Piłka nożna na najwyższym poziomie nieustannie ewoluuje. Arsenal i Manchester City, zespoły kojarzone z techniczną, kombinacyjną grą, coraz częściej sięgają po długie podania. Ten taktyczny zwrot zaskakuje wielu ekspertów, ale stanowi odpowiedź na zmieniające się realia współczesnego futbolu, gdzie wysoki pressing stał się niezwykle efektywny.

W skrócie:
- Obie drużyny częściej wykorzystują długie podania bramkarzy jako sposób na uniknięcie ryzyka związanego z wyprowadzaniem piłki od tyłu
- David Raya (Arsenal) często kieruje długie podania na prawą flankę, gdzie czeka Kai Havertz
- Pep Guardiola świadomie wprowadza szybsze ataki, wykorzystując Erlinga Haalanda jako cel długich podań
Dlaczego najlepsze zespoły rezygnują z krótkiego rozegrania?
Styl gry promowany przez Pepa Guardiolę, choć stale ewoluujący, od lat wyznacza trendy w światowym futbolu. Hiszpański szkoleniowiec rozpoczynał swoją karierę z filozofią opartą na krótkich podaniach i znaczącym zaangażowaniu bramkarza w rozegranie. Miało to na celu zminimalizowanie ryzyka utraty piłki oraz zmniejszenie przestrzeni, którą zawodnicy musieliby pokryć, aby odzyskać kontrolę nad grą.
Logika stojąca za tym podejściem była niepodważalna, dlatego większość zespołów na najwyższym poziomie starała się naśladować ten styl. W rezultacie procent bramkarzy decydujących się na długie podania systematycznie malał od sezonu 2018-19 – aż do obecnego sezonu, kiedy trend uległ odwróceniu.
Głównym powodem tej zmiany jest ewolucja wysokiego pressingu. Drużyny nie tylko częściej stosują pressing, ale robią to w bardziej skoordynowany i efektywny sposób. Kluby kładą większy nacisk na planowanie pressingu oraz zatrudnianie bardziej fizycznych zawodników zdolnych do jego realizacji, co sprawia, że dzisiejsza Premier League wygląda zupełnie inaczej niż dekadę temu.
Statystyki Opty pokazują, że siedem drużyn, które w poprzednim sezonie grały najwyższy procent krótkich podań, popełniło ponad 30 błędów prowadzących do strzałów przeciwnika. Dla porównania, spośród ośmiu zespołów najczęściej grających długimi podaniami, tylko Ipswich popełniło więcej niż 30 takich błędów.
Taktyczne rewolucje Artety i Guardioli
Arsenal wykorzystuje Davida Rayę w interesujący sposób. Mimo że drużyna dominuje posiadanie piłki, aż 42,1% podań hiszpańskiego bramkarza w poprzednim sezonie stanowiły długie zagrania. Szczegółowe podejście Mikela Artety widać w sposobie, w jaki Raya posyła długie piłki.
Przy rzutach od bramki, Raya często celuje w prawą flankę. W poprzednim sezonie zazwyczaj był tam Kai Havertz, który schodził ze swojej pozycji środkowego napastnika, aby przyjąć piłkę. Dzięki długim podaniom Arteta minimalizuje ryzyko związane z rozgrywaniem od tyłu przeciwko dobrze pressującym rywalom. Pozwala to również Arsenalowi wykorzystać indywidualne atuty zawodników – znakomite umiejętności podawania Rayi oraz wzrost i umiejętność utrzymania piłki przez Havertza.
Celowanie w boczne sektory boiska przy rzutach od bramki zmniejsza ryzyko ekspozycji środka pola w przypadku przegrania pojedynku. Gdy piłka jest blisko linii bocznej, istnieje duża szansa, że opuści boisko, co skutkuje wrzutem z autu. Arsenal, jako zespół mocno pressujący, nadal znajduje się w dobrej pozycji, wywierając presję na przeciwnikach przy wrzutach, jednocześnie zyskując teren wysoko na boisku.
Manchester City również coraz częściej wykorzystuje długie podania przy rzutach od bramki, jednak w inny sposób niż Arsenal. Ich długie zagrania są zazwyczaj wykonywane z zamiarem ataku, a nie tylko zyskania terenu.
W niedawnym meczu z Tottenhamem, City przyciągnęło niektórych swoich zawodników bliżej piłki, zachęcając przeciwników do podążania za nimi w kierunku własnej bramki. Jednocześnie Erling Haaland został wysunięty wysoko, zwiększając dystans między nim a resztą drużyny. W przestrzeni między Haalandem a resztą zespołu ustawił się Omar Marmoush.
Celem było izolowanie Haalanda i jego obrońcy. Idąc na długie podanie, City nie musiało martwić się o rozgrywanie przez zatłoczone strefy, zwłaszcza bez Edersona w bramce. Zmniejszali ryzyko straty gola, neutralizowali atuty Tottenhamu i zwiększali prawdopodobieństwo utrzymania piłki, pozwalając Haalandowi walczyć o nią w izolowanym pojedynku.
City zwiększało również swoje szanse na przechwycenie drugiej piłki i zdobycie bramki, ponieważ pozycja Marmousa pozwalała mu proaktywnie biec do przodu, aby zbierać zgrania od Haalanda lub piłki, które spadały bliżej. Ta dobrze przemyślana akcja zakończyła się strzałem Marmousa, który minimalnie chybił.
Kontrataki wracają do łask
W ostatnich kilku sezonach City i Arsenal grały w podobny sposób – dążąc do dominacji w posiadaniu piłki przez większość meczu, przygważdżając przeciwników i szybko odzyskując piłkę przez pressing. Jakość obu zespołów pomaga im wygrywać większość meczów, gdy dominują w posiadaniu piłki, ale dodanie umiejętności przyspieszenia gry i szybkiego ataku, gdy obrona przeciwnika jest zdezorganizowana, zapewnia im warstwę nieprzewidywalności.
Po zwycięstwie nad Wolves w tym sezonie, wypowiedź Guardioli była wymowna w kontekście ewolucji jego stylu gry: „Szybkie kontry to broń, którą chcemy wykorzystywać w tym sezonie – gdy zdobywamy piłkę, atakujemy szybciej niż być może wcześniej.”
W pierwszej kolejce sezonu Arsenal był drugą najbardziej bezpośrednią drużyną, ustępując tylko Crystal Palace. Mecz z Liverpoolem nie wpisuje się w ten trend, ale analiza tego spotkania dostarcza kontekstu dla danych.
Długie podania nie oznaczają prymitywnej piłki – Arsenal i Manchester City wykorzystują je jako przemyślany element taktyczny, dostosowując swój styl do zmieniających się warunków współczesnej piłki nożnej.

