Real Madryt nie gra w aukcje na rynku transferowym. Klub z Valdebebas ma jasną strategię – wolą cierpliwie czekać na okazje z wygasającymi kontraktami niż uczestniczyć w licytacjach organizowanych przez agentów. W centrum zainteresowania znajdują się obecnie dwaj obrońcy: Ibrahima Konaté z Liverpoolu, którego postawa budzi optymizm, oraz Dayot Upamecano z Bayernu, którego agent zdaje się rozgrywać niebezpieczną grę.

W skrócie:
- Real Madryt szuka wzmocnień w obronie, ale odmawia udziału w „aukcjach” organizowanych przez agentów piłkarzy
- Konaté z Liverpoolu postępuje „pozytywnie” w negocjacjach, podczas gdy Upamecano i jego agent działają „negatywnie”
- Klub ufa powrotowi Militao i potencjałowi Huijsena, ale wciąż potrzebuje dodatkowego wzmocnienia w defensywie
Stara gra, nowe twarze – strategia Królewskich na transferowym rynku
Historia powtarza się jak mantra. Z jednej strony Real Madryt ze swoją sprawdzoną taktyką polowania na zawodników zbliżających się do końca kontraktów. Z drugiej – agenci (choć nie wszyscy, trzeba przyznać), którzy wykorzystują rzekome zainteresowanie Los Blancos jako dźwignię do wyciągnięcia lepszych warunków od obecnych pracodawców.
Alphonso Davies? Klasyczny przykład takiej rozgrywki. Ale są też ci, którzy dotrzymują słowa – Trent Alexander-Arnold, podobnie jak wcześniej Antonio Rüdiger czy David Alaba. To właśnie ci dwaj ostatni stanowią teraz pewien problem, bo zbliżają się do końca swoich umów, a ich kondycja fizyczna budzi wątpliwości. Niemieckie media wprost twierdzą, że Rüdiger nie przedłuży kontraktu.
Konaté budzi nadzieje, Upamecano rozczarowuje podejściem
Teraz uwaga przenosi się na pozycję środkowego obrońcy. Real potrzebuje wzmocnień, czekając jednocześnie na rozwój własnych wychowanków – Joana Martíneza, Valdego, Rivasa, a także Jacobo Ramóna, który nabiera doświadczenia podczas wypożyczenia do Como.
Ibrahima Konaté wybrał drogę rozsądku. Zawodnik Liverpoolu, podobnie jak niegdyś Alexander-Arnold, podchodzi do tematu z rozwagą i pewnością siebie. Krok po kroku, bez pośpiechu, ale stanowczo. W Anfield już go mentalnie spisali na straty. Bayern Monachium wprawdzie pojawił się na horyzoncie, ale ich dyrektor sportowy jeszcze w zeszły piątek przyznał, że priorytetem bawarskiego klubu jest przedłużenie kontraktu z Upamecano.
I tu robi się ciekawie. Wypowiedź szefa Bayernu pada w tym samym tygodniu, gdy media obiegła informacja o rzekomym porozumieniu Francuza z Realem Madryt. Coś tu nie gra – i źródła bliskie klubowi z Bernabéu kategorycznie zaprzeczają tym doniesieniom. Trzecim bohaterem tej opowieści jest Marc Guehí, który już pakuje walizki do Liverpoolu, by dokończyć transfer zapoczątkowany latem.
Prawda jest taka: Real Madryt faktycznie rozgląda się za wzmocnieniami. W Valdebebas wiedzą jednak, że Éder Militão wrócił do zdrowia, a zaufanie do Deana Huijsena jest absolutne. Potrzebują czegoś więcej, ale nie zamierzają brać udziału w licytacjach jako środka do znalezienia tego wzmocnienia.
Innymi słowy: postawa Konatégo i sposób prowadzenia negocjacji oceniane są pozytywnie, podczas gdy Upamecano i jego przedstawiciel grają w grę, która Królewskim się nie podoba. Real Madryt ma swoje zasady i nie zamierza z nich rezygnować, nawet jeśli oznacza to utratę potencjalnego celu transferowego.

