Nadchodząca rewolucja w Formule 1 może wywrócić hierarchię do góry nogami, grzebiąc marzenia McLarena o kolejnych tytułach. Choć fani wciąż debatują nad formą faworytów, Damon Hill i Johnny Herbert wskazują na „czarnego konia”, który dzięki tajnej broni inżynierów ma szansę zszokować światowy motorsport już w 2026 roku.
Hill i Herbert stawiają na jednego kierowcę
Choć Lando Norris przystępuje do sezonu 2026 jako urzędujący mistrz świata – po dramatycznej walce z Maxem Verstappenem, którego pokonał zaledwie o dwa punkty – uwaga środowiska skupia się na potencjalnych zmianach w hierarchii.
Damon Hill i Johnny Herbert, analizując nadchodzącą kampanię, zgodnie wskazują na George’a Russella jako głównego pretendenta do sprawienia niespodzianki. Russell, jedyny kierowca spoza czołowej trójki sezonu 2025 (w której obok Norrisa i Verstappena znalazł się Oscar Piastri), ma zdaniem ekspertów dysponować potężnym atutem.
Pojawiające się plotki sugerują, że to właśnie Mercedes przygotował najmocniejszą jednostkę napędową na sezon 2026. Herbert w podcaście „Stay on Track” podkreślił, że Russell wykonał dla zespołu „fantastyczną robotę”, co przy wsparciu młodego Antonelliego może przynieść stajni z Brackley podwójny triumf.
Hill dodał, że to właśnie Russell jest „czarnym koniem” nadchodzących zmagań, zwracając uwagę na jego ubiegłoroczną powtarzalność w bolidzie, który nie pozwalał na regularne seryjne zwyciężanie.
Technologiczna ofensywa Aston Martina
Wielką niewiadomą pozostaje forma zespołu Aston Martin, który zdaniem komentatorów posiada wszelkie zasoby, by w końcu nawiązać walkę z absolutną czołówką. Głównym motorem napędowym tych oczekiwań jest postać Adriana Neweya oraz partnerstwo technologiczne z Hondą.
Johnny Herbert zauważył, że brytyjska marka do tej pory nie wykorzystywała w pełni swojego potencjału, jednak nadchodząca rewolucja regulacyjna oraz w pełni funkcjonalny tunel aerodynamiczny mają stanowić przełom.
Sam George Russell zachowuje powściągliwość w prognozach dotyczących powrotu Mercedesa do bezwzględnej dominacji. Kierowca stwierdził, że byłby „głupcem”, zakładając taki scenariusz, szczególnie że nowe przepisy mają na celu jeszcze większe zbliżenie do siebie całej stawki.
