.
Rewanż z Maccabi pokaże, czy mówimy o przejściowym załamaniu, czy o początku poważnego kryzysu w Częstochowie.

