Przyszłość Antony’ego w Manchesterze United stoi pod ogromnym znakiem zapytania, co wywołuje spore zamieszanie w biurach innego klubu. Na całą sytuację z zapartym tchem patrzy hiszpański Betis, którego letnie plany transferowe są całkowicie uzależnione od decyzji Brazylijczyka i jego pracodawcy. Anglicy postawili sprawę jasno: albo transfer, albo trybuny, a dla klubu z Sewilli to gra o wszystko.

W skrócie:
- Manchester United postawił Antony’emu ultimatum: musi zaakceptować jedną z ofert transferowych albo zostanie odsunięty od składu do stycznia.
- Plany transferowe Betisu, zwłaszcza wzmocnienie środka pola i ataku, zależą od tego, czy uda się sfinalizować kosztowny powrót Brazylijczyka.
- Prezes Betisu, Ángel Haro, jest optymistą co do chęci zawodnika i klubu do ponownej współpracy, ale przyznaje, że nic nie zależy od nich w kontekście postawy Manchesteru United.
Antony na rozdrożu, Betis wstrzymuje oddech
Sytuacja w biurach Betisu jest gorąca, a całe zamieszanie kręci się wokół jednego nazwiska: Antony. Można powiedzieć, że całe planowanie sportowe na resztę okienka transferowego zależy od tego, czy Brazylijczyk wróci do stolicy Andaluzji. Jego ponowne sprowadzenie byłoby absolutnym hitem i transferem gwiazdorskim, ale wiąże się to z ogromnym wydatkiem finansowym. To właśnie ta kwota determinuje, na jakie ruchy klub będzie mógł sobie pozwolić na innych pozycjach wymagających pilnego wzmocnienia.
Tymczasem z Anglii napływają wieści, które mrożą krew w żyłach kibiców Betisu. Manchester United dał Antony’emu brutalne ultimatum. Opcje są tylko dwie: albo zaakceptuje jedną z ofert, które wpłynęły za niego do klubu, albo resztę rundy aż do stycznia spędzi na trybunach. Czas na zabawę się skończył.
Wszystko albo nic. Jeden transfer, by uratować okienko
Klub z Sewilli dokonał już ośmiu wzmocnień (choć jeden z nowych nabytków, Petit, został od razu wypożyczony do Mirandés), ale lista potrzeb jest wciąż długa. Priorytetem jest obsadzenie prawego skrzydła, pozycji defensywnego pomocnika oraz ataku. Na skrzydło wymarzonym kandydatem jest oczywiście Antony. To, czy uda się go sprowadzić, wpłynie bezpośrednio na to, jakie alternatywy zostaną uruchomione dla pozostałych dwóch wakatów. Im więcej pieniędzy pójdzie na Brazylijczyka, tym skromniejsze będą kolejne zakupy.
Głos w sprawie zabrał prezes klubu, Ángel Haro, który tonuje nastroje.
„Jestem tak samo optymistą, jak i pesymistą… Moje nastawienie się nie zmieniło. Jestem optymistą, jeśli chodzi o chęć Betisu i zawodnika do ponownego skrzyżowania swoich dróg, ale jeśli chodzi o Manchester, niczego nie wiem. To logiczne, że jeśli zainwestowali w niego znaczną kwotę, chcą przeanalizować wszystkie sytuacje na rynku” – stwierdził, być może już wiedząc o ultimatum, które szykowano w biurach na Old Trafford.
Mimo wszystko w klubie panuje spora satysfakcja z dotychczas wykonanej pracy, choć wszyscy zdają sobie sprawę, że najważniejsze decyzje wciąż przed nimi.
